nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

Krzysztof Wacławiec W Pasie Oriona

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

"Zaklęty w szerszenim gnieździe", https://sztukater.pl, 29.03.2026

copyright © https://sztukater.pl 2026


Przenikliwa, erudycyjna, gniewna i turpistyczna diagnoza współczesnego świata, niełatwa, a nawet mało przyjazna w lekturze, nie tylko ze względu na treść, ale i sposób ukazania opisywanych zjawisk, naturalistyczny, brutalny, odrażający... a więc dokładnie taki, jakie są one w rzeczywistości, a jakimi nie bardzo chcemy je widzieć.

Nie każdy ma odwagę Jarosława Błahego, by bezpardonowo odrzucić wszelkie delikatne podkolorowania, nazwać rzeczy po imieniu, nawet jeśli to imię obraźliwe, czy zatrącające o kolokwializm, podtrzymać tę szaloną konstrukcję szkieletem własnej biografii, twardym, ponurym, zbuntowanym. Jednak o to właśnie chodzi, by nas zaszokować, przykuć uwagę i zmusić do reakcji, zaskoczyć i postawić w kontrze. Przedstaw swoje racje, zaprzecz mi, skoro mój tekst cię oburza, zdaje się mówić autor. Przedstaw jednak silne, rzeczowe argumenty, same emocje niczego tutaj nie zmienią.

Jarosław Błahy odwołuje się do naszych prymitywnych instynktów, perwersyjnych zachowań, nie dość starannie ukrywanych, być może celowo, by zaspokoić nie w pełni świadome pragnienie ekshibicjonizmu. Podkreśla siłę ludzkiej arogancji, niszczącej agresji, drenującego narcyzmu. Przytacza przykłady z literatury i filmu, wyciąga je z mroków historii, niczym magik białego królika z kapelusza, rzuca je nam przed oczy w kompulsywnym zrywie tanecznym ludzkiego obłędu, jeden za drugim, z mocą wyrzutni rakietowej, niczym w speedowym transie. Popatrzcie, oto jacy jesteśmy, niczym stado szerszenich samic w głodnej furii spełnienia.

W trakcie tej analizy autor wspiera się psychologicznymi teoriami, z naciskiem na psychoanalizę i psychologię strukturalną, rozważa ludzką osobowość w kontekście C.G. Junga, A. Mindella, zahacza mocno o Nietschego, odwołuje się do religii, do ksiąg biblijnych, rozmaitych mitologii, przystawia do koncepcji literackich Schulza, Mickiewicza, Dostojewskiego czy Kafki, tłumaczy z punktu widzenia Kirkegaarda, Ciorana i Foucaulta.

Co jednak najważniejsze, ta buntownicza, obrazoburcza, polifoniczna narracja potrafi być jednocześnie zabawna, rozbrajając tym samym, bliski już wybuchu, granat. Rzecz jasna humor jest tu czarny niczym bezksiężycowa noc, inny być nie może. Związki autobiograficzne wciskają się tędy i owędy, między rozważania natury ogólniejszej, utrzymując je blisko realiów codziennego życia, gdyż „Są naprawdę na świecie sprawy, o których każdy fizjolog wie, a których wiedzy ponurej nie posiada filozofia postmodernistyczna”.

Instynktowne zachowania ze świata zwierząt przyłożone do ludzkiego postępowania, prowadzą do interesujących wniosków. Jarosław Błahy podąża przy tym w kierunku obserwacji samic, czy to lwic, chomików czy szerszeni, by wykazać ich bezwzględność i siłę, tak właśnie perfekcyjnie uformowane przez naturę. Przeciwstawiona zwierzęcemu prostemu pragmatyzmowi nasza skłonność do obłudy i ukrywania prawdziwych, plugawych intencji pod świętoszkowatymi, wzniosłymi hasłami, nie świadczy dobrze o człowieku, choć można podziwiać jego ekwilibrystyczną, niezwykłą umiejętność zamiany brzydkiej prawdy w jej błyszczący pozór.

Śledząc obecność sadyzmu i człowieczego okrucieństwa w światowej filmografii, można podsumować je zdaniem kończącym ten arcyciekawy esej: „Ruinę apokaliptyczną przynosi tutaj śmierdząca trójca, czyli religia, polityka i wojna”, można dodać także stosowane przez nie usprawiedliwianie „wyższą koniecznością” i bezkarność, jaką zapewniają, co kruszy wszelkie tamy i bariery, wymuszone na człowieku przez wzorce społeczne i lęk przed karą. Symbolika obrzędu religijnego lub okultystycznego zło czynione uświęca i bierze w obronę. Jak wiele tak naprawdę jest w nas zła, na ile jest ono pierwotne, choć uśpione, czemu tak fascynuje nas przemoc i okrucieństwo. To tematy warte zgłębienia, choć zarazem wymykające się jednoznacznym konkluzjom.

