29 kwietnia 1986
Na wycieczce do prastarego, podpekińskiego lasu oblężeni zostaliśmy przez stado małych świnek. Były jak psy, niektórzy brali je ze sobą. Z jakichś powodów potrzebowały ratunku, złapałam więc jedną, długowłosą, różową świnkę z zakręconym ogonkiem. Po bliższym przyjrzeniu się, stworzenie wyglądało bardziej jak pies i miało psie zwyczaje lizania człowieka po twarzy, było urocze i nieprzyjemne. Trzymałam je przed sobą i pytałam, czy jest Mądralą, czy Mądralem. Musiałam jednak je zostawić, aby żyło zgodnie ze swoją naturą. Po powrocie do domu usłyszałam nagranie ogłaszające pewne twarde zasady postępowania. Z żalem myślałam o Mądralu, ale czułam, że słusznie postąpiłam wypuszczając go na wolność.
© Marta Zelwan