Książki z 2021

Andrzej Ballo Albowiem

Alina Biernacka Kiedyś, jednak. Wiersze wybrane (1977-2020)

Maria Bigoszewska Złodziejska kieszeń

Jarosław Błahy Zaklęty w szerszenim gnieździe

Nicolas Bouvier Na zewnątrz i wewnątrz

Roman Chojnacki Pasterz słoneczników

Roman Ciepliński Życie zastępcze

Wojciech Czaplewski Książeczka wyjścia

Marek Czuku Róbta, co chceta

Adrian Gleń M [małe prozy]

Małgorzata Gwiazda-Elmerych Zapojutrze

Tomasz Hrynacz Emotywny zip

Tomasz Hrynacz Pies gończy

Jarosław Jakubowski Bardzo długa zima

Jarosław Jakubowski Ciemna Dolina

Lech M. Jakób Ćwiczenia z nieobecności

Zbigniew Kosiorowski Zapodziani

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito

Bogusława Latawiec Nieoznakowany szlak

Ryszard Lenc W cieniu Golgoty

Artur Daniel Liskowacki Cukiernica pani Kirsch (wydanie 2)

Artur Daniel Liskowacki Eine kleine (wydanie 4)

Artur Daniel Liskowacki, Bogdan Twardochleb Przybysze i przestrzenie. Szkice o pisarzach szczecińskich

Joanna Matlachowska-Pala Bezpowrotne

Piotr Michałowski Dzień jest wierszem, świat kolorem

Dariusz Muszer Dzieci krótszej nogi Syzyfa

Marek Pacukiewicz Wieki średnie

Małgorzata Południak Podróżowanie w przestrzeni

Karol Samsel Autodafe 4

Grzegorz Strumyk Wyjście

Michał Trusewicz Przednówki
 

"Osiedlowy Panoptikon", http://www.szczecinczyta.pl, 23.02.2016

copyright © http://www.szczecinczyta.pl 2016

Panoptikon to nazwa więzienia, które wymyślił, zaprojektował i opisał angielski filozof Jeremy Bentham w XVIII wieku. W Panoptikonie jeden strażnik, niewidoczny i ukryty w ciemnym lochu może pilnować wielu więźniów. Obiekt nigdy nie powstał, choć niektóre współczesne więzienia wzorowane są na jego kształcie. Mocno zakorzeniła się jednak idea panoptyzmu, którą rozwinął inny filozof – Michel Foucault. Według niego to widoczność stanowi zasadzkę dla współczesnego człowieka, ponieważ władza i jego instytucje prowadzą ciągły nadzór nad życiem każdej jednostki i wszyscy są powiązani przez dozór, na który bardzo często sami pozwalają. Kamery monitoringu, bramy, kody, karty wstępu, służby ochrony, osiedla zamknięte, życie w enklawach ściśle odgrodzonych od reszty miasta oraz społeczeństwa, które utożsamiane jest z hordami barbarzyńców atakujących imperium rzymskie. Życie w gettach XXI wieku to współczesna forma osiemnastowiecznego Panoptikonu, do którego trafiamy na własne życzenie, w poszukiwaniu bezpieczeństwa, komfortu i wyjątkowości. Opowieść o specjalnej strefie wydzielonej z przestrzeni publicznej i ustawicznie kontrolowanej proponuje Jarosław Maślanek w książce „Ferma ciał”.

Oto piękne i nowoczesne osiedle, estetyczne i zadbane żyje i czuje. Lubi odpowiednią pogodę, przypatruje się mieszkańcom, denerwuje się nadgorliwością osiedlowej obsługi, jest zmęczone i złe. Ale ludzie tkwiący w klatkach – mieszkaniach rozmieszczonych na trzech kondygnacjach współczesnego bastionu pod kloszem, o tym nie wiedzą. Oni są wybrańcami. Zamieszkali w miejscu, które obiecywało naturalne poczucie wspólnoty za niemałą cenę, wrażenie uprzywilejowania i wyjątkowości. Czy na pewno?

