Nowości 2019

Dejan Aleksić Jak to powiedzieć

Jarosław Błahy Rzeźnik z Niebuszewa

Kazimierz Brakoniecki Twarze świata

Tomasz Hrynacz Dobór dóbr

Piotr Kępiński Po Rzymie. Szkice włoskie

Bogusław Kierc Osa

Andrzej Kopacki Inne kaprysy

Artur Daniel Liskowacki Brzuch Niny Conti

Tomasz Majzel Osiemnasty

Dariusz Muszer Człowiek z kowadłem

Dariusz Muszer Wiersze poniemieckie

Elżbieta Olak Otulina

Paweł Przywara Ricochette

Karol Samsel Autodafe 2

Bartosz Suwiński Bura. Notatnik chorwacki


Paweł Tański Okolicznik północnych pól

Andrzej Turczyński Czasy i obyczaje. Wariacje biograficzne

Andrzej Wasilewski Jestem i

Sławomir Wernikowski Passacaglia

Jurij Zawadski Wolny człowiek jeszcze się nie urodził

 

WĘDROWNICZEK, Miłość jest pułapką

WĘDROWNICZEK Marka Czuku » WĘDROWNICZEK, Miłość jest pułapką

5.11.17 Łódź
Druga odsłona Krakowskiego Salonu Poezji w Łodzi, tym razem w sali lustrzanej eklektycznego pałacu Izraela Poznańskiego. W budowli tej, zwanej czasem łódzkim Luwrem, mieści się od 42 lat Muzeum Miasta Łodzi, wkomponowane w kompleks handlowo-usługowo-rozrywkowy Manufaktura, czyli zrewitalizowane XIX-wieczne imperium fabrykanta Poznańskiego.
Pełna przepychu, neobarokowa sala lustrzana, w której dominują kolory ecru, łososiowy i złoty (plus lazur sufitu), to doskonałe miejsce, by przedstawić twórczość Szekspira oraz wielkie role Iry Aldridge’a. Ten światowej sławy czarnoskóry aktor szekspirowski przyjechał do Łodzi w 1867 r., by zagrać z lokalnym zespołem „Otella”, ale do przedstawienia nie doszło, bo Aldridge nagle zachorował i wkrótce zmarł. Jego pogrzeb na ewangelickiej części Starego Cmentarza przy ul. Ogrodowej zgromadził wiele tysięcy łodzian. O Aldridge’u pisał m.in. Julian Tuwim w „Kwiatach polskich”.
Dzisiaj publiczność dopisała, cała sala jest zajęta. I chyba nikt nie jest zawiedziony, bo „Sonety” Szekspira, fragmenty jego trzech dramatów oraz eseju Jana Kotta w wykonaniu aktorów: Moniki Buchowiec, Dariusza Kowalskiego, Piotra Seweryńskiego, Mariusza Siudzińskiego i Mirosława Oczkosia pozwalają oderwać się od codzienności i zastanowić nad uniwersalnością przesłania wielkiego stratfordczyka. W trakcie przedstawienia na instrumencie perkusyjnym, a konkretnie na wywodzącej się z Afryki marimbie, gra Julianna Siedler-Smuga, co dodaje spektaklowi dramaturgii, a niekiedy buduje refleksyjny nastrój.
Na pierwszy ogień idą „Sonety”, od 116. do 122., czyli z tych pisanych do tajemniczego młodzieńca. Namiętności i rozterki miłości, igraszki czasu. A potem Ryszard III i Lady Anna. Zbrodnia i miłość, nienawiść i pożądanie, groza i lęk. Scena dzieje się na Ziemi, najokrutniejszej z gwiazd, wśród ludzi, najokrutniejszych ze zwierząt. Tu ofiara staje się katem, a kat ofiarą. Makbet i Lady Makbet. Historia pokazana nie jako mechanizm, ale jako koszmar. Morderstwo jako jedyny temat. Krew na ciałach pomordowanych i na sztyletach, noc. Otello i Desdemona. Otello jest nocą, a noc jest zakochana w dniu. Przyciąganie ciał, łamanie czarno-białego tabu. Mroczna namiętność, pożądanie i zadrość. Miłość jest pułapką...
„Zgaśnij, zgaśnij, / Nietrwała świeczko! Życie jest jedynie / Przelotnym cieniem; żałosnym aktorem, / Co przez godzinę puszy się i miota / Na scenie, po czym znika; opowieścią / Idioty pełną wrzasku i wściekłości, / A nie znaczącą nic” („Makbet”, akt V, scena V). Wszystkie utwory tłumaczył Stanisław Barańczak. Reżyserskim okiem na całość spoglądał Jacek Orłowski.

© Marek Czuku

  • Dodaj link do:
  • facebook.com