copyright © https://www.facebook.com/maslowskimarcinn 2026
Ponownie w dłonie moje trafia zbiór opowiadań z Wydawnictwa Forma, który należy do tego rodzaju lektur, które pozostawiają po sobie wrażenie nawiązania jedynego w swym rodzaju połączenia między twórcą a odbiorcą jego tekstów; innymi słowy — literackiej przyjemności.
Dziesięć opowiadań i dziesięć odrębnych historii, których tylko pozornie nie można ze sobą powiązać (łączy je Wrocław, ale to zbyt oczywiste). Gabriel Leonard Kamiński prowadzi nas przez nie stopniowo, zaczynając od rzeczywistości, by na szczytach fanatycznej wyobraźni skończyć. Jest przed czym uciekać, bo dużo tu szarości i brudu — nie ma się czemu dziwić, wszak drugim bohaterem nowel jest peerelowskie miasto i zamieszkujący je niewyraźni, nudni ludzie. Pod płaszczykiem wydarzeń zwykłych albo tych z pogranicza grozy kryją się historie o samotności i porzuceniu, groteskowe i obezwładniające abstrakcyjnym odbiorem rzeczywistości, z którą bohaterowie Kamińskiego całkiem dobrze sobie radzą — akceptują jej absurdy lub ze wszech miar starają się do niej dostosować. Warto również odnotować, iż autor często puszcza oko do czytelników, pisze ze swadą, zmyślnie. Nie ma tu zbędnych akapitów, tekst jest zwięzły, od pierwszych zdań bezpretensjonalnie wprowadzający w „klimat”.
I tak w pierwszym opowiadania, którego bohaterem jest mieszkaniec budki telefonicznej, poznajemy historię człowieczej obcości, nieobecności, a nawet jakieś formy znikania, odwróceniu porządku rzeczy. Szklany sześcian staje się odbiornikiem ludzkich emocji i głośnikiem, przez który do świadomości jej mieszkańca przenikają cienie przedmiotów, odgłosy krążących wokół niej ludzi. On zaś staje wybawcą (zbawicielem?), a w końcu wiecznym podróżnikiem. „Sub-lokator” to historia o pisaniu, w której dochodzi do zamiany ról — twórca staje się literacką postacią, zaś postać z opowiadania przystępuje do pisania jego treści. Mimo, że temat „chodliwy”, Kamiński staje na wysokości zadania — ucieka od schematów i wypełnia tekst metaforami, w których jak w bursztyn wtapia twórcze kryzysy, twórczą wenę i twórcze kaprysy. Niekonwencjonalnie, gęsto i klaustrofobicznie, oczywiście z fantastycznym zakończeniem. Wątki zamknięcia i osaczenia wracają w „Pociągu”, w którym przedział staje się więzieniem i pułapką, zaś cała kolejowa maszyneria pożerającym istnienia monstrum. Tutaj także, całkiem niezauważalnie, pojawia się postać z wojennej pożogi, która znowu poniekąd jest tłem kolejnego opowiadania („Historia pana Sztejna”). Z niego, dzięki powrotem do czasów dziecięcych, płynnie przechodzimy do „Kiedyś sprzedałem Polskę za złotówkę”, w którym towarzyszymy perypetiom pewnego gagatka. Wątek zwariowanych dziecięcych pomysłów wraca w „Zakopanym”, choć tu będzie nam towarzyszyć dreszcz grozy (no bo czegóż nie robi się, by pobić rekord?). Atmosfera niezwykłości roztacza się w „Cudownym dziecku” (w trakcie lektury nasuwała mi się jedna z powieści Pawła Huelle, choć nie jestem pewien, czy było to dobry trop; po namyśle stwierdzam, że jednak się myliłem: wątek jednookiego chłopca, który posiada zdolność podpalania świata zdaje się być „autorskim pomysłem autora”), by w „Tunelu” otrzeć się o krwawy kryminał.
Perełką, wisienką na torcie oraz godnym oddzielnego akapitu jest opowiadanie o miłości... małego Fiata.
To teksty do samodzielnego odkrywania i poszukiwania ukrytych w nich znaczeń. Krótkie w formie, bogate w metaforykę, doskonałe do odświeżenia zwietrzałej od czytelniczej nudy głowy. Polecam.
Marcin Masłowski
Gabriel Leonard Kamiński Wrocławska Abrakadabra — http://www.wforma.eu/wroclawska-abrakadabra.html