Pochłonął mnie piątek. Uległam jak piasek. Zgrzytałam między zębami, wciskałam się w kąty, było tak sobie. Paddy obchodził mnie szerokim łukiem, chociaż przez moment rozważał, czy mnie nie zmieść. Naturalnie nie zmienia to faktu, że mnie kocha, chociaż podnoszę ciśnienie wzorcowo. Jak ktoś ma niskie, jestem do wynajęcia. Krótko mówiąc, to nie był modelowy dzień. Nie był nawet ciut stabilny. Chociaż wieczorem nabrałam mocy i udało mi się wypatroszyć głowę. Spoglądam na zegarek, w Polsce jest po północy. Zatem opadnę miękko i spojrzę w sufit, może zasnę.
© Małgorzata Południak