copyright © https://sztukater.pl 2026
„Smutna jest moja dusza”, tak zaczyna Karol Samsel utwór wierszowany pod tytułem „Przedostatni flakonik nasion nieobumarłych”. To zdanie przypomina inne, zawarte już w klasycznym utworzenie Juliusza Słowackiego pod tytułem „Hymn o zachodzie słońca na morzu”, bardziej znanym z incipium: „Smutno mi Boże”. W utworze tym poeta romantyczny nieomalże płacze nad losem emigranta, którym jest on sam. Karol Samsel w pierwszej zwrotce swojego utworu przeciwstawia taką płaczliwą filozofię życia emigracją, która dodaje otuchy. Może to absurdalnie brzmi, lecz przyjrzyjmy się o co tak naprawdę Samselowi chodzi. Czytanie klasycznej niemieckiej poezji lub oglądanie choćby fragmentu równie charakterystycznego filmu z nurtu pop — art jest bardziej fascynujące niż no chociażby polityka.
Może absurd wypowiedziałem przed chwilą, lecz taka intelektualna emigracja wewnętrzna (bo z nią mamy do czynienia) daje więcej niż siedzenie przed telewizorem i śledzenie obrad parlamentu czy posiedzenia rządu (obojętnie w jakim kraju znajdujemy się).
Człowiek powinien się rozwijać. W jaką stronę to pójdzie, to już inna sprawa. Druga i następna zwrotka daje odpowiedz na pytanie co ceni Karol Samsel? Jakie postaci literackie. Jakie skojarzenia? Oddalenia, przybliżenia.
Wszystko zbudowane na tej samej zasadzie. Najpierw żal wyrażony w już znanych słowach „Smutno mi, Boże”. Następnie wykład intelektualny (tak to nazwijmy) o literaturze, w którym widać bardzo różne przemyślenia, a na koniec powtórzenie słów refrenu. I tak od pierwszej do ostatniej zwrotki. Taka jednolitość budowy wiersza, a bardziej utworu literackiego który ma przypominać wiersz, powoduje monotonię przekazu, ale również stateczną równowagę obrazu. Domyślamy się ciągu dalszego, jednocześnie nie potrafiąc się domyślić pointy. Wykład intelektualny w każdej zwrotce jest bowiem oddzielnym tematem, o każdym można napisać długi, głęboki esej.
Emigracja według Słowackiego kojarzy się z czymś złym, niegodnym dla człowieka inteligentnego, poukładanego, który oddałby życie za niepodległość Polski. Pewno zdziwiłby się poeta romantyczny że można polubić, ba — pokochać ten stan życia, byle był doskonałą wędrówką w głąb literatury. Takie właśnie rozwiązanie proponuje Karol Samsel w utworze o dość skomplikowanym i niezbyt jasnym tytule „Przedostatni flakonik nasion nieobumarłych”.
Przyjrzawszy się pozostałym utworom z tomiku „Fitzclarence”, trzeba stwierdzić że wszystkie utwory Karola Samsela z technicznego punktu widzenia są do siebie podobne. Całość podzielona na kilka cząstek, bardzo często podział przebiega w niezrozumiałym miejscu, na przykład na przedostatniej sylabie słowa, która to sylaba jest zarazem końcem poprzedniej i początkiem następnej cząstki. Zdania są pourywane, jakby brakowało Autorowi atramentu, wróć: liter w klawiaturze. Wielokrotnie złożone, a jednak brak im naturalnego tchu wypowiedzi. To tak jakbyśmy chodzili szybko po drodze zbudowanej z kamieni i jednocześnie wypowiadali ostre, pełne wzruszeń słowa. Coś słychać, tylko nie wiadomo co. Oczywiście, w formie „na papierze” widać, i pewno słychać, to co chce przekazać Poeta. A to urywanie zdań trzeba tylko sobie wyobrazić.
Bogiem a prawdą czytając „Fitzclarence” Karola Samsela wiele trzeba sobie wyobrazić. Nie jest to łatwe i przyjemnie, przynajmniej na początku, trzeba przyzwyczaić się i do stylu Poety, i do jego manier intelektualno — literacko — porównawczych. Czytelnik musi być przygotowany... na wszystko. I powinien mieć za sobą lekturę wielu książek. Tomików poezji, analiz literackich, od czasu do czasu powieści. Powinien mieć otwartą głowę.
6/6
Czytacz1967
Karol Samsel Fitzclarence — http://www.wforma.eu/fitzclarence.html