copyright © https://sztukater.pl 2026
Kiedy po raz kolejny zamykam oczy i myślę o Krakowie, przed moimi oczami nie staje wcale Wawel ani zatłoczony Rynek Główny, ale te wszystkie ukryte w bramach, przesiąknięte zapachem starego drewna i kawy knajpki. Mają one w sobie jakiś magnetyzm, specyficzny klimat, który chyba nie występuje nigdzie indziej na świecie, coś, co sprawia, że czas płynie tam zupełnie innym rytmem. Prawdopodobnie każdy, komu zdarzyło się przepędzić trochę czasu wieczorami albo nocami w krakowskich lokalach, spotkał tam te same, dobrze znane twarze, słysząc snujące się przy stolikach niekończące się opowieści. To właśnie tam najłatwiej natknąć się na pisarzy opowiadających o genialnych powieściach, które właśnie piszą, reżyserów mówiących z emfazą o filmach, które kręcą, czy malarzy, dziennikarzy i naukowców kreślących wizje wielkich projektów. Tyle tylko, że w zdecydowanej większości przypadków te niesamowite dzieła istnieją i istnieć będą jedynie w ich barwnych, zakrapianych opowieściach, nigdy nie opuszczając bezpiecznych murów kawiarni.
Krakowska mapa nocnych lokali tworzy swoisty archipelag, na którym Wojciech Klęczar odnalazł i sportretował niezwykle oryginalną społeczność. W swojej książce zatytułowanej „Wielopole” autor z niesamowitą precyzją odmalowuje portrety ludzi, którzy w tych miejscach szukają schronienia — jedni wpadają tam dosłownie na moment, inni zatrzymują się na dłuższy czas, a jeszcze inni zapuszczają tam korzenie na stałe. To właśnie oni, współcześni uciekinierzy od rygorów codzienności i życiowi outsiderzy, stali się centralnymi punktami tych opowiadań. Świadomie zrezygnowali z uczestnictwa w bezwzględnym wyścigu po sukces i nie gonią za konkretnymi celami, a jeśli nawet jakieś posiadają, brak im determinacji do ich urzeczywistnienia. Idealnym podsumowaniem tego stanu permanentnego zawieszenia staje się nazwa knajpy, w której pracuje narrator — Prokrastynacja, będąca prawdziwym sercem tego specyficznego świata.
Muszę Wam wyznać, że ja osobiście uwielbiam spędzać czas w takich miejscach, chłonąć ich atmosferę i beobachten tętniące w nich życie, ale jednocześnie, w trakcie lektury, poczułam ogromną ulgę. I wiecie co, niesamowicie cieszę się, że nie jestem tam stałym bywalcem, a te magiczne miejsca odwiedzam jedynie rekreacyjnie, podczas moich krótszych lub dłuższych pobytów w Krakowie. Bo gdybym wsiąkła w ten świat mocniej, gdybym stała się częścią tego nocnego krajobrazu, chyba mogłabym w końcu boleśnie odczuć, że te spisane przez autora strony są tak naprawdę o mnie. Klęczar posiada niezwykły dar obserwacji, a jego tekst potrafi momentami uderzyć w najczulsze struny ludzkiej psychiki, bezlitośnie obnażając nasze własne lęki przed uciekającym czasem i niespełnieniem.
W tej prozie najbardziej zachwycają mnie jednak te niesamowicie błyskotliwe spostrzeżenia oraz celne, niezwykle plastyczne opisy, od których po prostu trudno się oderwać. Autor pisze z ogromnym dystansem, bawi się humorem, ale jednocześnie przemyca w swoich słowach pewną dozę melancholijnej czułości, która nie pozwala nam oceniać jego bohaterów zbyt surowo. Niemniej zaskakująca i absolutnie urzekająca jest także sama fizyczna forma tej książki, ponieważ została wydana w oryginalnym, kwadratowym formacie, co od razu wyróżnia ją na półce i sprawia, że obcowanie z nią staje się jeszcze przyjemniejsze. Z całego serca polecam Wam tę lekturę, bo ci, którzy takich ludzi dotąd w swoim życiu nie spotkali, koniecznie powinni po nią sięgnąć, by zrozumieć ten fenomen. Zresztą podobnie rzecz ma się z tymi, którzy ludzi przejściowych doskonale znają, bo gwarantuję Wam, że jeszcze nikt dotąd nie pisał o nich w tak genialny, trafiający w samo sedno sposób, jak zrobił to Klęczar w „Wielopole”.
Kiedy analizuję konstrukcję tych opowiadań, uderza mnie, jak sprawnie autor żongluje emocjami czytelnika, nie pozwalając ani na moment na nudę czy monotonię. Każde opowiadanie to osobna miniatura ludzkiego losu, mały dramat rozgrywający się przy stoliku pokrytym plamami po rozlanej kawie i tanim winie. Klęczar nie ocenia swoich bohaterów, nie bawi się w moralizatora, lecz z pozycji bacznego obserwatora i uczestnika tego życia zdaje nam relację z frontu codziennej walki z bezmiarem wolnego czasu. To sprawia, że cała opowieść zyskuje na autentyczności, stając się czymś znacznie więcej niż tylko literacką fikcją.
Sama lektura skłoniła mnie do głębszych refleksji nad tym, jak łatwo w dzisiejszym świecie zgubić własny kompas i poddać się bierności, która z pozoru wydaje się niezwykle pociągająca. Ta książka ma w sobie coś z narkotyku — z jednej strony bawi i relaksuje, z drugiej pozostawia w sercu specyficzny rodzaj niepokoju i tęsknoty za czymś nienazwanym. Myślę, że siła tej pozycji tkwi właśnie w jej uniwersalności, bo choć osadzona w konkretnych krakowskich realiach, dotyka problemów bliskich każdemu wrażliwemu człowiekowi.
Warto też zwrócić uwagę na język, jakim posługuje się autor, który jest niezwykle lekki, a zarazem pełen literackiego kunsztu i dbałości o słowo. Klęczar z wielką swobodą konstruuje dialogi, które brzmią niezwykle naturalnie, jakby były żywcem zdjęte z dyktafonu ukrytego pod kawiarnianym stolikiem. To rzadka umiejętność we współczesnej prozie, gdzie autorzy często popadają w sztuczność lub zbytnią pretensjonalność, próbując na siłę stylizować swoje teksty.
Na koniec dodam tylko, że dla mnie ta pozycja była jedną z najbardziej odświeżających i zaskakujących literackich podróży tego roku, do której z pewnością jeszcze wrócę. Format książki, jej treść oraz unikalny klimat tworzą spójną całość, która zasługuje na stałe miejsce w biblioteczce każdego wymagającego czytelnika. Jeśli szukacie czegoś niebanalnego, co poruszy Waszą wyobraźnię i zostawi z głową pełną myśli, nie zastanawiajcie się ani chwili dłużej.
6/6
Książkowy Zaułek
Wojciech Klęczar Wielopole — http://www.wforma.eu/wielopole.html