Czym nazwać teksty Błahego? To nie do końca opowiadania, czasem strumień wolnych myśli, jeszcze bliżej im do mini esejów, z wkładką własną, z życia autora wykrojoną. Niekiedy przypominają erudycyjne filozoficzne wykłady, kiedy to udowadnia się tezę, wspierając się określonymi teoriami i przykładami, by za chwilę, przy pomocy innych teorii i przykładów, ją obalić. Kolokwializmy sąsiadują z intelektualnym, hermetycznym wywodem, w który nie tak łatwo się wgryźć, by wyłuskać jego esencję, skąpaną w słowach, w nie zamotaną. Niewątpliwie przydaje się znajomość literatury, podstawowych pojęć z gruntu filozofii, przede wszystkim zaś krytycyzm i uważność, by nie dać się zwieść na manowce, czego autor nieustannie próbuje. To eksperymentator i anarchista, niesłychanie oczytany, z otwartym umysłem, ale i złośliwą przekorą podrzucający nam prowokacyjne wrzutki. Nastawiony krytycznie, i słusznie, do religii i polityki, opartych zwykle na manipulacji i przekłamaniach, podobnymi metodami próbuje nas złapać, omamić, a później wykazać swoją zwycięską wyższość, podśmiewając się z naszej łatwowierności. Jarosław Błahy świadomie zastawia na nas pułapki, byśmy doświadczyli, co może słowo, jak działa jego magia i jak trudno jest się jej oprzeć.

Niesłychanie irytująca jest proza Błahego przez swoją nieoczywistość, niesforność i awanturniczość. Mocuje się ona z nami, wiedzie z pozoru w określonym kierunku, by niespodziewanie zrobić zwrot przez sztag, gwałtowny, całkowicie burzący naszą, już w pełni wykreowaną wizję. Chciałoby się wówczas najpierw zakląć szpetnie, by zaraz potem z uznaniem pogratulować autorowi refleksu. Czytanie Jarosława Błahego jest wyzwaniem, frustrującym i satysfakcjonującym. Raz płyniemy na onirycznej fali snów, w nierzeczywistości, babrzemy w pramatkach i edypowych kompleksach, to znów potykamy się o kamienie naukowej dysertacji, dokręcając sobie zwoje mózgowe w próbach przedarcia się przez chaszcze słowotwórczej łamigłówki, albo też podziwiamy zmontowane ad hoc związki frazeologiczne, czy też spiętrzone razem, z pozoru bez większego sensu określenia, poszukując do nich klucza.

Jesteśmy detektywami, u boku mistrza Błahego tropimy wszelką perwersję, występek i niegodziwość, jakich dopuszcza się człowiek pod rozmaitymi pretekstami, zręcznie je kamuflując mocnym makijażem idei: „Tymi uniformami są opcje: religijna, polityczna i humanistyczna (...) Historia zwykła się powtarzać, tylko w nieco zmienionej scenografii”. Jestem pewna, że to, co ma teraz miejsce na scenie politycznej świata, ekscesy doprawdy w wielkim stylu, które mogą przenicować światowy porządek na zupełnie drugą stronę, idealnie wpisuje się w koncepcję wywiedzioną w tym zbiorze Jarosława Błahego.

Dlatego to lektura tak ważna, dlatego tak uwiera, człowiek jawi się w niej niczym oślizgły gnom, a jego spryt i brak hamulców w chwytaniu się nieczystych, podstępnych środków, byle tylko osiągnąć cel, usprawiedliwia wszystkie stosowane przez autora zabiegi formalne, treściowe i leksykalne, każdą manierę i intrygę, pułapkę i zaczepkę, którymi nas zwodzi i zachwyca, odkrywając nieczyste intencje i systemowe działania. Dzięki też za natrętny intertekstualizm, który pobudza naszą wyobraźnię, by wyruszyła na poszukiwanie własnych przykładów, każe też czasami zweryfikować albo chociaż poszerzyć dotychczasowe postrzeganie znanych nam bohaterów i lektur. Przygoda detektywistyczna zbiega się tutaj z intelektualną. Dochodzi jeszcze kwestia diagnozy, rekonstruującej prawdziwe motywacje dewiacyjnych, narcystycznych, niszczących zachowań, z którymi każdy z nas miał w jakimś momencie swojego życia nieprzyjemność się zetknąć. I oczywiście niepokojące, czarnobiałe, rozedrgane grafiki Katarzyny Tchórz, dopełniające atmosferę, zamykające nas w klaustrofobicznej pułapce grozy, której rozmiarów zapewne się nie domyślaliśmy. Nie da się ukryć, że proza Jarosława Błahego pozostaje obecna w naszym umyśle, systemie nerwowym, wpływając na postrzeganie przez nas świata i uwrażliwiając nas na pewne, niebezpieczne jego aspekty.
6/6
Doris


Jarosław Błahy Zaklęty w szerszenim gnieździehttp://www.wforma.eu/zaklety-w-szerszenim-gniezdzie.html