Nowości 2022
Książki z 2021

Andrzej Ballo Albowiem

Alina Biernacka Kiedyś, jednak. Wiersze wybrane (1977-2020)

Maria Bigoszewska Złodziejska kieszeń

Jarosław Błahy Zaklęty w szerszenim gnieździe

Nicolas Bouvier Na zewnątrz i wewnątrz

Roman Chojnacki Pasterz słoneczników

Roman Ciepliński Życie zastępcze

Wojciech Czaplewski Książeczka wyjścia

Marek Czuku Róbta, co chceta

Adrian Gleń M [małe prozy]

Małgorzata Gwiazda-Elmerych Zapojutrze

Tomasz Hrynacz Emotywny zip

Tomasz Hrynacz Pies gończy

Jarosław Jakubowski Bardzo długa zima

Jarosław Jakubowski Ciemna Dolina

Lech M. Jakób Ćwiczenia z nieobecności

Zbigniew Kosiorowski Zapodziani

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito

Bogusława Latawiec Nieoznakowany szlak

Ryszard Lenc W cieniu Golgoty

Artur Daniel Liskowacki Cukiernica pani Kirsch (wydanie 2)

Artur Daniel Liskowacki Eine kleine (wydanie 4)

Artur Daniel Liskowacki, Bogdan Twardochleb Przybysze i przestrzenie. Szkice o pisarzach szczecińskich

Joanna Matlachowska-Pala Bezpowrotne

Piotr Michałowski Dzień jest wierszem, świat kolorem

Dariusz Muszer Dzieci krótszej nogi Syzyfa

Marek Pacukiewicz Wieki średnie

Małgorzata Południak Podróżowanie w przestrzeni

Karol Samsel Autodafe 4

Grzegorz Strumyk Wyjście

Michał Trusewicz Przednówki
 

BŁĘDNIK ONLINE, "Na początku był czyn"

2017-12-08 06:48

„Na początku było słowo”, czytamy w ewangelii św. Jana. Ewangelista w istocie jednak mówi, że na początku był czyn. Ponieważ „słowo” w sensie gramatycznym odnosi się do sfery czynu. Znaczyło ono kiedyś tyle, co „verbum”, „czasownik”. Czasownik porusza rzeczownikiem, każe mu czynić to lub owo. Faust u Goethego przeciwstawia „słowo” „czynowi”, a dzieje się tak zapewne dlatego, że nie udało mu się wniknąć głębiej w naturę „verbum”. Powiada: „Na początku był czyn” i cieszy się, jakby coś naprawdę odkrył. Tymczasem nie porzuca ani na chwilę kręgu biblijnego. Bóg jako stworzyciel świata i sam świat jest odwiecznie energią i procesem, a nie jakimś obiektem czy idolem. Wie o tym m.in. fizyko-metafizyka współczesna, dla której kosmos to raczej dzianie się, niż kolekcja przedmiotów, w skali makro i mikro. Lecz jeśli to wszystko prawda, to powinniśmy chyba przekonstruować nasz język. Mówimy w nim o rzeczywistości tak, jakby była domeną rzeczy (oraz rzeczowników) poruszanych czynnościami, a nie na odwrót,  działania zastygającego ewentualnie w rzeczy (na kształt strumieni, które zamarzają zimą). Mówimy na przykład, że „deszcz pada” i „drzewo rośnie”, zamiast „pada deszczem” i „rośnie drzewem”, eksponując dynamiczną strukturę istnienia. Owszem, słyszałem o dialekcie wysuwającym na pierwsze miejsce czasowniki (lub imiesłowy odczasownikowe), nie rzeczowniki; mam na myśli gwarę  Indian Hopi. Niestety nie jestem językoznawcą ani etnologiem i nie potrafię odgadnąć, jakim cudem to właśnie Hopi pierwsi wpadli na pomysł nazywania świata w sposób prawidłowy, czyli odrzeczowiony, energetyczny i płynny.