Warsztatów malarskich z dziećmi na razie koniec, to była runda wiosenna, energii starcza mi na godzinę, zawsze jestem po stronie tych wszystkich nieprzewidywalnych ruchów, głosów, układających się w obrazki niebieskich drzew, żółto-fioletowych ptaków, zawsze w rozmowę, że czerni nie używamy, znajdzie się jedno dziecko, z którym dłużej rozmawiam, jest ciekawe mnie, jak ja jego, to wszystko, później idę ulicą zataczającymi się ruchami, na rynku znajomi z widzenia mówią do siebie, ona powie i odwróci się do niego tak wolno, że jego już nie ma, mówi w przestrzeń, lubię te pary o zwolnionych ruchach, zwolnionych z wszystkiego, żyjących z jednym celem, lubię je z daleka, widzę możliwości wyjścia z ról, i skazania się samemu, są zamazanym lustrem.
© Grzegorz Strumyk