Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
8 września 2016, 3
Lubię ten zapach buczyny i iglaków. Ostre podejście pod Wysoką. Viola dzielna. Patrzymy się na zamglone Tatry, bliższe Trzy Korony. Kanapka, fotka, łyk wody i w dół. Ponad 3 godziny do Palenicy. Duszno i skwarno. Po drodze budki baców zachęcają do wstąpienia na oscypek.
Kulawy tryk podniósł się na mój widok. Rogi zakręcone jak włoskie lody, między tylnymi girami majtają mu olbrzymie jaja. Po chwili kładzie się. Droga do Palenicy przez Szafranówkę i kilka pomniejszych szczytów przyjemna, sinusoidalna, widokowa. W dole gdzieniegdzie bacówki i wioski. Przejrzystość nieba po którym idzie samolot. Na Palenicy w schronisku coś na głodny ząb. Patrzymy jedząc i pijąc na góry. Niżej na leżakach porozkładani opalający się. Najczęściej tłuści, smaczni, dobrze odżywieni, niebiedni, z przedmiotami w ręku. No i muzyka. Połączenie taniej góralszczyzny z disco-polo. Rzewne i głupiutkie teksty z mechaniczną robotą dają efekt małego idiotyzmu, który idzie w góry, do św. Kingi. A ona co na to?
Kupujemy bilety na kolejkę. Violi nogi zmordowane i nie chcą chodzić w dół. Kolejką w dół. Wysokości znane mi z nart. Szczawnica w dole szumi życiem. Wysiadamy. Kuśtykamy z Violą do hotelu. Po drodze drobne zakupy. W hotelu ruszamy dla kuracji do basenu. Spotykamy jakiegoś zagubionego brydżystę z innego ośrodka. Partner do brydża mu nie dojechał, więc w turnieju nie może brać udziału. Smętnie pływa, klnąc na chlor. Po pół godzinie jeszcze bardziej zmęczeni wychodzimy, kłapiąc do numeru. Viola drzemie, ja dziennikuję. O 7 w dół na kolację. Łazimy od punktu do punktu i nic. Po dobrej godzinie kupujemy coś na kolację i do numeru. Ledwie nam starcza sił na drapanie się w górę po raz kolejny. Ja w sen.
© Maciej Wróblewski