copyright © https://sztukater.pl 2026
„A o świcie rzeka była już dawno w innej wodzie
i nigdy więcej nie nazwała się tak samo”
Jedni zamykają swoje obserwacje, doświadczenia i wzruszenia jedynie w pamięci, inni przydają im dodatkowe materialne życie w pamiętnikach, dziennikach czy listach, zaś poeci oferują jeszcze więcej, przekuwają życie w symbole, spowijają subtelną zwiewnością rytmizacji, animizują, personifikują, otulają metaforą lub przeciwnie, burzą delikatne przesłony, by porażać naturalizmem. Niczym czarodzieje mogą zrobić wszystko, przekształcić, wysubtelnić, groteskowo wykrzywić, uwznioślić, uogólnić albo wyekstrahować szczególik, by rozkładać go i znów składać w coś zgoła już innego, zmieniać kąt padania światła i odkrywać nowe perspektywy. Wyobraźnia, splatając się w rytm uderzeń serca w symbiozie ze spostrzegawczością, działa cuda i jednostkowe doznania uwspólnia, pozwala nam je współdzielić, współodczuwać, oczywiście po przepuszczeniu przez membranę własnej wrażliwości.
„Wiersze poniemieckie” Dariusza Muszera to rozdarcie pomiędzy tym, co kiedyś i tym, co dzisiaj, w rozumieniu subiektywnym autora, polskiego emigranta na niemieckiej ziemi, z tym, że ta jego rodzinna, polska, lubuska, też była kiedyś niemiecka... Skomplikowane, jak cała nasza trudna historia, pozszywana z kawałków. Dariusz Muszer przeszedł więc podobną drogę, jaką wielu przeszło przed nim, tę samą drogę, z parą walizek, albumem zdjęć i żalem w sercu, by teraz przyzwyczajać się gdzie indziej, do innego nieba, do innej jarzębiny, by później śledzić kompulsywnie ruch samolotów nad głową i chwytać się ich niknących śladów, które znowu zbyt szybko „połknął wiatr”. Ludzie jeszcze wczoraj korzeniami wrośnięci w sąsiedzki las, za moment już z niego wyrwani, choć jeszcze marzą:
„My też możemy
Wrócić. Wszyscy
Jak wróble”.
Historia powtarza się jak zgrana płyta, niepomna bolesnych kuksańców i zadrapań. Wciąż wyrywa się nowe drzewa, przesadza w obcą ziemię, oczekując, że się przyjmą, choć nie ułatwia im się adaptacji. W wierszach Dariusza Muszera poznajemy Jacka i jego niefortunne powroty oraz Abdula Jabira, uciekiniera z Iraku, dla którego:
„W dwunastu słońcach zimnych Niemiec północnych
Lśnił Bagdad, jak zapomniana lampa Aladyna”.
W tej poezji czuć nostalgię za minionym i zarazem zrozumienie dla procesu przemijania. Z nieuchronnym nie da się wszak spierać.
„Czy pamiętasz jak niezdarnie potrafią
Szeleścić klonowe liście”
a także wiosną upojnie pachnąć lipy, zimą szyby w obramowaniu lodowej koronki mrugać wychuchanymi ciepłem oddechu źrenicami, woda rzeki obmywać z białego piasku niespokojne stopy...
Przemożne życzenie –
nie przeminąć”
nigdy się nie spełni. Można jednak pamiętać, a to już bardzo dużo. Pamiętać miejsca, choć
„Niebo nad Hanowerem
jest ciut inne”
Pierwsze zachwyty i dotyk. Pierwsze zawsze pozostaje pierwszym. Przede wszystkim zaś pamiętać ludzi, skryć ich tam, gdzie pozostaną piękni i młodzi, żywi i kochający, jak kobieta z kokiem, „pierwsza kobieta, która głaszcze Staśka”. Pamięć jest naszym bólem, ale też ratunkiem. I nawet jeśli:
„Podrzesz białą suknię za kłamstwo bieli
I postarasz się jakoś dalej żyć”
To przecież nic nie odbierze ci oszołomienia i uniesień, kiedy miałaś „pełno całej nocy w oczach”.
