W blogu pismo może być szybkie. Nagle zaczyna się od pewnego miejsca początku, jak u Ursuli Le Guin, gdzie występuje szczególnie dobry początek o ucieczce od rzeczywistości, ale tak się tylko mówi. Nikt jeszcze nie uciekł od rzeczywistości, nigdy. Zaczynając od miejsca początku przechodzi się przez ileś parkingów i wysypisk śmieci, a może jeszcze przez to miejsce, gdzie w dzieciństwie wkopało się cztery kamienie pod starym drzewem i one wciąż tam są. Dalej toczy się zwykła kolej rzeczy i czasem można coś na ten temat zanotować, z całym ryzykiem wydobycia tego na jaw. Jawa jest wielkim rytuałem. Obejmuje blogi. Wśród zwyczajów blogowych jest mówienie o sobie „ja”. Wszyscy mówią o sobie „ja” i wszyscy mogą pisać blogi.
To, co napisane w pierwszym odruchu, staje się w sposób naturalny mitem założycielskim tego, co powstanie dalej, notuję więc jeszcze dzisiejszy nów [godz. 02:37 CET]. Każdy nów to zaczynanie wciąż od nowa, ale ten grudniowy początek to najczarniejsza noc, jaka może być.
© Marta Zelwan