Nowa kolonia
Księgarnia|seria KWADRAT|Wróblewski Grzegorz
Stara cena:35.00zł
Cena:26.00zł| Cechy | |
| format | 18,0 x 18,0 cm |
|---|---|
| rok | 2007 |
| strony | 296 |
| oprawa | broszurowa |
| ISBN | 978-83-922577-6-9 |
| wydanie | 1 w języku polskim |
Jest to tekst o człowieku, w pełnym wymiarze tego słowa. Jego cielesności i duchowości (czy może raczej świadomości). Człowiek Wróblewskiego, jak człowiek Sartre’a, jest rozdzielony na dwoje. Jest bytem dla siebie, świadomym samego siebie, choć owa świadomość pozostaje na zewnątrz. Należy do świata bezrefleksyjnej przyrody. Odnajduje się w świecie jako coś niepełnego, oderwanego od czegoś, obcego. Ma poczucie, że znajduje się gdzieś indziej, całkiem sam. Wyraża się to w jego tęsknocie za kimś innym, niezaspokojona potrzeba prowadzi do wewnętrznego rozdwojenia. Larsen, nie mając z kim obcować, nie mogąc znieść samotności, zaczyna traktować samego siebie jako kogoś innego. Mówi do siebie, stwarzając iluzję bycia w towarzystwie. W ten sposób neguje samotność. Uwiarygodnia drugą osobę poprzez własne zachowanie, które, choć oparte na fikcji, samo fikcją nie jest, raczej rzeczywistością przekształcającą człowieka. Zmiana ta ma charakter kolisty – Larsen oraz pozostali bohaterowie dramatu wracają do punktu wyjścia, tj. do doświadczenia samotności. Ponownie rozgrywa się misterium rozczarowania i nadziei, zwątpienia i wiary. Właściwie wszystko może się rozpocząć od nowa. Postacie dramatu powtarzają wypowiedziane na początku utworu kwestie, zapowiadając powtórkę tego samego. Czy jest więc możliwe, by opowieść powróciła, zachowując te same detale? Nie, to co wydarzyło się między bohaterami, zmieniło ich. Przed ostatecznym posunięciem zdążyli wyznaczyć dla siebie nowe miejsca, wywołać nowe sytuacje. Tak naprawdę wszystko rozegrałoby się zupełnie inaczej.
Justyna Kasperek, www.adit.art.pl
Nowa kolonia Grzegorza Wróblewskiego jest utworem wybitnym, synkretycznym i właściwie gatunkowo nie do zdefiniowania, podobnie nie do zdefiniowania jest on pod względem rodzaju, bo liryka, dramat i epika wystepują w nim w nierozdzielności, w całkowitym zjednoczeniu. Największa niezwykłość jest jeszcze innej natury, powiedzmy, natury ogólnie artystycznej, ten utwór jest nie do skojarzenia – w każdym razie w literaturze polskiej – z żadnym innym utworem (ja tego nie potrafię). Nowa kolonia jest rezultatem nowego konceptu zarazem filozoficznego, językowgo i artystycznego.
Henryk Bereza, Pogranicza
Historia Nowej kolonii jest historią wydawania trudnych książek. Lektura staje się w pewnym momencie opowieścią o lekturach niełatwych, choć możliwych. (...) Dokąd zatem prowadzi niełatwa literatura? Być może prawdziwa jest odpowiedź, jakiej udzielił Northrop Frye. Zdaniem krytyka literatura jest mocą – poprzez demaskowanie retorycznych zabiegów językowych, poprzez ciche objewienie objaśnień – prowadzi do wolności. Tożsamość, której nie da się zjeść, demoniczne plany Pana Spolika, częściowo odruchowa, mechaniczna walka Larsena z samym sobą i o siebie samego, język, który wypełnia wszystko tak szczelnie, że stając się językiem książki, nie pozostawia nawet miejsca na odautorski komentarz... W taki sposób mroczny traktat Wróblewskiego też pozwala się odczytać. Jako historia o nieprostej podmiotowości.
Krzysztof Hofmann, Czas Kultury
Wartość Nowej kolonii ocenia nie tylko czytelnik, ale i przyszły widz, a ogromne pole do popisu stoi przed teatrem, który odważy się wystawić dramat. (...) Podsumowując, Nowa kolonia spełnia wszystkie warunki, czy może trafniej założenia, stawiane przez serię Kwadrat. Jest kunsztem literackim, znakiem osobowości twórczej, indywidualności pisarskiej. Z pewnością zmusza do wysiłku intelektualnego, do uruchomienia wyobraźni. Czy jest czytelna? Zbyt patetycznie zabrzmiałoby, że tylko dla wybranych, ale coś w tym jest. Świadczy o tym chociażby, delikatnie mówiąc, trudna dostępność do utworów tego pokroju, uchodzących za literaturę, która nie ma nic wspólnego ze światem rynku i reklamy, co jest bez wątpienia jej atutem. Do takiej literatury zaliczam Nową kolonię i tym nadwrażliwym gorąco ją polecam.
