Tak już kiedyś było, dotykam wiatru, dotykam wody, dawniej wywoływało to opuszczanie ciała za pomocą melodii, prześlizgiwanie się wśród przeszkód, znikanie w duchu, w wirach, w zawracaniu głowy.
Ale zniknięcie w jednym miejscu oznacza pojawienie się w innym, gdzie warunki do przebywania w duchu są lepsze i duch nie musi bez przerwy bronić się sam.
Amos Oz mówił, że przydają się organki, a jeśli nie ma, wystarczy woda i wiatr, przydaje się też „Śnienie” [Ruta, 2000], gdzie pewne sekrety zostały już opisane, jak ten, że prostą formą bytowania w duchu jest zamyślenie i zapomnienie siebie, ten niedoceniany ludzki odruch absolutny.
© Marta Zelwan