nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

Krzysztof Wacławiec W Pasie Oriona

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

"Królestwa", https://sztukater.pl, 05.05.2026

copyright © https://sztukater.pl 2026


Są takie zbiorki, dla których warto sięgać do nieodkrytych jeszcze nazwisk i zakątków księgarni. „Królestwa” Gustawa Rojmusa są dokładnie takim zbiorem. Od pierwotnych, nordyckich ludów, przez średnioweieczno-magiczne ostępy, aż po same gwiazdy, ubrane w przepyszną parodię. To bardzo dobry przykład możliwości Autora i mam nadzieję, że zobaczymy ich jeszcze więcej. Ale do samych „Królestw” wracając...

Zbiór otwiera „Hagal”, czyli historia Sørena Kierkegaarda — studenta prawa w Kopenhadze, który cierpli na bliżej nieokreśloną przypadłość. Każdy w jego rodzinie odchodzi przed 33 rokiem życia.

Kosmiczna czerń pożerająca gwiazdy, oto jaki obraz miało bóstwo, do którego nie chciał się modlić.

Opowieść o Sørenie to właściwie dwa w jednym gdyż znaczna część tekstu poświęcona jest opowieści jego ojca. Przenosimy się w niej do czasów dawnych ludów wypatrujących postaci Odyna pośród zgliszczy bitew i starających się przeżyć w co raz bardziej chrystianizującym się świecie. Tekst — podobnie jak kolejne — jest mocny, dziwny i zadaje więcej pytań niż pozostawia odpowiedzi. Choć dla samego klimatu działa to zdecydowanie na plus.

Bóg tak szalenie racjonalny, że aż martwy, pozbawiony wszelkiej tajemnicy, skrojony duchowo pod żądania teologów, a psychologicznie pod pospólstwo.

„Mistrz” natomiast to bardzo ciekawa wariacja na temat... właściwie ciężko powiedzieć czego. Jest w tym sporo z wampira, a niejeden pastor zapewne wskazałby wręcz na samego diabła. Ostatecznie można uznać tę postać, będącą główną osią fabuły samego opowiadania, za coś pomiędzy wskazanymi, poszerzoną dodatkowo o coś trudnego do sprecyzowania i wymykającego się klasycznym ramom nazw i schematów. Widać tu jednak wiele spójnego z pozostałymi opowiadaniami zbioru — postać diabła, choć pod bardziej karykaturalną postacią, obecna będzie również w „Przyjdź, Królestwo”, a dziwna magiczność krainy, wraz z pokręconymi prawami jakimi się mianuje, przywołuje na myśl historię opisaną w „Ostoi”. A skoro już o tym tekście mowa...

Ostoja to wieś, która — jak pragnę szczerze wierzyć — gdzieś tam istnieje. Być może w nieco bardziej przyziemnej formie, choć równie dobrze może ona stanowić swój obraz w takiej właśnie postaci, jaką opisał Gustaw Rojmus. W Ostoi żyją fauny, o drzewa ocierają się demony, a ludzie popadają w letarg — wszystko to przecież doskonale pamiętamy z młodzieńczych, wakacyjnych wyjazdów.

To wtedy, spoglądając w te olbrzymie, namiętne usta, w ich czarną otchłań wypełnioną próchnem zębów oraz oblepiony treścią gleby język, po raz pierwszy odczułem pożądanie.

Nad samą Ostoją pieczę sprawują Matki — również pojawiające się w innym tekście tegoż zbiorku. Kobiety są ideą, prawem i ostatecznym końcem mieszkańców wsi. Jednocześnie administrują przestrzenią daleko odbiegającą od „publicznej” i trzymają podejrzliwych obcych z dala od mieszkańców. „Ostoja”, tym razem w rozumieniu samego tekstu, jest czysto melancholijną eskapadą. To spacer po tym co wielu z nas nosi w sercu, toteż za samo serce nie raz nas schwyci.

Chłopiec uwielbiał grać w nogę, a prócz tego włóczyć się po naszym zapuszczonym parku, gdzie podglądaliśmy w letnie poranki sarny, sami będąc podglądanymi przez nieme sylwetki demonów.

„Przyjdź, Królestwo” to najbardziej nieoczywiste opowiadanie, podobnie jak pozostałe, nosząc znamiona czystego i pięknego weird fiction. Dziwny krzyżowiec budzi się w jeszcze dziwniejszym świecie. Zabija, ratuje i szuka celu swej podróży, jakiego dopatruje się w grobie Pańskim. Zdecydowanie jest to opowieść, która najmocniej wryła mi się w pamięć i do której jeszcze kiedyś będę chciał powrócić. Po prostu świetny tekst.

Zbiorek wieńczy pewna parodia — tu nie zdradzę więcej. Jest zarówno dziwnie i ciekawie, ale chyba się powtarzam... Znajdźcie ten zbiór i zmierzcie się z nim sami, zapewniam, że warto.
5/6
Velocireader


Gustaw Rajmus Królestwahttp://www.wforma.eu/krolestwa.html