Natasza Wolska, www.proarte.net.pl
Lektura Nowej kolonii jest fascynującą wyprawą w nieznane, a dokładniej w niepoznane. Jesteśmy na obszarze kolonizowanym, projektowanym od początku. Wchodzimy w „nowe”, ale nie tylko przestrzeń wydarzeń zapowiada tajemnicę nieodkrytego. Także czas czytelniczej podróży wyniesie nas poza ziemskie ciążenie, a specyficzna antygrawitacyjność Nowej kolonii sprawi, że poruszać się będziemy po zakręconej spirali wszystkich czasów.
Paweł Stangret, z posłowia
Słowo jest tu narzędziem zniewolenia, nie komunikacji. Zupełnie jak u Gombrowicza.
Alan Sasinowski, Kurier Szczeciński
Kilka mocnych argumentów przemawia za umieszczeniem Nowej kolonii w nurcie antyutopii o kolonizowaniu gorszych światów, organizowaniu lepszych form współżycia, hodowli ludzi, manipulowaniu psychiką (sny mogą być sztuczne). Zredukowana przestrzeń egzystencji, ograniczona wariantywność decyzji i ubóstwo środków poznawczych (dziurki w ścianie), żonglerka symbolicznymi rekwizytami, nasuwają skojarzenia z minimalistycznymi dramatami Becketta.
Krzysztof Fiołek, Lampa
Nowa Kolonia (Den Ny Koloni) to najnowsza książka Grzegorza Wróblewskiego, polskiego pisarza mieszkającego w Danii. Można ją określić jako powieść eksperymentalną w formie dialogu. Wróblewski jest niewątpliwie spadkobiercą ciemnej, egzystencjalnej twórczości Becketta i Kafki. A jednak książka ta nie przypomina niczego, z czym do tej pory mogliśmy mieć do czynienia. Dość szybko czujemy się zaniepokojeni tajemniczym rozwojem akcji i zadajemy pytania, które w trakcie lektury okazują się transpozycją najważniejszych, podstawowych egzystencjalnych pytań: „O co w tym wszystkim chodzi? Co się tu dzieje”? Ale nie wyjaśnianie wydarzeń i ich zakończenie stanowią punkt docelowy Nowej Kolonii. Najważniejsze i jednocześnie najbardziej przerażające, bo odzierające nas ze złudzeń i iluzji, są nasilające się z każdą chwilą napięcia między bohaterami. Czy są one konsekwencją nieodwołalności, w jaką wpisana jest kondycja ludzka? Wiele rytuałów życia codziennego, wokół których skupia się życie bohaterów, okazuje się w Nowej Kolonii niewolniczą manipulacją. Ma ona na celu unieważnienie Ja autentycznego, zdolnego do walki o własną suwerenność. Larsen – główny bohater książki – próbuje wniknąć w samo sedno istniejącego porządku, aby w pełnym świetle ujrzeć i odszyfrować mechanizm działającego systemu zależności. Książka zawiera fotografie mieszkającego w Danii polskiego artysty Wojciecha Laskowskiego. Jego zdjęcia to zaproszenie do podróży po trudnej do zdefiniowania przestrzeni, która – tak jak tekst – zawiera ukryte możliwości i zagrożenia. Ułożył fotografie w taki sposób, by – podobnie jak konstrukcja dialogów – rozgrywały plan przestrzeni w rytmicznym transie powtórzeń.
z noty wydawcy duńskiego
Gdyby Beckett, Ionesco albo Karen Blixen nie pisali w głównych językach europejskich i zadebiutowali tutaj, w Danii, to prawdopodobnie nikt by tego nie zauważył. Ich książki bez „odpowiedniego” omówienia polegającego w głównej mierze na klasyfikacji gatunkowej, osadzeniu w tradycji i pokoleniowym kontekście, pozostałyby „księgami zamkniętymi”. Aktualnym przykładem takiej księgi może być Nowa kolonia Grzegorza Wróblewskiego. Książka stanowi zjawisko dotąd niespotykane. Można ją jednak określić jako rodzaj powieści w formie dialogu. Oryginalności tego dzieła nie wyznacza kontrowersyjna fabuła, która przez dłuższy czas rozwija się bardzo powoli, ale sama konstrukcja książki. Stanowią ją jakby marginalne, zagadkowe repliki, rozgrywające się w hermetycznym uniwersum. Prawdopodobnie oparte są one na sentencjach, przysłowiach, powtarzających się kliszach i niedokończonych zdaniach, które według żelaznej logiki krążą między uczestnikami w zamkniętej, wewnętrznej przestrzeni. Ale te na pozór zgrane zwroty, schematy myślowe przyjmują nieoczekiwane i zaskakujące znaczenia. Książka zatytułowana „Zamknięta księga” jest tekstem otwartym na oścież, może wywołać „duże przeciągi”, podczas gdy Nowa kolonia w rzeczywistym świecie pozostaje księgą zamkniętą. Nie chce się otworzyć nawet dla tych, którzy włożyli w jej zrozumienie dużo wysiłku. Od razu jednak można się zorientować, że nie mieści się ona w już istniejących i oczekiwanych przez recenzentów formach literackich.
