Przez kilka dni mieszkam w Helu. Mam balkon z widokiem na boisko. Od wczesnego rana chłopcy w wieku „podstawówkowym” kopią piłkę. Koło południa rozgrywają pierwszy mecz.
Potem – aż do wieczora – następne. Obie drużyny są do siebie przyjaźnie usposobione.
Nawoływania, krzyki, potrącania – nie naruszają tej równowagi. Tym razem spostrzegłem, że w jednej drużynie znalazła się dziewczyna. Ich rówieśnica. Nie odstępująca zapałem i umiejętnościami od reszty. Ale przy rozmaitych „zwarciach” w ferworze walki o piłkę wyraźnie było widać, jak bywa „osłaniana”, jakby powlekała ją jakaś niewidzialna, delikatna materia ochronna.
© Bogusław Kierc