nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

Krzysztof Wacławiec W Pasie Oriona

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

"Szalona Monika", https://sztukater.pl, 11.04.2026

copyright © https://sztukater.pl 2026


„Twierdzono, że często robi ona wrażenie szklanej kuli. Gdy jest się blisko niej, można nawet dotknąć tego szkła, ale jest to tylko szkło. Za nim unosi się mgła, której pełno jest wokół rąk i ramion. Właśnie ta mgła stanowiła jej opętanie”.

Poznajcie piękną Monikę, osobliwość Miasta, jego ikonę, zajmującą myśli mieszkańców, pragnących odgadnąć jej tajemnicę, zarazem jednak również outsiderkę, sytuującą się na obrzeżu, by bez przeszkód móc rozkładać na drobne elementy tkankę miasteczka, poszukując w nim, niestety bez powodzenia, miejsca dla siebie.

Nie przystaje do tego świata, nawet do końca nie jest w stanie go zrozumieć, mimo dokładania starań oddzielona niewidzialną powłoką, sama także dla postronnych niepoznawalna, niepojęta w obcości póz, gestów, intencji, nieprzenikniona i mglista, jak ten opar rozmaitych kolorów stanowiący jej aurę. Żyje w głębi swego wnętrza, zanurzona w osobnym świecie, otulona obrazami lęgnącymi się w jej głowie pod wpływem zatrzymanego na moment pod powiekami fragmentu pejzażu, przypadkowej nuty zasłyszanej w brzęczeniu pszczoły, błysku słońca prześwietlającego ażur liści, albo i zgoła bez żadnego, najmniejszego nawet bodźca, ot, po prostu. Wynurza się ze swojego schronienia na chwilę, sprawiając wrażenie zaskoczonej ludzką mową, ruchem, oznakami codziennego życia, którym nie jest zbytnio zainteresowana. Rozczarowana ludźmi zwraca się do przyrody, szczerej i wdzięcznej, zaś słodki uśmiech, który biorą oni za skierowany do siebie, stanowi po prostu odbicie natury, jej piękna i żywotności, blasku i miliona objawień. To z nią Monika czuje prawdziwą łączność, przez nią jest szczodrze i bezinteresownie obdarowywana.

Pergamonia, Miasto Moniki, to tutaj stoi jej dom — kryjówka i samotnia. Zwyczajne miejsce, w jakim przyszło żyć niezwyczajnej, zatopionej w marzeniach kobiecie, kobiecie odczuwającej czasami dotkliwie swoje osamotnienie, nie potrafiącej jednak beztrosko wtopić się w dookolną rzeczywistość, poprzestającej raczej na jej delikatnym muskaniu, by zaraz cofnąć dłoń w niechętnym popłochu. Zdarza się, że myśli o ludziach, analizuje zbiorowość albo pojedynczego człowieka, jaki z jakiejś przyczyny zwrócił jej uwagę. Kreuje wydumane sytuacje, bezpieczne, gdyż przydarzają się jedynie w wyobraźni. Jeszcze czas jakiś stara się być, a raczej bywać, tu i teraz, nie zrywać tej delikatnej nici wiążącej ją z realnym życiem. Wie, że jeśli poczuje się pochwycona w sieć, pojmana w zależności — odejdzie. To nie dla niej.

Zastanawia nas ta tajemnicza Monika, intryguje i wprawia w pomieszanie. Skąd bierze się jej dziwna nieprzystawalność, rozbujana wyobraźnia zastępująca realny świat, z marionetkami w miejsce ludzi, świat stanowczo według niej doskonalszy, nie ingerujący bowiem w jej prywatną przestrzeń, obwarowaną gęsto znakami ostrzegawczymi i obronnymi szańcami. Marzycielka to tylko, płynąca w obłokach poetka bieżącego dnia, czy może dotknięta chorobą nieszczęśliwa kobieta w spektrum autyzmu, w depresyjnym stuporze, w schizofrenicznym wyobcowaniu, w schizoidalnym wycofaniu z relacji społecznych, w lękowym zaburzeniu świadomości? „W oczach miała przerażenie, a w ruchach coś, co zwykle miewają wspinacze wysokogórscy”. Kontakt z drugim człowiekiem, wejście z nim w dialog, w interakcję, zdaje się być ponad jej siły, wyczerpuje i męczy, a jeśli już go podejmuje, to po omacku, pośpiesznie, zwykle wywołując konsternację otoczenia.

