Książki z 2021

Andrzej Ballo Albowiem

Alina Biernacka Kiedyś, jednak. Wiersze wybrane (1977-2020)

Maria Bigoszewska Złodziejska kieszeń

Jarosław Błahy Zaklęty w szerszenim gnieździe

Nicolas Bouvier Na zewnątrz i wewnątrz

Roman Chojnacki Pasterz słoneczników

Roman Ciepliński Życie zastępcze

Wojciech Czaplewski Książeczka wyjścia

Marek Czuku Róbta, co chceta

Adrian Gleń M [małe prozy]

Małgorzata Gwiazda-Elmerych Zapojutrze

Tomasz Hrynacz Emotywny zip

Tomasz Hrynacz Pies gończy

Jarosław Jakubowski Bardzo długa zima

Jarosław Jakubowski Ciemna Dolina

Lech M. Jakób Ćwiczenia z nieobecności

Zbigniew Kosiorowski Zapodziani

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito

Bogusława Latawiec Nieoznakowany szlak

Ryszard Lenc W cieniu Golgoty

Artur Daniel Liskowacki Cukiernica pani Kirsch (wydanie 2)

Artur Daniel Liskowacki Eine kleine (wydanie 4)

Artur Daniel Liskowacki, Bogdan Twardochleb Przybysze i przestrzenie. Szkice o pisarzach szczecińskich

Joanna Matlachowska-Pala Bezpowrotne

Piotr Michałowski Dzień jest wierszem, świat kolorem

Dariusz Muszer Dzieci krótszej nogi Syzyfa

Marek Pacukiewicz Wieki średnie

Małgorzata Południak Podróżowanie w przestrzeni

Karol Samsel Autodafe 4

Grzegorz Strumyk Wyjście

Michał Trusewicz Przednówki
 

"Kino moralnego niepokoju", https://czytanieisluchanie.blogspot.com, 31.07.2018

copyright © https://czytanieisluchanie.blogspot.com 2018

„(...)4
Stoi kolejka po sobotnie gazety
nie za rano nie za późno –
jeszcze się po śnie przeciąga
zbiorowe ciało osiedla,
a już rozkosznie drętwieje
przed dotknięciem końca świata,
ostatnich wiadomości”.
Piotr Matywiecki

Często zarzucam sobie, wyrzucam z siebie strumienie niezadowolenia i gniewu. Wściekłość przed lustrem. Mam żal o zły dobór czasu. Klnę i drę się, że nie zrobiłem „tego-tamtego” wcześniej, we właściwym momencie. Ten skowyt jest słyszalny. Sandra też syczy i wygłusza mnie swoim rozsądkiem: „Ważne, że to w ogóle zrobiłeś”.
Piszę znowu „ja” – „o sobie”, bo moje rozrośnięte EGO cierpi. Mam żal do siebie i świata, że „Ferma ciał” trafiła do mnie dopiero teraz, trzy lata od premiery. Bo książka ta, to znakomita literatura piękna. To literacki zapis EKG ludzkiego nieradzenia sobie z „darem życia”.

(Ostatnio, też dawno po premierze, przeczytałem „Miłość” Ignacego Karpowicza. Książka słaba, zła. Zamierzony grafomański burdel mnie nie przekonał wcale, w ogóle. Pisanina podobała się niektórym, bo wiadomo... Karpowicz. Bzdura! Ferma ciał mogłaby spokojnie być promowana pod tytułem MIŁOŚĆ. To jest – jest powieść o uwielbieniu, zatraceniu. Kurwa, o miłości jest) .

Blurb z ostatniej strony, podpisany przez Macieja Roberta, nawiązuje do celuloidowej przypowieści. Autor głosi: „Świetna rzecz, bardzo filmowa”. Zaraz potem przywołuje i powołuje się na wizje Romana Polańskiego. Nie dyskutuję. Widzę to po prostu to inaczej. Ferma ciał, to nie jest scenariusz. To wyśmienity scenopis. Gotowiec.

(Gdyby Kieślowski żył, to wiedziałby kogo wykorzystać intelektualnie. Jarosław Maślanek, tak tylko on (!). Pieprzone, zmanierowane kino moralnego niepokoju w odświeżonej, czystej formie. „Amator” ze scenariuszem i w reżyserii mistrza K.K. Z doskonałą kreacją Jerzego Stuhra i jego wkładem w dialogi. Gdy „przeżywałem” „Fermę ciał”, to miałem kadry przed sobą, ten sam sposób narracji. Ten sam punkt obserwacyjny. Tu i tam, zaczątki „Dekalogu”) .

II piętro – Monolog z trupem w tle.
Jeden z najlepszych tekstów o miłości jaki mnie trafił jak obuch siekiery. Jarosławie, imienniku – płakałem. Jarosławie, pisarzu – gdy rankiem piłem kawę (jedną, drugą, trzecią) wciąż nie mogłem się uwolnić od obrazów tej rozmowy, tego monologu. Potem i ja gadałem z martwym ciałem Bożeny, matki mojej.

Z tej prozy „wyrastają skrzydła” (David Vann, „Legenda o samobójstwie”). Z tej prozy zostają zgliszcza. „A jeżeli sprawy nie ułożą się tak, jak ociec twierdził, że się ułożą? Co wtedy?” (znowu za Vannem).

Poprosiłem Cię mój Drogi Pisarzu, autorze, byś nadesłał mi swoje książki. Tak się stało. „Góra miłości” stoi na półce. „Ferma ciał” siedzi we mnie.

Głowiłem się, by określić, dookreślić formułkami to pisanie. Wpadło – wypadło – dopadło mi, mnie z (tyłu) głowy: nouveau roman (nowa powieść). Rzecz sformułowana i nazwana przed laty, ale dawno nie trafiłem, natrafiłem na tak bezwzględne wypełnienie tej literackiej pieczęci.

„(...)3
Mężczyzna wcisnął się między podwójne ogrodzenie.
Przyparty plecami do siatki drucianej a brzuchem do żywopłotu,
sekatorem obcina gałązki.
Tu blisko starzec brodzi w zielskach,
szuka niedopałka. Zapala, smakuje.
Kładzie się z ręką pod policzkiem, słońce go usypia”.
Piotr Matywiecki

W oparach pary, dymu, wilgoci ścian i policzków, kropli krwi. W wy-obco-waniu, w wy-klucze-niu.
Forma dzisiejszej recenzji jest inna. Z rozmysłem – w bałaganie życia – zabawiłem się kompozycją, bo co jak co – z taką prozą trzeba obchodzić się inaczej. Zasługuje (po stokroć) na narkotyczne esy-floresy. Zasługuje, by nazwać ją niezrównaną i mądrą.
A „w domach z betonu nie ma wolnej miłości”.
Jarek Holden


Jarosław Maślanek Ferma ciałhttp://www.wforma.eu/ferma-cial.html