Delikatne brzęczenie pod linią wysokiego napięcia.
Ostatnio, kiedy piszę to mam wrażenie, że głowa mi płonie wewnątrz. Nikt nie lubi bólu.
Każdy go unika.
Zawsze, kiedy robiłam morfologię trwożnie umykałam z ręką, aby uniknąć wkłucia igły w rewers łokcia, ten punkt wiecie – miękki i ciepły. Pod lekko błękitnawą skórą.
Wyciągałam za to dłoń. Palec.
Proszę z palca.
Dawałam sobie przeciąć opuszek palca skalpelem i z lekkim obrzydzeniem patrzyłam jak moja krew rozsmarowuje się na szklanej płytce. Laborantki za to to lubił. To smaru, smaru…
Tak jest dzisiaj z moim pisaniem:
„Proszę z palca”.
© Izabela Szolc