nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

Krzysztof Wacławiec W Pasie Oriona

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

NOTES [PRAKTYKI] — kwiecień 2026 [2]

2026-05-06 12:17

„Bardzo charakterystyczna dla języka chłopskiego jest obecność wyrazów, w których blisko od znaku do znaczenia, wskutek tego mocniej czuje się ich organiczny związek z konkretem, z rzeczywistością”, mówi Myśliwski dla „Więzi”. Widzę, jak bardzo chciałby sterroryzować samo pojęcie odniesienia podmiotowo-przedmiotowego, tak aby działało na jego, chłopskich, usługach: życie ma płynąć jak w chacie, przy odsłoniętej kurtynie, jednak literatura nie jest chatą Myśliwskiego, tak jak nie jest salonem Moniki Rudaś-Grodzkiej, jest czymś dalece większym więcej i większym mniej, gnostycką tajemnicą, czymś, z czego też trzeba się spowiadać, namyślać. Myśliwski jest wielki, bo wyraża apodyktycznie pogląd większości — właśnie dlatego w okolicznościach jego śmierci chcemy zgromadzić myśl i komentarz, które byłyby wyrazem pasji autorytetu, piety — ja tymczasem mówię inaczej — niemożliwość piety... Świadomie wchodzę w stan pychy, wiedząc, że ze strony pokory już niczego dobrego spodziewać się nie powinienem — mówię o pysze uwewnętrznionej, tzn. stanowiącej przyspieszony przebieg myśli, medytacji, nie zaś pysze uzewnętrznionej, którą manifestowałbym w relacjach z ludźmi. Myśliwski był „homo duplex” w sprawach kultury i natury, więc dlaczego ja nie miałbym być „homo duplex” w sprawach pychy wewnętrznej oraz pychy zewnętrznej?

Mimo że studiował na KUL-u właśnie na polonistyce, była dla niego mistyfikacją, podobnie jak wszelka nauka o literaturze i literaturoznawstwo. Na audycji mówię o tym wszystkim, podkreślam jednocześnie, że był apodyktyczny i prowokatywny. W swoim tak apologetycznym stosunku do niepiśmienności łatwo może zacząć wywołać „Schadenfreude”, następnie stać się w recepcji — tak, dokładnie Myśliwski — narzędziem resentymentu wobec kultury pisma. Może tego obawiam się najbardziej? Że stanie się narzędziem porachunków, zemsty na kulturze pisma — że stworzy mafię niepiśmienności oraz mafijne salony literackie, które propagować będą piśmienność jedynie na warunkach nieeksperymentalnych — takich właśnie, jakie muszą być spełnione, by właściwie nie przekraczały założeń niepiśmienności (jednocześnie nazywając się piśmiennymi). Tak właśnie być może — Myśliwski stanie się narzędziem postpiśmiennej zemsty, chociaż jego celem było wywoływanie „Schadenfreude” innego w skutkach, mniej złośliwego i destruktywnego — było to „Schadenfreude” względem kultury pisma wynikające z ostentacyjnie niepiśmiennych poglądów. Odbieram więc „credo” Myśliwskiego jako ostentacyjnie egzystencjalną prowokację. Widzę w nim też strach przed myśleniem, które miało być nieco bardziej złożone i być, przykładowo, scholastyką. Jednak problem w tym, że jeżeli uznać jego skrupuły za wzorcotwórcze, wywoła to wszystko jeden „horror meditationis”, „horror speculationis” wśród wszystkich jego czytelników. Uznają, że należy być tylko rozumiejącym echem dzieł Myśliwskiego, jego wyznań i jego postawy — niczym więcej. Nie uważam, by tak wyglądać miał czytelnik idealny tego pisarza w XXI wieku... Nie tak wyglądał czytelnik tego pisarza w XX wieku — przed „Widnokręgiem” był o wiele bardziej krytyczny, gotowy czytać Myśliwskiego Jungiem, Nietzschem oraz hermeneutyką podejrzliwości. Gdzie ten czytelnik się podział? Może zaczął czytać Tokarczuk, a przestał Myśliwskiego? Roch Sulima spiera się z Wojciechem Truszczyńskim w 1980 o to, jak pojmować „Pałac”. W ten sam sposób, wnikliwie i podejrzliwie, dialektycznie i modnie w dobrym (wszakże) tego słowa znaczeniu, spieramy się dziś o „Księgi Jakubowe Tokarczuk” (powtarzamy w 2025, 2026 roku sytuację z 1980 roku...) — właśnie to określam pojęciem apokatastazy i rozumiem ją bardzo konkretnie, wręcz sektowo konkretnie, bo konkretyzm zawsze stanowi formę fanatyzmu. W ten sam sposób metodą bezpośredniej konkretności szybkich i jednoznacznych odniesień podmiotowo-przedmiotowych postrzegał realia sam Myśliwski — może czuł lęk przed apokatastazą? Apokatastazą jako psychoanalizą? „Stasis” psychoanalizy? Tego, co jest produktem, ale i procesem psychoanalizy: diagnoznawczym i rozpoznawczym stanem absolutnego czasu teraźniejszego. Czy Myśliwski czuł lęk przed absolutnym czasem teraźniejszym i usiłował go załagodzić manią konkretyzacji? Zakładał naprawdę, że konkretyzowanie wszystkiego bez końca ocali go przed mistyfikacją? I to od polonistyki spodziewał się mistyfikacyjnych pułapek? Nie przyszło mu na myśl, że pułapek podobnego rodzaju może spodziewać się od ekonomii, socjologii, polityki, które uznawał i cenił wyżej? W drodze do Instytutu Teatralnego uzmysławiam sobie, że jestem skazany na kompleks ostatecznej inteligencji...