„Miasto na ogół wydawało się jej jak coś rzuconego pod nogi, na przykład połamany scyzoryk albo nieużywane od setek lat drewniane grabie. Zbyt wielka fatyga, aby to podnieść, myślała, chociaż pewna ciekawość skłaniała ją, aby się temu przyjrzeć” i zatrzymać na pewien, nie za długi czas. Czyżby więc po prostu fanaberia, poczucie wyższości, duma i zarozumiałość skłaniały ją ku alienacji, w tym wypadku świadomie wybranej formie kontaktu z zewnętrzną rzeczywistością, do jej obserwowania, badania i analizowania z oddali w swoim nadzwyczaj inteligentnym i kreatywnym umyśle? Cokolwiek z tego okaże się prawdą, a nawet jeśli pozostaniemy po prostu z kolejną seria pytań bez odpowiedzi, zachwyca poetycki, pełen symboliki i ulotnej delikatności język, jakim historia Moniki zostaje opowiedziana. Oniryczna aura, unosząca się rozmaitością rozmytych barw nad narracją, wprowadza nas w somnambuliczne zamyślenie, uruchamia podświadome konteksty, dajemy się porwać fantazji. Ta zaś generuje obraz z pogranicza realności; kobietę unoszącą się nad roztańczoną marionetkową publiką, w jakimś rodzaju letargu, popatrującą na ów teatrzyk spod przymkniętych powiek. Jest to cudowne, gdyż „Sny można obejmować rękami”, zaś „Mgła, a często i chmury dawały wyobrażenie jakiejś dynamiki, niemal nieskończonej”.

Pod wpływem wysublimowanej, finezyjnej formy przekazu my także odczuwamy tę lekkość i promienność. Monika jest piękna. Opowieść o niej również , szczególnie gdy ukazuje, jak pochyla się ona nad zwyczajnymi zjawiskami jakby były cudem świata, jak zachwyca się topnieniem grudki śniegu albo zmienną kolorystyką nieba, odczuwając je całą swoją istotą, każdym zakończeniem nerwowym, każdym porem wrażliwej skóry. Nie pamiętam, by ktoś jeszcze odmalował w podobnie misternym, zwiewnym obrazie ludzką psychikę, odbitą tutaj na tysiąc sposobów niczym w rozbłyskach szlachetnie oszlifowanego diamentu.

Czasami w trakcie lektury odnosi się wrażenie przejścia przez taflę lustra i wkroczenia na herbatkę do Kapelusznika, gdzie pytania i odpowiedzi zdają się absolutnie do siebie nie pasować, jednak niosą określone przesłanie, które objawia się nam nagle, każdemu zapewne nieco inne, bardzo osobiste. Od słów ważniejsza jest tutaj wrażliwość pojedynczych zmysłów, ustawiona na najdrobniejsza częstotliwość, uważna i czujna. Tak też pojmujemy tę opowieść, mocą intuicji i wyobraźni oraz przeczuć, wiedząc dobrze, że jest dokładnie tak, jak myśli Monika, że „Każdy z nas ma w sobie niezmierzone przestrzenie (...) i są one jak płonące bagna” — jeśli nawet, jak uczyniła to bohaterka, zaprosi nas na spacer po owych bezdrożach, niełatwo będzie nam je przemierzyć i pojąć.

Kto tutaj jest w gruncie rzeczy szalony? Wyciszona, stojąca na uboczu świata Monika, śledząca ruchy muszych odnóży zaplątanych w chybotliwą pajęczą sieć, doceniająca każdy przejaw aktywności otaczającej ją rzeczywistości jako celowy i precyzyjnie zaplanowany przez naturę, czy ten rozpędzony, nakręcony świat, powierzchowny w swoich reakcjach, nadpobudliwy i skupiony na doraźnych przyjemnościach?
6/6
Doris


Jan Drzeżdżon Szalona Monikahttp://www.wforma.eu/szalona-monika.html