Zadajemy sobie pytania i nic po nich nie następuje. Żaden wizerunek, sposób, w jaki układamy się w łóżkach, otwieramy okna. Nic nie przynosi ulgi. Na środku placu stoi kościół. Trzyma się tak od stuleci i na coś czeka. Ludzie wchodzą i wychodzą. Zakładają palta przeciwdeszczowe, znaczą drogi, określają odległości. Budynki wokół obumierają. Tracą szyby, klamki. Tynk sypie się na wszystkich kondygnacjach. Po katastrofie zastanawiamy się, co mogliśmy zrobić lepiej. Komu dopiąć skrzydła, a komu odciąć dostęp do wifi. Niby żyjemy w szklanych domach, a jednak rozrost jest jedynie bodźcem do opuszczania. Ciebie, mnie, ich.
© Małgorzata Południak