Nowości 2019

Dejan Aleksić Jak to powiedzieć

Jarosław Błahy Rzeźnik z Niebuszewa

Kazimierz Brakoniecki Twarze świata

Tomasz Hrynacz Dobór dóbr

Piotr Kępiński Po Rzymie. Szkice włoskie

Bogusław Kierc Osa

Andrzej Kopacki Inne kaprysy

Artur Daniel Liskowacki Brzuch Niny Conti

Tomasz Majzel Osiemnasty

Dariusz Muszer Człowiek z kowadłem

Dariusz Muszer Wiersze poniemieckie

Elżbieta Olak Otulina

Paweł Przywara Ricochette

Karol Samsel Autodafe 2

Bartosz Suwiński Bura. Notatnik chorwacki


Paweł Tański Okolicznik północnych pól

Andrzej Turczyński Czasy i obyczaje. Wariacje biograficzne

Andrzej Wasilewski Jestem i

Sławomir Wernikowski Passacaglia

Jurij Zawadski Wolny człowiek jeszcze się nie urodził

 

Bazgroły, 28.06.2017

BAZGROŁY Bogusława Kierca » Bazgroły, 28.06.2017

Zastanawia mnie „chwytliwość” zdrobnień. To, co w nich jest oswajaniem i pieszczotliwą adoracją, a zarazem – przywłaszczaniem i substytutem intymnego spoufalenia. Gdyby nawet „pisklątko” Prospera, skierowane do Ariela, było tylko wyrazem czułości, to i tak wibruje w nim dzierżawcze „moje”.
Prospero, który nie używa zdrobnień – nawet wobec Mirandy (ciekawe, czy używał przez minione lata) – raptem zwraca się pieszczotliwie do Ariela.
Pamiętam, jak babcia Wojciechowska mówiła do mnie „pipele”. Trochę z niemiecka. Było to w czasie okupacji i brzmiało: pi-pele. Nie wiedziałem, że to jest zdrobnienie pisklęcia, ale czułem, że babcia kocha mnie tymi sylabami. Że „pipele” znaczy więcej niż „kochanie”.
Złączenie ptaszka i pieszczoty ma u Szekspira swoją piękną ekspozycję w „Romeo i Julii”:
 
Jak ptaszek w reku kapryśnego dziecka,
Na krótką chwilę odfruniesz – a ja,
O twoją wolność miłośnie zazdrosna,
Jedwabną nitką ściągam cię z powrotem.

Na te słowa Julii Romeo odpowiada:
Chcę być tym ptaszkiem, byle w twoich dłoniach.

Odpowiedź Romea ma w sobie czytelne pars pro toto. Czy Prospero używa deminutywu tylko po to, by wyrazić czułość, tkliwość? Nie wiem. Ciekawi mnie traktowanie części siebie samego jako autonomicznego „indywiduum” z utajonym (albo i nie utajonym) zaimkiem: „on”: stanął mi.
Tu nie chodzi o wulgarne eufemizmy, czy perwersyjne utajenia seksualnych rojeń. Chodzi o efekt pojmowania ciała jako kompozycji złożonej z rozmaitych członków. Ciekawe, że eufemizm, przydany temu istotnemu, brzmi „członek” i właściwie nie jest eufemizmem. A jest!

© Bogusław Kierc

  • Dodaj link do:
  • facebook.com