Tego samego dnia umieszczono w kolumbarium prochy mojej rówieśniczki i uczczono dziewięćdziesięciolecie znakomitego aktora. To zestawienie gołębnika (bo tak się tłumaczy słowo kolumbarium) i sceny, jako miejsc „docześnie” ostatecznych, uderzyło mnie tym mocniej, że mąż Zmarłej przeczytał Jej ostatni list do nas (jeszcze żyjących), a monodramatyczne przedstawienie Jubilata było czymś w rodzaju testamentu.
Wobec – pełnej nadziei – powagi obu tych przesłań pozostaję oszołomiony, jakbym na parę chwil pojął, czym jest kategoria „życia wiecznego”.
© Bogusław Kierc