Niels Henrik Svarre Nielsen
Przeczytałem Nową Kolonię dwa razy i jestem nią zachwycony: wprost zafascynowany. Lepiej być nie może. Jest to bardzo ambitny projekt – w pewnym sensie jakby efekt współżycia Becketta z Kafką, współżycia na kocią łapę. Owo przedsięwzięcie wydawać by się mogło rzeczą niemożliwą. Dreszczowo konspiracyjną treść splata Wróblewski prostym, jakby wymuszanym dialogiem, obywającym się bez didaskaliów. Występek literackiego współżycia na kocią łapę spełnia się w asyście wybuchowej „muzyki liter”. Brzmienia wypowiedzi czterech bohaterów nakładają się na siebie w sposób tak niesamowity, że ich fizyczna konfrontacja powoduje uczucie lęku. Wyzwala go nie tyle jednak jakieś łamliwe, zgrzytliwe urządzenie, ale urządzenie łamiące kości.
Lars Bukdahl
Jest to wielka, wielka księga i ciężka księga. Ale to nie przeszkadza. Człowiek z nią siedzi, człowiek ją czyta, i to replika za repliką. Mówią dwie osoby, mówią trzy osoby, w sumie są tam cztery osoby. Każda replika wypełnia jedną linijkę w szerokim formacie, i trwa to w zasadzie bardzo długo. Jeśli jest to powieść, to jej fabułą jest to, że siedzisz i czytasz książkę, strona po stronie, przewracasz kartkę, kontynuujesz, pozwalasz linijce gonić linijkę. I wszystko jest w porządku, tekst niby komiksowy dymek jest kwadratowy, jeden za drugim. W sumie – to duża i miękka jak gąbka scena, która ukazuje prawdopodobnie stan świata albo raczej stan umysłu. Świat oglądany poprzez dialog, oczyszczony z wszelkich opisów, uwag, tradycyjnego przebiegu akcji. Metodę stanowi oderwany dymek. Nie jest to jednak zwyczajna rozmowa. Są to zdania rozpoczynające się ciągle od początku, a jednak odnoszące się do siebie. Rytm jest urywany, odtąd, dotąd. I do przodu. Aż zdanie się zakończy. Właśnie to zdanie. Beznamiętnie. Tak jakby każda osoba mówiła w innym kierunku. A jednak. Każdy rozdział jest jak szkiełko mikroskopu. Jest czymś pomocnym w małych egzystencjalistycznych badaniach. Jeśli jest ta książka miękka jak gąbka, to czy jest w niej w ogóle woda, może jest wykręcona z wszelkich płynów? A jej sterylność? Może jest beztłuszczowa? Jeśli ją zostawisz, książka ta leży i patrzy na Ciebie. Nie trafiają do niej konteksty, które mogłyby nam przyjść do głowy. Wygląda na to, że można porzucić tą nową kolonię, ale po przeczytaniu lub porzuceniu zaczynamy ją słyszeć. Nie tyle lepiej, ile słyszeć w ogóle. Pod tym dnem jest drugie dno. W dziurach są nowe dziury. Widzieliśmy już książki, w których ludzie siedzieli w kartonach i rozmawiali ze sobą. Ale tutaj nie ma kartonu. I nagle Larsen zaczyna mówić do siebie. Jakoś to będzie. Nie dlatego, że coś na to wskazuje. Ale samo to, że coś się dzieje, jest pocieszające. My tu jesteśmy. Ja tu jestem. Także ja. Absurd nie ma żadnego znaczenia. Na zdjęciach są ludzie albo już tylko byli ludzie. W książce jest pewna ilość zdjęć. Przerywają tekst, rozcinają go.
Paardekooper (Asger Schnack)
patronat:
Duński Instytut Kultury http://www.dik.org.pl
portal księgarski http://www.ksiazka.net.pl
Kurier Szczeciński http://www.kurier.szczecin.pl
Polskie Radio Szczecin http://www.radio.szczecin.pl
kwartalnik literacko-filozoficzny [fo:pa] http://www.fopa.pl