Autor oprowadza nas po osiedlu, chodzimy po drobiazgowo uprzątniętych chodnikach, schludnie utrzymanych trawnikach, zaglądamy do podziemnych garaży i miejsc przeznaczonych tylko dla osób uprawnionych. Wraz z nami poruszają się mieszkańcy, omijają kałuże, czasem utkną w śnieżnej zaspie lub windzie. Są jak więźniowie chodzący po więziennym spacerniaku, jak mrówki w swoim mrowisku. Pracowicie zmagają się z codziennością, manewrują samochodami pośród zapór i szlabanów, unikają spojrzeń, ale ukradkiem obserwują innych. Jak kobieta w szlafroku, która codziennie i o każdej porze roku wypala papierosy stojąc na balkonie, drżąca o swoje dziecko i przerażona przyszłością, bo jej mąż właśnie stracił intratną posadę w banku. Jak mężczyzna, który wygląda przez okno trzymając kubek z kawą i opisujący swoje życie na nowo, bo jego matka umarła i nigdy go nie kochała. Jak pięćdziesięciolatek, który w samochodzie na parkingu wypija kolejną puszkę piwa i nie widzi przed sobą przyszłości, bo wszystko co miał, oddał córce w zamian za mieszkanie w apartamencie. Jak jego żona, która zmaga się z chorobą i chciałaby jeszcze raz w życiu coś poczuć. Wśród tych sfrustrowanych, smutnych i bardzo nieszczęśliwych ludzi przemyka kulawy ochroniarz, zgorzkniały i zawiedziony swoim życiem, prowadzi codzienny monolog pełen przekleństw, inwektyw i oskarżeń wobec mieszkańców osiedla i całego świata.

„Ferma ciał” to opowieść o bezsensie codzienności, beznadziei zaklętej w osiedlowym kręgu, o straconych złudzeniach ludzkich marionetek. „Wszystko już było, nic już nie będzie” mówi jedna z bohaterek, może przeczuwa, że tak naprawdę żyjąc dawno już jest martwa?

Jarosław Maślanek ukazał codzienne rytuały obcych sobie ludzi, uporządkował ich życie według schematu zgodnego z poszczególnymi piętrami osiedla i wyznaczył im rytm następujących po sobie pór roku. Rzeczywistość możemy odbierać z różnych punktów widzenia, zawsze tych samych osób. Teoretycznie wiemy czego się spodziewać, gdy w tym samym miejscu i o tej samej porze przyglądamy się znanej nam już sytuacji. To jednak tylko pozory. Za każdym razem odkrywamy mroczne tajemnice ludzi, ich słabości, destrukcyjną moc, której nikt by się po nich nie spodziewał. Czy to osiedle tak na nich działa? Marzą o rodzinie, domu, miłości. Dostają złudne poczucie komfortu i bezpieczeństwa, siedząc w minimalistycznie urządzonych wnętrzach, skąpani w blasku zimnego światła halogenów. Wciąż się od siebie oddalają, odgradzają, nie wiedzą nic o sobie. Mogą wsłuchiwać się w odgłosy dochodzące zza ściany, bulgot wody w rurach, ale boją się powiedzieć sobie coś więcej niż kurtuazyjne i mechanicznie wypowiadane „dzień dobry”.

Poza konstrukcją opartą o trzy kondygnacje i cykl zmieniających się pór roku powieść niesie z sobą również specyficzny język. Niemal każda czynność, minuta z życia bohaterów ukazywane są drobiazgowo, trochę jak w scenariuszu do filmu. Prawdopodobnie na podstawie książki mógłby powstać film, nieco mroczny i przesycony obłędem, tym bardziej że zakończenie powieści autor wymyślił sobie, można rzec, wybuchowe. Samo w sobie odstaje ono nieco od atmosfery niedomówień jakimi wypełniona jest „Ferma ciał”, ale być może tak ma być. Może jedyną nadzieją dla zachowania człowieczeństwa jest zburzenie i zbudowanie więzi na nowo. Tę nadzieję, choć bardzo nikłą, wnosi bohaterka apartamentu z parteru. Ona żyje po swojemu, wnosi powiew świeżości i intryguje zachowaniem, które pozbawione jest wszelkich zahamowań.

A osiedle? Ono na koniec również znajduje swoją drogę. I wreszcie czuje się wolne.

„Ferma ciał” jest powieścią niezbyt obszerną, ale mieści w sobie wiele prawd o kondycji współczesnego społeczeństwa, które często samo już nie wie przed kim i dlaczego wiecznie się odgradza. Nie jest to lektura łatwa, miejscami porażająco smutna i depresyjna, ale na pewno skłania do refleksji. Dla czytelników, którzy poszukują literackich wyzwań.
Beata Wasilewska


Jarosław Maślanek Ferma ciałhttp://www.wforma.eu/ferma-cial.html