Karol Samsel Autodafe 9
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
(ur. w 1956 r. w Olsztynie) – poeta. Absolwent Wydziału Pedagogiki i Wychowania Artystycznego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie oraz Szkoły Psychoterapii Humanistycznej Intra w Warszawie. Pracował w Wojewódzkim Zespole Lecznictwa Psychiatrycznego jako psychoterapeuta i specjalista psychoterapii uzależnień. Obecnie prowadzi Prywatną Praktykę Psychoterapii w Olsztynie. Mieszka w Jonkowie koło Olsztyna. Publikował w antologiach poezji olsztyńskiej oraz w pismach, m.in. w: „Borussii”, „e-eleWatorze”, „Exodusie”, „Miesięczniku Literackim”, „Poezji” i „Prowincji”. Wydał tomy poezji: Klakier (1979), Dziennik zajęć (1985), Zapis z cienia (1991), A jeśli zgodzisz się być moją ojczyzną (2002), Wiersze dla psa (2017, nominacja do „Mazurskiego Orfeusza”), Cyfry lęku (2020), Z 10 piętra snu (2021), Niebo mojej choroby (2021), Co usta domyka... (2022), Z obłoków i krwi. Modlitwy wybrane 1982-2022 (2022), Tańczę smutek (2022), Gryps z podziemia (2023), Budzą mnie w nocy słowa do zapisania (FORMA / FLiHB 2023), Zdychota (FORMA 2024).
Andrzej Wojciechowski
Andrzej Wojciechowski jest poetą bez maski. Pisze wiersze od pół wieku, niekiedy z wieloletnimi przerwami. Zwięzłe i węźliste liryki wydają się ciemne i jakby pokryte bliznami. Mówią o takich bólach i rozpaczach, które powinny łączyć człowieka z człowiekiem.
Andrzej Wojciechowski
Wiersze Andrzeja Wojciechowskiego pokazują nagą, bezbronną egzystencję, bolesną tkankę życia. Ale widzę — zawsze — w wierszach Wojciechowskiego determinację i walkę, odwagę nazywania i pokazywania ciemnej strony Bytu.
Andrzej Wojciechowski
Struny, które potrąca poeta, są napięte do granic. Granic emocji, cielesności, mowy. Wydaje się wtedy, że dalej żadnej melodii wydobyć już nie zdoła i pozostanie tylko kakofonia dźwięków lub martwa cisza. I wtedy słyszymy jego głos: „Z dna wiersza przyszedłem”.