Książki z 2021

Andrzej Ballo Albowiem

Alina Biernacka Kiedyś, jednak. Wiersze wybrane (1977-2020)

Maria Bigoszewska Złodziejska kieszeń

Jarosław Błahy Zaklęty w szerszenim gnieździe

Nicolas Bouvier Na zewnątrz i wewnątrz

Roman Chojnacki Pasterz słoneczników

Roman Ciepliński Życie zastępcze

Wojciech Czaplewski Książeczka wyjścia

Marek Czuku Róbta, co chceta

Adrian Gleń M [małe prozy]

Małgorzata Gwiazda-Elmerych Zapojutrze

Tomasz Hrynacz Emotywny zip

Tomasz Hrynacz Pies gończy

Jarosław Jakubowski Bardzo długa zima

Jarosław Jakubowski Ciemna Dolina

Lech M. Jakób Ćwiczenia z nieobecności

Zbigniew Kosiorowski Zapodziani

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito

Bogusława Latawiec Nieoznakowany szlak

Ryszard Lenc W cieniu Golgoty

Artur Daniel Liskowacki Cukiernica pani Kirsch (wydanie 2)

Artur Daniel Liskowacki Eine kleine (wydanie 4)

Artur Daniel Liskowacki, Bogdan Twardochleb Przybysze i przestrzenie. Szkice o pisarzach szczecińskich

Joanna Matlachowska-Pala Bezpowrotne

Piotr Michałowski Dzień jest wierszem, świat kolorem

Dariusz Muszer Dzieci krótszej nogi Syzyfa

Marek Pacukiewicz Wieki średnie

Małgorzata Południak Podróżowanie w przestrzeni

Karol Samsel Autodafe 4

Grzegorz Strumyk Wyjście

Michał Trusewicz Przednówki
 

NOTES, Notatki paryskie (3)

2021-10-13 16:04

Wysłuchuję poetyckiego wykładu Roberta Hampsona. Stopniowo utwierdzam się w przekonaniu, że w Niemożliwości Piety osiągam analogiczny efekt do jego rezultatu referatowego. Istnieje co najmniej jedna tendencja, która łączy jego prelekcję oraz moją powieść: są takie momenty jego szkicu o Conradzie, w których – dałbym głowę, że obaj, nieświadomie, lecz bardzo solidarnie, dążymy do uzyskania jednolitego efektu fundamentalnej obcości w języku. No właśnie, jednolitego. Rzecz w tym, że jest to radykalność naturalna. To, co łączy mnie, artystę i jego, naukowca, to fakt, że zmierzamy w tym samym kierunku, wyzyskując niewyczerpane pokłady zleksykalizowanych form polszczyzny oraz angielszczyzny. Trochę przypomina to gry językowe, jednak toczone jedynie we własnym, jednojęzykowym, jednoznaczeniowym ciele, po trosze – nasuwa to skojarzenia z pejzażami, dla których pracownia będzie plenerem. Co najbardziej zdumiewające, operacje te, w całości oparte na lekkości oraz straceńczości prób, kończą się powodzeniem.  Nie wiem, czy jest to kwestia kompetencji, albo dyspozycji językowych. Czuję się tak, jakbyśmy byli w posiadaniu ziół przyprawiających o szaleństwo, bezgłośnie dzieląc pomiędzy siebie jakąś wstydliwą tajemnicę. Ja i Hampson – Hampson wraz ze mną.

Wczoraj, przecinając w długiej drodze na d’Orsay La Place d’Iéna, uzmysłowiłem sobie, że nie ma różnicy pomiędzy tym, co w swojej powieści nazywam utopią Piety a tym, co Lem skłonny byłby nazwać utopią Kontaktu – z obcymi inteligencjami. Przyglądając się w d’Orsay Źródłu Ingres’a, gotów byłbym zaryzykować stwierdzenie kolejne, że Głos Pana i Niemożliwość Piety dzieli od siebie jedynie ciepłe i wilgotne sąsiedztwo: a zatem dokładnie tyle, ile na portrecie Henri Latoura, Coin de table – oddala Verlaine’a od Valade’a (a oddala ich od siebie tylko… Arthur Rimbaud).

© Karol Samsel