Chciałbym podkreślić, że wiem, o czym mówię i potrafię to odnieść do siebie. Gdy mówię, że Myśliwski nakazuje mi, bym brał poważnie do siebie, to, kto ile zarabia i jaką pozycję w społeczeństwie zajmuje — jest bękartem czy prawowitym — wiem dobrze, że też odnosi się to do orientacji. Jeżeli sabotuję jego myśl, podkreślając, że pojęcie bękarta jest wtórne w obliczu ostatecznego pojęcia człowieczeństwa, tak samo pojęcie chłopa i pojęcie pana, wiem, że tak samo wtórne musi być również pojęcie homoseksualizmu: to więc, że pożądam ciała mężczyzn, że jestem homoseksualistą, a nie heteroseksualistą, pozostaje także bez znaczenia w obliczu nieubłaganego prawa apokatastazy. Jeśli potrafię abstrahować od pojęcia homoseksualizmu, chciałbym, by Myśliwski umiał abstrahować także od pojęcia chłopstwa, które sam sobie na własny użytek wytworzył, tak samo jak ja wytworzyłbym — pojęcie homoseksualizmu na własny użytek, gdybym zaczął szukać dla niego literackiej reprezentacji, tak jak Myśliwski poszukiwał czegoś podobnego dla kultury wiejskiej. Mimo wszystko czuję po wyjściu, że wpuszczenie mnie do radia, czy to po śmierci Kozioł czy Myśliwskiego, przypomina, czegokolwiek by o mnie nie mówić czy o mojej inteligencji, wpuszczenie lisa do kurnika. Może tak należy rozumieć to, co podkreślał Sinkowski, że przychodzę z przyszłości, a „Cairo Declaration” to poezja przychodząca z przyszłości, może każdy przychodzący z przyszłości, ma w sobie coś z wielkościowego paranoika trawionego kompleksem Kasandry. Każdy profetyzm więc jest naturalnym paranoizmem, który zostaje złagodzony przy pomocy środków literackich, ale w pierwszym rzędzie, bez estetycznych doczyszczeń — jest tylko paranoizmem? Tak jak każdy utwór pozostaje w pierwszym rzucie grafomanią, wirtuozi także rzucają na papier pierwszy plan dzieła, który jest grafomański, podkreślał Myśliwski: grafomania jest początkiem wszelkiego stworzenia świata, zatem u początków stworzenia świata również była grafomania. Znaczenie, sens, oba podajemy za wzorzec neutralności języka. Ale wyobraźmy sobie, że dla kogoś, dla jakiejś zupełnie innej grupy wyrażania od tych, które widzimy w naszym sąsiedztwie znaczenie oraz sens to coś niebywale porażającego i kontrowersyjnego, albo przeciwnie hermetycznego, ociężałego i nieuchwytnego zarazem: jakiś bizantyjski kształt flakonów ciężkich arabskim perfum — o silnym owocowym zapachu. Taka właśnie, tak niezrozumiała jest Trójca, bizantyjski kształt Ojca, flakon ciężkich arabskich perfum Syna (zapach Golgoty, za którym nie każdy musi przepadać, zapach właściwie, więc, który się kocha lub nienawidzi): ostatecznie owocowy zapach tego arabskiego podgatunku, klimat Ducha. Na tym również polega różnica między Myśliwskim a mną: mgiełką Myśliwskiego, niczym nad mgiełkę odświeżającą, a duchem arabskim mojej twórczości będącej partyturą, z którą zgodność nie istnieje, przynajmniej w sensie euklidesowym (bo różnica między Myśliwskim a mną jest trochę jak różnica między płaszczyzną euklidesową a nieeuklidesową).

© Karol Samsel