nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

Krzysztof Wacławiec W Pasie Oriona

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

NOTES [PRAKTYKI] — maj 2026 [1]

2026-06-04 10:38

Idea bezwzględnego oddania jest mi obca, chociaż medytacja o radykalnej wolności ślepego narzędzia może, jak mi się wydaje, być źródłem pewnej mistyki. Na co trzeba tu uważać w pierwszym rzędzie? Na to, by się nie pogubić w tym mistycyzmie, zatem, nie uprawiać mistycyzmu przywileju, myśląc, że ma się w ten sposób cokolwiek wspólnego z idealizmem wolności. Przywilejów, jakie daje wolność, gdy jest się uważnym, nie można pomylić z niczym, w tym także z przywilejami, jakie daje wierność. Naszym zadaniem jako pisarzy jest zawsze wybierać przywileje wolności kosztem przywilejów wierności. O tym również mówi Wajda, uruchomiono jubileuszowy serwis wajda.tvp.pl, na którym można, między innymi, posłuchać o idei afrykańskiego Kordiana, którego chciał stworzyć oraz o niemiecko-polskiej koprodukcji „Jądra ciemności”, którą usiłował zrealizować, kładąc swój nacisk na europejskie wykształcenie Marlowa i Kurtza, przenosząc ciężar z afrykańskiej opowieści na dominującą europejską ramę: Kurtz i Marlow byliby studentami, może nawet pracownikami Heidelbergu, pierwszą wersję scenariusza Wajda napisał wraz z Andrzejem Żuławskim, a więc gdyby sam bieg wypadków potoczył się inaczej — posiadalibyśmy na wysokości 1970-1975 lub 1975-1980 roku polskie „Jądro ciemności” w reżyserii Wajdy i Żuławskiego, zrobione — jak mi się zdaje — w stylu frenetycznym, choć niepozbawionym cywilizacyjności, coś może w rodzaju późniejszego „Europa, Europa” (oczywiście bez rysów typowo hollandowskich). Daje do myślenia ta afrykańska uniwersalność „Kordiana”, od razu myślę o czymś podobnie globalizowanym ze swojej wewnętrznej lokalności — australijska uniwersalność „Primy” itd.? Uzmysławiam sobie dziś nad ranem, ile okazuję, tak mi się w każdym razie zdaje, niewypowiedzianej niechęci do ludzi. Czy to aby na pewno lepsze od teatralno-reklamowej chęci, teatru apetytu na wszystko, który dzisiaj tak bardzo promują media? Może ta niechęć jest źródłową formą antyliteratury? A jeżeli nie źródłową, to — stylistyczną. Czy źle ukrywana niechęć nie może być odpowiedzią na źle ukrywaną chęć: grafomański teatr chęci, misterium apetytu na wszystko, czyli na nic? Poza tym — sam już sposób, w jaki Wajda myśli o afrykańskim „Kordianie”, łączę z tym, co czytam na temat renesansowej magii naturalnej u Anthony’ego Graftona. Pracuję nad tym, aby dokończyć korektę dwustu stron „Primy” najpóźniej do 4 maja, to będzie już pierwsza jedna piąta całości, to chyba dość dobra myśl — podzielić tę korektę na pięć okołodwustustronicowych przesyłek.

Mam wiele cech wspólnych z renesansowymi magami, renesansowy mag przede wszystkim nawoływał do ascezy — tak jak ja nawołuję, choćby mówiąc o ascezie seksualnej oraz głosząc literacką apologię masturbacji. Jeszcze jedno — renesansowy mag traktuje, jak pisze Grafton, część swoich konkurentów jak szarlatanów. Powiedziałbym, że nie docenia renesansów magów — dla XVI-wiecznego maga wszyscy konkurenci są szarlatanami, stąd zapewne pochodzi także mój zoilowski klimat „Praktyk”, głęboko antykrytycznoliteracki i antyteoretycznoliteracki. Co innego robię, gdy twierdzę, że Myśliwski albo Konwicki byli szarlatanami? Postępuję, najwyraźniej, jak renesansowy mag, współcześnie funkcjonujący, niejako w awanturniczy sposób, w administracyjnych strukturach UW. Awanturniczy więc szczyt UW — to w pewnym sensie właśnie ja.

Tradycyjne sposoby ludzkich zatrudnień przemijają, choćby chodzenie do muzeów, oglądanie wystaw, czytanie książek oraz uprawianie seksu. Dzisiaj, w pokoju hotelowym, można robić o tyleż więcej niż uprawiać tylko sam seks, który poza czytaniem i muzeami nasuwał się właściwie jako jedyny na myśl jeszcze w 1978 czy 1988 roku. To wirtualny — alkohol, niekiedy wysokoprocentowy: ilość wirtualnych zatrudnień, którym można dać się pochłonąć z niczego — bez żadnego przygotowania (którego na przykład seks wymaga) jest oszałamiająca. Można żyć w swoistej narkomanii stylów i wzorów zachowań, dlatego tak uważnie musimy strzec naszych sposobów zachowania, samego stylu podejmowania tych właśnie, a nie innych czynności. Na początku były słodkie słówka, a słodkie słówka były u Boga i Bogiem były słodkie słówka. Słodkie słówka w wersji Janowej. Jak przyjemnie się kołysać się. Słodki logocentryzm, słodki tak bardzo, że nie do przyjęcia. Współpracując z Ochraną, może zawiniłbym mniej, niż współpracując z radiem i telewizją? Z drugiej strony, właściwie — kiedy oskarża się „Autodafe 1-9” o szarlatanerię, to postępuje się drogą renesansowego maga wszędzie dostrzegającego swoich — może bardziej dosłownych, może bardziej wulgarnych, bardziej grafomańskich — konkurentów. Dziś łatwo nazwać niejedno bełkotem albo grafomanią, o wiele trudniej nazwać to szarlatanerią — słowo to przydałoby bowiem niebezpiecznego znaczenia temu, co usiłujemy zwalczyć... W spolaryzowanych społeczeństwach, a takim jest społeczeństwo polskie XX i XX wieku — trudno docenić dar szarlatanerii. Gdyby zaś został on doceniony, o wiele łatwiej byłoby go utrwalić, a nawet utrzymać. Prawo szarlatanerii to ważne, fundamentalne, co więcej globalne prawo, którego respektowania powinniśmy w sferze kultury uczyć się od Europy Zachodniej. Myślę, że nie będzie krzywdzącym uproszczeniem, gdy powiem, że Europa Wschodnia pali swoich szarlatanów. Trela u Edwarda Żebrowskiego nie ustępuje Holoubkowi, ale to Holoubek tu zaczyna swoje wielkie emploi, jako sędzia śledczy — intelektualnych nadludzi takich, jak Woland z „Mistrza i Małgorzaty”, nokautujących inteligencją innych, zanurzonych w los i w historię. Nokautujących zwyczajność. Holoubek jest właściwie bardzo nietzscheański, to najbardziej nietzscheański aktor polskiego kina i teatru. „Mistrza i Małgorzatę” z 1988 roku obejrzałem w wieku dwunastu lat. Dziś rozumiem lepiej, że to od Holoubka i od Wolanda uczyłem się makiawelizmu i nietzscheanizmu. Co to znaczy? To znaczy, nie mam niczego wspólnego z waszymi Mistrzami ani z waszymi Małgorzatami.

