GROMULSCY. Transport słonimski z 10 lutego 1940 roku. Odchoruję relację Tadeusza Sosińskiego („Wspomnienia”), relację tu i ówdzie chaotyczną, ale to nie stanowi problemu. Zaglądam do rozdziału pod tytułem „Na zagładę”, dawno już przestałem się dziwić podobnym tytułom, akceptuję ich dramatyzm: „W naszym wagonie jedynie rodzina p. Gromulskich pochodziła z Kostrowicz. Pozostali pochodzili z Jarniewa. Między innymi jechaliśmy z rodziną pp. Urbasiów, wśród których był Franek Szczupak, pasierb p. Urbasia, oraz ich córka Marysia, moja rówieśnica. Nazwisk pozostałych współtowarzyszy niedoli nie pamiętam. Dopiero będąc w wagonie i obserwując, co działo się wokół rampy, uzmysłowiliśmy sobie zasięg akcji deportacyjnej. Deportowani zostali wszyscy osadnicy i służba leśna. (...) Gajowych i leśniczych deportowano widocznie dlatego, aby nie mogli być przewodnikami oddziałów partyzanckich, jakie mogłyby powstać w terminie późniejszym. Pamiętali lekcję z powstania styczniowego (...). W jednym dniu oczyścili sobie teren z ludzi, którzy mogli im zagrażać. Przy okazji dokonali zemsty za poniesioną porażkę w wojnie w 1920 r.”.
Przede mną lektura rozdziału „Katorżnicze życie”, major Tadeusz Sosiński (1922-2003) podał adres naszych zesłańców: „Wołogodska obłaść / Ledenskij rejon / (nazwę zmieniono później na Babuszkino) / Ługodskij lesopunkt / posiołek Swietłoje” (Świetłoje).
I kolejny fragment, o który zadbałem: „W takich to warunkach mieli żyć skazani na zagładę. (...) Na drugi dzień po przyjeździe, część rodzin skazanych powieziono dalej do podobozów Pieredwiżnoje i Wierchnia Strojka. Znajdowały się one w głębi tajgi”.
Nie znam wspomnień sybirackich Jana Proroka („Skazani na zagładę”), zauważmy, że u Proroka i Sosińskiego występują wspólne miejsca.
[24 XI 2025]
© Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki