Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
copyright © https://sztukater.pl 2025
„Pani Koziołkowa, a nie chciałaby pani sobie mnie wziąć?”, pyta siedmioletnia Renata jedyną w Kobyłce osobę okazującą jej, dziewczynce uważanej za wioskowego głupka, życzliwość. Szaro-bury PRL, zabita deskami wioska, a w niej solidny, państwowy PGR i parę lichych gospodarstw. Chrumkają w nich świnie, muczy krowa w oborze, kury leniwie wydziobują spłachetek trawy na podwórku.
Krajobraz, po którym dzisiaj nie ma już śladu. Cała reszta jednak pozostała. Rodziny, w których rozgrywa się dramat dzieci, ich cichy płacz ginący w przekleństwach dorosłych, od rana upojonych alkoholem, a także obojętność otoczenia, dla którego to, co dzieje się w czterech ścianach domu, tam powinno pozostać.
Renata wie, że wszędzie będzie jej lepiej niż w rodzinie, byle dalej od razów matki i lepkich łap obleśnego dziadka, na którego łasce pozostają, więc ma być dla dziadka „dobra”. Przygarnia ją ulica. Tak również zostaje się bezdomnym, bezdomność jest czasami lepsza niż dom.
Powieść Małgorzaty Gwiazdy-Elmerych boli jak diabli, obijani jesteśmy w trakcie czytania, cierpimy zaś jeszcze długo później. Zwykłe słowa składają się tutaj w proste zdania, mało przymiotników, określników, zupełny brak egzaltacji, ot, relacja z jakiegoś życia, jakich jest więcej, są nieodłącznym elementem układanki zwanej społeczeństwem. Autorka ani razu nie próbuje podkręcać emocji, nawet najbardziej bulwersujące sytuacje przedstawione zostają tonem niemal obojętnym, chłodnym, sprawozdawczym. Wystarczą same fakty, obraz zdarzenia, które się dzieje i wiemy, że powtarza się, nie jest niespodzianką, a rutyną. To dlatego dziewczynka kuli się w sobie, przestaje oddychać, jakby to mogło sprawić, że przestanie być, gryzie palce, by nie krzyczeć. Zbliżający się głos matki, kroki dziadka, oznaczają zagrożenie zamiast bezpieczeństwa. Dziewczynka nie jest narratorką tej opowieści, dociera ona do nas w trzeciej osobie, choć wyczuwamy, że bierze się z wnętrza umysłu Renaty, który w ten sposób stwarza dystans, aby historia w ogóle mogła wybrzmieć. I ten rodzaj ucieczki przed przywoływanymi obrazami doskonale rozumiemy, to mechanizm obronny organizmu przed traumą, której już by nie zniósł. Renata staje więc obok dziewczyny, zwanej Głupkiem, bezimiennej. Toto jest przecież godne jedynie pogardy, gdy tak garbi się i nawet z daleka śmierdzi.
Renacie słowo dom „z niczym się nie kojarzy, nie ma żadnej wartości, żadnego znaczenia”. Już jako nastolatka zamieszkuje na ulicy, to ulica, jej pustostany, poczekalnie dworcowe i opuszczone działki są dla niej domem, zawsze chwilowym, zaś tacy jak ona sama, bezdomni, rodziną.
„Toto” jest przenikliwym i bezlitosnym studium samotności, na którą zostało się skazanym raz na zawsze. Nie zna się po prostu innego życia, nie rozumie się go, nie potrafi wyobrazić i się w nim odnaleźć, chociaż czasem znajduje się odwagę, by spróbować. Nie pamiętam, bym w ostatnim czasie czytała książkę bardziej rozrywającą serce, budzącą zrazu gwałtowny sprzeciw, gniew, później zaś coraz głębsze zrozumienie, a w jego wyniku niechętną akceptację losu bohaterki, który po prostu nie mógł potoczyć się inaczej.