Cały czas oglądam W „biały dzień”. Role, które odgrywa Krystyna Janda w 1980 roku, w 2015 odgrywa Magdalena Boczarska, czy zgodnie z prawem Ballanche’a powinienem zakładać, że w takim razie: Boczarska w jakimś 2040 lub 2045 roku założy swój własny teatr na podobieństwo „Polonii”. „W biały dzień” to adaptacja powieści Władysława Terleckiego, Boczarska grała w adaptacji Szczepana Twardocha. Czy to znaczy — zgodnie z prawem Ballanche’a — że Twardoch to Terlecki XXI wieku, ten już Terlecki, na jakiego zasługujemy? Czy prawo Ballanche’a — tak przedstawione — nie jest aby dandyzmem w myśleniu? Czy ruch w dandyzmie, powolny, ale jednak „transportujący” przepływ energii w dandyzmie, nie polega tylko na „pozorowaniu pozorowanego” — by nie rzec wręcz, że na przeniesieniu się do weselszej klatki? Zapowiadamy wraz z Pawłem nad ranem 1 maja trzynaście części „Autodafe”, wyraźnie sygnalizując, że trzynasta część poematu będzie już ostatnia, formalnie informację adresujemy do Piotra Korczyńskiego, który przygotować winien, kolejne cztery okładki. „Autodafe 10-13” należałoby wydać w latach 2027-2030. Czytelnik to tragizm nadużytej cierpliwości, nie komizm niedosytu, od którego stale odcinalibyśmy kupony dla pisarstwa, myślę. W „Białym dniu” już siedemdziesiąta minuta i Kolberger z wypadającą gałką oczną. Świetne, obrzydliwe, niedające się więc sprostytuować estetyką. Definicja kampu. Ale to kamp jako definicja wierności, a wierność wypływająca z kampu może być źródłem wzniosłości. Co na to współczesna estetyka konwulsyjnych pozdrowień, niczym z serwisów społecznościowych — państwo składa się ze społeczeństw, nie ze społeczności — państwo, również państwo Platona, przede wszystkim — państwo Platona (również takie, jak Polska) składa się z kampu, nie zaś z estetyki. Kwestia smaku? Herbertowska? Smak zdradził naszą etykę i metafizykę — mało tego — smak dawno opuścił nasze kościoły, co prawda — kiedyś sprzymierzał się z aniołami, a więc pisało się o nim, że „Potęga smaku” itd., ale dziś sprzymierza się z faunami. Starałem się, by dojrzały we mnie wszystkie możliwe składniki, z jakimi miałem kiedykolwiek do czynienia, by niczego nie zgubić, ażeby — mówiono: „Ależ to wszystko pięknie w nim dojrzało”: i nauka, i proza, i filozofia, i literatura, i poezja — człowiek cały, który niczego nie zgubił, wmawiając sobie cokolwiek, że tak musiało być — i było to jego wyborem, jego losem... Człowiek cały, taki, który wziął wszystko i niczego nie stracił — „interintellectus”, można powiedzieć... Literatura uboga, tak bym powiedział, literatura cała to literatura uboga, chyba można tak to określić, skoro wiele lat mówiło się o teatrze ubogim? Naturalnie, muszę dbać o to, by w całym swoim wallenrodyzmie i makiawelizmie nie popaść w złudzenia młodego bojowca, dlatego — przypomina to wszystko taniec impresjonizmu na zapadniach, ale dopiero przy samym uwzględnieniu zapadni rodzi się sztuka. I choć współczesna poezja będzie nas o czym innym przekonywać — bez zapadni nie ma impresjonizmu. Uprawiasz więc impresjonizm? Pokaż zapadnie, których trudności opanowałeś. Uprawiasz symbolizm? Pokaż swoje blizny — i tak dalej. Dobry impresjonista — przechodzi przez wszystkie sabaty nienawiści, które są mu organizowane — tym bardziej dobry symbolista. Mój dar wyrażania? Mam złote jabłko — z ogrodu Hesperyd. Mam temu pozwolić zgnić? Jeszcze czego...! A może mam pozwolić wypalić wam ten ogród do ziemi waszymi miotaczami ognia? Byście mieli ze mnie oraz z mojego dzieła swoje „Lebensraum”? Penis, który należy wypełnić ogładą, staje się berłem — jedynie berłem z penisa... Wypełniam się cynizmem, by być wolnym od występku. Zatem wypełniać się cynizmem z powodów całkowicie etycznych... Pamiętajmy, proszę — o tym jednym, co nas jednoczy — jednoczy nas konflikt. Tak, konflikt, nijak nie chce być inaczej. Jesteśmy najbardziej gnostyckim narodem na Ziemi — my, Polacy. Prześcigamy Żydów — przerastamy ich o głowę, jeżeli nie o las głów... Bardzo proszę, porozmawiajmy o tym, kto dzisiaj jest pierwszym polskim bawidajmkiem i oczajduszą — na pewno nie ja. Może pora przywołać kobiety? Oczajduszki? A zatem, czy rozmawiamy w końcu o zniewieściałości kobiet? Czy XXI wiek to dobra chwila, ażeby w końcu porozmawiać o tym szczerze?

© Karol Samsel