copyright © https://sztukater.pl 2025
Wszystko zaczyna się zwykle
Jak każdy wspinaczki dzień
Trudny dzień
Ściana, droga pod szczyt
A potem nagle krzyk
To fragment tekstu utworu Cień wielkiej góry z repertuaru Budki Suflera, a przywołuję go dlatego, że przyplątał się do mnie ten tytuł w trakcie lektury powieści Ryszarda Lenca i stale kołatał gdzieś tam z tyłu głowy. Na pierwszy rzut oka, można by pomyśleć – bez związku, no bo przecież w kategoriach fizycznych Golgota to żadne wyzwanie, to tylko wzgórze, a jednak tytułowy „cień Golgoty” jest większy niż ten rzucany przez najwyższe góry. I znów, nie chodzi – co mam nadzieję jest oczywiste – o zjawisko fizyczne.
Lubię przywoływać twierdzenie Theodora Heussa o tym, że Europa, opiera się na trzech wzgórzach: na rzymskim Kapitolu, na greckim Akropolu i na Golgocie właśnie. Ten „trójnóg” dał bardzo stabilną i mocną podstawę do zbudowania cywilizacji umownie zwanej zachodnią, która wciąż jeszcze nadaje ton znanemu nam światu. Równocześnie, z niepokojem myślę o tym, co dzieje się, z konstrukcją oparta na trójnogu, kiedy kruszy się jeden z tych trzech filarów.
Ale, nie o tym – a na pewno nie wprost – jest książka Ryszarda Lenca. Autor zagląda do miejsc i czasów początku świata jaki znamy a akcja powieści rozgrywa się na przestrzeni kilku dekad – od czasów działalności i ukrzyżowania Jezusa Chrystusa, przez lata 60. i 70. I wieku, aż po początek II wieku.
Narracja prowadzona jest z wielu różnych perspektyw i często nie dotyczy bezpośrednio tego, co wydarzyło się na Golgocie owego piątkowego popołudnia. Wielowiekowa tradycja sprawiła, że jest ono pamiętne i wyjątkowe dla nas – chrześcijan, a Lenc – przez swoich bohaterów – pokazuje je z innej – nieraz zaskakującej strony. Inaczej widzą je uczniowie Chrystusa, inaczej arcykapłani, inaczej rzymianie, jeszcze inaczej zwykli mieszkańcy Jerozolimy. Wracający z miasta Jakub, rozmyślał o przygotowaniach do Paschy i kawałku ziemi, który niedawno kupił. Ni to ogród, ni to gaj położony był opodal Miejsca Czaszki i to nieco martwiło Jakuba, tym bardziej, że w bezpośrednim sąsiedztwie miał być pochowany jeden z ostatnio ukrzyżowanych, „ten szaleniec, co niedawno na oślicy wjeżdżał do miasta Złotą Bramą”.
Galeria bohaterów pojawiających się na kartach powieści jest niezwykle szeroka, wiele z nich to postaci historyczne, a z ich przeplatających się losów i opowieści wyłania się fascynujący obraz tego, jak jedna z wielu egzekucji na Miejscu Czaszki – pozornie niewiele znacząca – wpłynęła na losy ludzi i świata.
W cieniu Golgoty nie jest jednak powieścią religijną ani rekonstrukcją wydarzeń z Nowego Testamentu. Jeśli już koniecznie chcieć umieścić ją w jakiejś kategorii, skłaniałbym się bardziej ku powieści historycznej. Opowieść jest mocno osadzona w realiach I i II wieku i oparta na bardzo bogatym materiale źródłowym, do którego autor odnosi się w końcowych uwagach i nocie bibliograficznej. Jednak nawet najbardziej bogate źródła nie wystarczą, jeśli nie ma pomysłu i umiejętności przekazania zawartej w nich treści w zajmujący sposób, a Lenc miał i jedno i drugie.
W efekcie bo autorowi udało pokazać się fenomen tej nowej wówczas religii, która wykiełkowała wśród Żydów, na głębokiej prowincji cesarstwa, aby w ciągu niespełna czterech stuleci zawładnąć całym rzymskim imperium. Myliłby się jednak ten, kto chciałby uznać W cieniu Golgoty za jakąś apologię chrześcijaństwa. W rozmowach i rozmyślaniach bohaterów nie pojawiają się proste odpowiedzi, za to nieustannie pojawiają się kolejne pytania, nieuniknione w kontekście tego, jak znaczący – dla dziejów ludzkości i świata – jest tytułowy cień Golgoty.
P.S.
I naprawdę nie ma znaczenia, że nawet nie do końca wiadomo, o które – konkretnie – wzgórze chodzi. To na którym zbudowano Bazylikę Grobu Świętego, wybrane zostało przez św. Helenę, matkę cesarza Konstantyna Wielkiego, a historycy do dziś toczą spory, czy to aby na pewno właściwe miejsce, a nie jakieś inne wzgórze na obrzeżach starożytnej Jerozolimy. Ważny jest symbol.
I jeszcze jedna uwaga. Jak silna musiała być wiara, tych jedenastu, którzy poszli w świat głosić Dobrą Nowinę? Być może, oprócz modlitwy, towarzyszyła im jakaś ówczesna, pra-wersja przywołanego na wstępie utworu Budki Suflera i mieli świadomość, że:
Największa rzecz, swego strachu mur obalić
Odpadnie stu lecz następni pójdą dalej.
6/6
AdamTS
Ryszard Lenc W cieniu Golgoty — http://www.wforma.eu/w-cieniu-golgoty.html