Książki z 2021

Andrzej Ballo Albowiem

Alina Biernacka Kiedyś, jednak. Wiersze wybrane (1977-2020)

Maria Bigoszewska Złodziejska kieszeń

Jarosław Błahy Zaklęty w szerszenim gnieździe

Nicolas Bouvier Na zewnątrz i wewnątrz

Roman Chojnacki Pasterz słoneczników

Roman Ciepliński Życie zastępcze

Wojciech Czaplewski Książeczka wyjścia

Marek Czuku Róbta, co chceta

Adrian Gleń M [małe prozy]

Małgorzata Gwiazda-Elmerych Zapojutrze

Tomasz Hrynacz Emotywny zip

Tomasz Hrynacz Pies gończy

Jarosław Jakubowski Bardzo długa zima

Jarosław Jakubowski Ciemna Dolina

Lech M. Jakób Ćwiczenia z nieobecności

Zbigniew Kosiorowski Zapodziani

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito

Bogusława Latawiec Nieoznakowany szlak

Ryszard Lenc W cieniu Golgoty

Artur Daniel Liskowacki Cukiernica pani Kirsch (wydanie 2)

Artur Daniel Liskowacki Eine kleine (wydanie 4)

Artur Daniel Liskowacki, Bogdan Twardochleb Przybysze i przestrzenie. Szkice o pisarzach szczecińskich

Joanna Matlachowska-Pala Bezpowrotne

Piotr Michałowski Dzień jest wierszem, świat kolorem

Dariusz Muszer Dzieci krótszej nogi Syzyfa

Marek Pacukiewicz Wieki średnie

Małgorzata Południak Podróżowanie w przestrzeni

Karol Samsel Autodafe 4

Grzegorz Strumyk Wyjście

Michał Trusewicz Przednówki
 

PONIEWCZASIE. Zelenay Tadeusz

2015-12-20 14:21

ZELENAY TADEUSZ (1913-1961). Z wiersza „Księżyc wschodzi” (dedykowanego Iwaszkiewiczowi) wybieram wspaniałomyślnie dwie zwrotki. Więcej nie umiem:

Oczy w niebo i w wieczór krążący nad stawem
Wbij miłośnie. Znasz żółto kwitnące kasztany.
Oczerety coś szepcą złociste w poranek,
Wieczorem mierzą chwile tęsknoty – żurawie. (...)

Jabłonie gubią płatki w srebrzystej poświacie,
Wierzbowe dumy gwarzą na fal skrzepłym złocie,
Wiersz o bzach, oczeretach, żurawiach, tęsknocie
Księżyc biały wymarza. Księżyc wschodzi nocą.

W debiutanckich utworach Tadeusza Zelenaya nie brakuje kwiatów, liści, świerszczy i motyli („Motyl lecąc nad cichą ulicą / Jest przedziwnie smutną tajemnicą”). Nie brakuje również mgieł i „pajęczynnych godzin”, nie wspominając o księżycu:

Wyszłaś z mgieł roztańczonych nad wieczorną rzeką,
Byłaś całą noc ze mną, srebrna od księżyca,
W nasz ból niedopatrzenia nów ciszą się wtajemniczał,
W żal, że jesteśmy tak blisko, a tak okrutnie daleko.

Podkreślam „ból niedopatrzenia”, malwy natomiast możemy sobie odpuścić („Malwy rośne się pławią w oszalałym ogrodzie”).

Tadeusz Zelenay: „Jesień sentymentalna”. Nakładem Księgarni F. Hoesicka, Warszawa 1937, s. 42

[4 XI 2015]
© Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki