copyright © https://sztukater.pl 2026
Są takie zbiorki, dla których warto sięgać do nieodkrytych jeszcze nazwisk i zakątków księgarni. „Królestwa” Gustawa Rojmusa są dokładnie takim zbiorem. Od pierwotnych, nordyckich ludów, przez średnioweieczno-magiczne ostępy, aż po same gwiazdy, ubrane w przepyszną parodię. To bardzo dobry przykład możliwości Autora i mam nadzieję, że zobaczymy ich jeszcze więcej. Ale do samych „Królestw” wracając...
Zbiór otwiera „Hagal”, czyli historia Sørena Kierkegaarda — studenta prawa w Kopenhadze, który cierpli na bliżej nieokreśloną przypadłość. Każdy w jego rodzinie odchodzi przed 33 rokiem życia.
Kosmiczna czerń pożerająca gwiazdy, oto jaki obraz miało bóstwo, do którego nie chciał się modlić.
Opowieść o Sørenie to właściwie dwa w jednym gdyż znaczna część tekstu poświęcona jest opowieści jego ojca. Przenosimy się w niej do czasów dawnych ludów wypatrujących postaci Odyna pośród zgliszczy bitew i starających się przeżyć w co raz bardziej chrystianizującym się świecie. Tekst — podobnie jak kolejne — jest mocny, dziwny i zadaje więcej pytań niż pozostawia odpowiedzi. Choć dla samego klimatu działa to zdecydowanie na plus.
Bóg tak szalenie racjonalny, że aż martwy, pozbawiony wszelkiej tajemnicy, skrojony duchowo pod żądania teologów, a psychologicznie pod pospólstwo.
„Mistrz” natomiast to bardzo ciekawa wariacja na temat... właściwie ciężko powiedzieć czego. Jest w tym sporo z wampira, a niejeden pastor zapewne wskazałby wręcz na samego diabła. Ostatecznie można uznać tę postać, będącą główną osią fabuły samego opowiadania, za coś pomiędzy wskazanymi, poszerzoną dodatkowo o coś trudnego do sprecyzowania i wymykającego się klasycznym ramom nazw i schematów. Widać tu jednak wiele spójnego z pozostałymi opowiadaniami zbioru — postać diabła, choć pod bardziej karykaturalną postacią, obecna będzie również w „Przyjdź, Królestwo”, a dziwna magiczność krainy, wraz z pokręconymi prawami jakimi się mianuje, przywołuje na myśl historię opisaną w „Ostoi”. A skoro już o tym tekście mowa...
Ostoja to wieś, która — jak pragnę szczerze wierzyć — gdzieś tam istnieje. Być może w nieco bardziej przyziemnej formie, choć równie dobrze może ona stanowić swój obraz w takiej właśnie postaci, jaką opisał Gustaw Rojmus. W Ostoi żyją fauny, o drzewa ocierają się demony, a ludzie popadają w letarg — wszystko to przecież doskonale pamiętamy z młodzieńczych, wakacyjnych wyjazdów.
To wtedy, spoglądając w te olbrzymie, namiętne usta, w ich czarną otchłań wypełnioną próchnem zębów oraz oblepiony treścią gleby język, po raz pierwszy odczułem pożądanie.
Nad samą Ostoją pieczę sprawują Matki — również pojawiające się w innym tekście tegoż zbiorku. Kobiety są ideą, prawem i ostatecznym końcem mieszkańców wsi. Jednocześnie administrują przestrzenią daleko odbiegającą od „publicznej” i trzymają podejrzliwych obcych z dala od mieszkańców. „Ostoja”, tym razem w rozumieniu samego tekstu, jest czysto melancholijną eskapadą. To spacer po tym co wielu z nas nosi w sercu, toteż za samo serce nie raz nas schwyci.
Chłopiec uwielbiał grać w nogę, a prócz tego włóczyć się po naszym zapuszczonym parku, gdzie podglądaliśmy w letnie poranki sarny, sami będąc podglądanymi przez nieme sylwetki demonów.
„Przyjdź, Królestwo” to najbardziej nieoczywiste opowiadanie, podobnie jak pozostałe, nosząc znamiona czystego i pięknego weird fiction. Dziwny krzyżowiec budzi się w jeszcze dziwniejszym świecie. Zabija, ratuje i szuka celu swej podróży, jakiego dopatruje się w grobie Pańskim. Zdecydowanie jest to opowieść, która najmocniej wryła mi się w pamięć i do której jeszcze kiedyś będę chciał powrócić. Po prostu świetny tekst.
Zbiorek wieńczy pewna parodia — tu nie zdradzę więcej. Jest zarówno dziwnie i ciekawie, ale chyba się powtarzam... Znajdźcie ten zbiór i zmierzcie się z nim sami, zapewniam, że warto.
5/6
Velocireader
Gustaw Rajmus Królestwa — http://www.wforma.eu/krolestwa.html