Autor rozsnuwa życie na linii czasu i przypatruje się uważnie, z napięciem jego ewoluowaniu, powolnemu stygnięciu, wypalaniu się uczuć, erozji nadziei, nasiąkaniu rozczarowaniem i rezygnacją. Czas na rozrachunek, a nie zawsze bilans się zgodzi. Niekiedy z życiem przegrywamy, jak ojciec z demencją, widzący zmarłą babkę w telewizorze, chłopak sparaliżowany po nieudanej próbie samobójczej, przykuty do życia jak do pręgierza, żywiący się nienawiścią wujek Kazek z siną nogą i pianą na ustach.
Dariusz Muszer widzi świat taki, jakim jest, w całej jego złożoności, dobry i zły, czuły i zimny jak lód, piękny i obumarły jak choinka po Bożym Narodzeniu wyrzucana na śmietnik. Nie koloruje go pastelami, nie przykrywa błyszczącym brokatem, a prześwietla i kroi chirurgicznym skalpelem, szukając zdrowej tkanki pośród zniszczeń. Szczególnie widać to w wierszach będących czymś na kształt poetyckiej prozy, reporterskiej relacji, zapisu drobnego fragmentu życia, sprawozdania z dnia. Mam tutaj na myśli choćby „Piersi Ewy”, „Kalafiory”, czy „O pierdoleniu”. To jest codzienność, gdy „w telewizorze lecą same kreskówki”, a ja
„Szukam skarpetki
i rozpaczam
Jak baran”
To co było wyznacza kierunek tego co nadchodzi, zarówno w skali makro, historii, jak tej jednostkowej, naszej własnej. Wszystkie naczynia są tutaj połączone i nawet jeśli coś nam ginie w ułomnej przecież pamięci, pozostaje nadal w przestrzeni i rezonuje w niej, daje o sobie znać. Każde doświadczenie jest budulcem, a nasze uczucia stanowią zaprawę, która je spaja. Dariusz Muszer odmierza ją starannie, rozważnie obchodzi się z emocjami, przesiewając je delikatnie między palcami nim przesypie nimi strofy swojej poezji. Człowiek dojrzały, z bagażem doświadczeń, trochę już zmęczony i sfrustrowany wie, że:
„Pięknie jest tylko tam
gdzie nie możesz żyć”.
Jednak nie jedź, by się o tym przekonać, zostaw sobie nieco złudzeń i nadziei, a tymczasem wokół siebie, w tej szarości tak nieznośnie znajomej, spróbuj po raz kolejny uratować wiosnę.
Poezja z tomiku „Wiersze poniemieckie” trafi zarówno do tych, którzy zmagają się z tęsknotą za opuszczoną ojczyzną, jak i do całej reszty, nie dźwigającej balastu emigranckiej empirii, za to, jak wszyscy, mierzącej się z utrata miłości, do tych wciągających brzuch przed lustrem, by cofnąć oznaki starzenia, korespondujących ze znajomymi sprzed lat, nie poznając już ich twarzy z dzisiejszych zdjęć na Facebooku. Do wszystkich uśmierzających paracetamolem łamanie w krzyżu i xanaxem tęsknotę za czymś, co mogłoby się jeszcze wydarzyć. Są adresowane do każdego z nas, kto zechce się nad nimi pochylić i pozwoli im przemówić, wypełni się ich wibracją. Czas płynie przecież tak samo dla ciebie, dla mnie i dla autora, coś przemija, coś nowego się rodzi, gałęzie lipy rok w rok pokrywają się świeżą zielenią.
„Jakie to szczęście mieć strych
i flaszkę czegoś dobrego”
jako dodatek do lektury i pociechę dla napływających refleksji.
6/6
Doris
Dariusz Muszer Wiersze poniemieckie — http://www.wforma.eu/wiersze-poniemieckie.html