Książki z 2021

Andrzej Ballo Albowiem

Alina Biernacka Kiedyś, jednak. Wiersze wybrane (1977-2020)

Maria Bigoszewska Złodziejska kieszeń

Jarosław Błahy Zaklęty w szerszenim gnieździe

Nicolas Bouvier Na zewnątrz i wewnątrz

Roman Chojnacki Pasterz słoneczników

Roman Ciepliński Życie zastępcze

Wojciech Czaplewski Książeczka wyjścia

Marek Czuku Róbta, co chceta

Adrian Gleń M [małe prozy]

Małgorzata Gwiazda-Elmerych Zapojutrze

Tomasz Hrynacz Emotywny zip

Tomasz Hrynacz Pies gończy

Jarosław Jakubowski Bardzo długa zima

Jarosław Jakubowski Ciemna Dolina

Lech M. Jakób Ćwiczenia z nieobecności

Zbigniew Kosiorowski Zapodziani

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito

Bogusława Latawiec Nieoznakowany szlak

Ryszard Lenc W cieniu Golgoty

Artur Daniel Liskowacki Cukiernica pani Kirsch (wydanie 2)

Artur Daniel Liskowacki Eine kleine (wydanie 4)

Artur Daniel Liskowacki, Bogdan Twardochleb Przybysze i przestrzenie. Szkice o pisarzach szczecińskich

Joanna Matlachowska-Pala Bezpowrotne

Piotr Michałowski Dzień jest wierszem, świat kolorem

Dariusz Muszer Dzieci krótszej nogi Syzyfa

Marek Pacukiewicz Wieki średnie

Małgorzata Południak Podróżowanie w przestrzeni

Karol Samsel Autodafe 4

Grzegorz Strumyk Wyjście

Michał Trusewicz Przednówki
 

"Historia pewnej miłości", www.latarnia-morska.eu, 14.05.2018

copyright © www.latarnia-morska.eu 2018

„Każda śmierć jest skandalem, każda śmierć jest pierwszą śmiercią”.
Levinas

Każde odejście członka naszej rodziny stanowi niedającą się niczym zasklepić ranę. Natomiast odejście kogoś, kogo kochamy całym sercem, staje się dla nas prawdziwym dramatem. Śmierć wymyka się bowiem wszelkim definicjom, oznaczając ostateczną rozłąkę, pustkę, brak. Jednak – co ciekawe – owo nieistnienie, absurdalnie, nadaje nam – porzuconym, czy też pozostawionym samym sobie – tym większe istnienie. Z kolei świadomość śmiertelności uruchamia w nas twórcze pokłady dążenia do nieśmiertelności, a zatem do tego, by ów „skandal” móc w jakiś sposób zanegować, upokorzyć, odbierając mu możliwość ostatniego słowa.

Jolanta Jonaszko – młoda, wysoce wykształcona polska artystka, (mieszkająca obecnie w Niemczech) – zabiera nas w swym debiutanckim wanitatywnym minitraktacie w jedno z najbardziej intymnych miejsc – do rodzinnego domu.

Już od pierwszych stron snutej przez nią opowieści czujemy, że wtargnęliśmy tu bez pytania, że przez moment wczytywania się w kierowane nie do nas przecież słowa, będziemy czuli się jak intruz czy podglądacz, który, schroniwszy się bezpiecznie za „zasłoną milczenia”, obserwuje cudze życie w całej jego rozciągłości – pięknie i doskonałości, ale również i przemijalności. Dostrzega wpisaną weń nieuchronność: zmaganie ze stopniową utratą wzroku, niechodzenie, starość, czy w końcu spotkanie ze swym najokrutniejszym i najpewniejszym przeznaczeniem – Tanatosem.
Trzeba nam bowiem wiedzieć, że adresatem opowieści Jolanty Jonaszko, pisanej w drugiej osobie, jest tytułowy dziewięćdziesięcioletni dziadek Czesław – niegdysiejszy podporucznik Wojska Polskiego, Weteran Walk o Niepodległość i Suwerenność Ojczyzny. To do niego zwraca się narratorka opowieści – Jola. To dla niego przywołuje i jemu dedykuje zapamiętane szczegóły wspólnego bytowania. Gdy jeszcze widział, chodził, czuł. Gdy był cierpliwy, ale i uparty, gdy kochał, pragnął, pożądał i marzył. Gdy...

Wkraczając w ten intymny, piękny, ale i boleśnie niepokojący świat wrażliwej i czułej narratorki, niemal fizycznie czujemy, jak grube płótno żałobnego trenu słów rozciąga się nad nami niczym bezgwiezdna noc. Jesteśmy bowiem świadkami rozpadu świata po wielkiej stracie oraz próby jego ponownego scalenia. To zaskakujące i niezwykłe, że w czasach, gdy oglądanie starości, kalectwa i śmierci stało się „niehigieniczne”, dlatego wykluczone i ukryte przed naszym wzrokiem w szpitalach czy domach spokojnej starości, młoda kobieta, zwracając się do swego nieżyjącego dziadka, opisuje codzienne rodzinne zmagania z nieuleczalną chorobą wiekowego człowieka oraz spustoszenie, jakie pozostawił w sercu swej wnuczki po nieuchronnym, acz wyczekiwanym już przez niego odejściu. Starość, ból i niedołęstwo upokarzały go bowiem do tego stopnia, że nie chciał już żyć, pomimo tak troskliwej opieki najbliższych i dowodów, że jest wciąż potrzebny i ważny.

Debiut literacki Joli Jonaszko to nie jest dziennik wielkich wydarzeń, a mikrodrobin ludzkiej egzystencji. To, z czym czytelnik się w niej zderzy, to funeralna pieśń śpiewana niepatetycznie, jednogłosowo. W dziewięciu symbolicznych miesiącach, stanowiących w ludzkim cyklu magiczny czas od poczęcia do narodzin dziecka, zawrze historię bolesnej rozłąki ze starcem, ale i radosnego wzrostu synka, w którym uparcie doszukuje się i rozpoznaje cechy dziadka.
A zatem wielka, choć mała, książka graniczna o najmniejszej ilości słów. Również o czułości, której się nie wstydzi. Rzecz godna przeczytania i namysłu.
Irmina Kosmala


Jolanta Jonaszko Bez dziadka. Pamiętnik żałobyhttp://www.wforma.eu/bez-dziadka-pamietnik-zaloby.html