To lektura, po której długo dochodzi się do siebie, która pozostawia nas w pomieszaniu, z ogromem pytań i wściekle bijącym sercem. Nie sposób bowiem przyjąć, że los ciężko skrzywdzonego dziecka został już raz na zawsze zdeterminowany, że nie ma szans na dobrą puentę, gdyż takie dziecko nigdy już nikomu nie zaufa. Nawet sobie.
Jest jeszcze zagadnienie, które nie daje mi spokoju. Jak się ma świadomy wybór bezdomności do poczucia wolności, którym się go tutaj niekiedy tłumaczy. Nie skleja mi się to ani trochę, niniejsza opowieść też nie potwierdza tej tezy, wyraźnie pokazując całe mnóstwo zależności, w jakie bezdomny jest uwikłany, choćby wcale tego nie chciał. Czyżby kolejny mechanizm ucieczki w racjonalizację sytuacji bez wyjścia?
„Toto” rozrysowuje przed nami czytelną i przerażającą mapę bezdomności, schemat, który niczym plan architektoniczny rozgałęzia się w rozmaitych kierunkach. Od szeregu przyczyn biegną linie kolejnych wariantów życia, w ich centrum zaś mamy zawiadowcę tej rozrządowej stacji — przypadek. Każdy z bohaterów niesie w sobie osobną historię, a ta wystarczyłaby na pojedynczą książkę, gdyby bliżej jej się przyjrzeć, a nawet na solidny dramat społeczno- obyczajowy. Starsza, nikomu już niepotrzebna matka, zdradzany i oszukiwany mąż, narkoman, alkoholik, czy jak Renata, człowiek od zawsze nie mający się gdzie podziać. Wszyscy samotni, wyrzuceni poza społeczeństwo, na śmietnik, pogardzani, godni może litości, ale już nie uwagi. Niewidzialni, omijani wzrokiem, zbędni. A jednak przecież ludzie. Czyż nie? Choć sami mówią o sobie menelstwo, dziadostwo. Nie lituje się nad nimi autorka, my też nie powinniśmy, nie litości im potrzeba, ale sprawnego systemu państwa. To społeczeństwo i instytucje państwowe zawiodły malutką Renatę: szkoła, policja, lekarze, sąsiedzi... Czemu pośród przykazań zabrakło tak ważnego, jak „nie odwracaj wzroku”.
Autorka wrzuca nas w środowisko ulicy, między ludzi żebrzących na dworcach i pod kościołami, śpiących w bramach albo porzuconych wagonach. Pijanych, agresywnych, choć w pijackim widzie często żałośnie przeklinających po prostu życie. Są pośród nich wykorzystywani i cynicznie wykorzystujący, królowie rewirów i ich podwładni, nikt się z nikim nie patyczkuje, bo też i delikatność to rzecz podejrzana, z reguły stoi za nią podstęp.
Bardzo realistyczna to opowieść, na miarę reportażu, konkretna, skondensowana tak bardzo, że nie da się jej czytać jednym ciągiem. Język ulicy jest brutalny, bohaterowie „Toto” też tacy są, inaczej nie pożyliby długo. Sojusze zawiera się na chwilę, w miarę potrzeby. Każdy liczy na siebie. Trudno się o tym czyta. Autorka niczym wytrawny psycholog nakreśliła portrety bohaterów, są do głębi prawdziwi, jakby kompletnie przed nami obnażeni i bezbronni. Jest nam niezręcznie tak bez pardonu zaglądać w ich życie, trzepiemy się po łapach za to podglądactwo, za bycie świadkami ich upokorzeń, upodlenia, nade wszystko zaś zrezygnowanej zgody na ten los, który przyjmują i dźwigają, gdyż wiedzą, że jest ich własny, przypisany im do samej śmierci, podobnej do jednej z tych, jakie obserwują na ulicy. Wiedzą, że nikt za nimi nie zapłacze.
6/6
Doris
Małgorzata Gwiazda-Elmerych Toto — http://www.wforma.eu/toto.html