Tramwajem do końca dojechałem do początku i końca, jeszcze tam nie byłem, w wagonach odstawionych na boczne tory ptaki pozakładały gniazda, niezliczone gniazda, koniec jazdy, poszedłem na cmentarz na grób trojga w jednym, kolonie pomarańczowo-czerwonych robaków wygrzewały się na deskach grobu, rozsiały się wysokie rośliny wkroczyłem i zacząłem niszczyć, takie wyobrażenie Boga, jeszcze przed moim odejściem kolonie robaków zebrały się na nowo, rośliny wrócą tylko chwilę później, to ich teren. Mój teren to czacha. Wrócę i odnajdę komedię.
© Grzegorz Strumyk