copyright © https://www.facebook.com/maslowskimarcinn 2025
Poprzez tytuł, który sugeruje przenikanie i paralelne powiązania między czasem i przestrzenią, Piotr Michałowski zaprasza do literackiego świata wyobraźni równie pogmatwanego, jak widniejący na kwadratowej okładce labirynt. Bo jakże można spiąć opowiadania, z których każde jest odrębną jasnością, niezależnym bytem, osobną wyprawą w z pozoru tylko nieznane nam miejsca? Niektóre, spisywane i modyfikowane przez lata, inne prędkie jak współczesne czasy, przepełnione głębokim humanizmem, filozoficzną gawędą ale i skrzącym humorem, inne są zabawą formą i stylem, erudycyjnym mrugnięciem oka.
Narrator, który prowadzi nas poprzez poszczególne historie, to człowiek, który na życie patrzy z perspektywy przeżytych lat i nabytych doświadczeń. To nie yuppie, rozbestwiony czterdziestolatek wchodzący w ciemniejszą ulicę, na końcu której spodziewa się spotkać świetlisty tunel. To uważny obserwator, krytyk i prześmiewca, przewodnik po zawiłościach życia. Na ile w nim z autora, a ile literackiej samokreacji – to wie tylko Piotr Michałowski.
Obrazek gołębia na dworcowym budynku i oczekiwanie na najeżdżający pociąg jest początkiem opowieści o poszukiwaniu miłości, o drżeniu przed zbliżającym się spotkaniem, niepewności i złudzeniach, jak będzie ono przebiegać i jaka będzie też ona, jego współtowarzyszka. W „Projekcie mamy” prócz oczywistej zabawy słowem, zagłębiamy się w tajemniczy świat badań ankietowych. Za ścianą mieszkania czai się przeszłość i porzucone przyjaźnie, szkolne nazwiska, które zbyt prędko wyparowały z głowy, a myśli narratora wypełnia poczucie dojmującej straty, wypuszczenia czegoś ważnego z dłoni zaciśniętej w pięść. W tytułowym opowiadaniu Piotr Michałowski ponownie oddaje głos dźwiękom miłości – słowu „skompromitowanemu nadużyciem”, zresztą to historia o wiolonczelistce i domowych naprawach, które stają się cegiełkami budującymi to, co błyszczy między kobietą a mężczyzną. I ponownie spotykamy tu drobiazgowe, zmysłowe śledzenie znaczeń wyrazów – „w łóżku”, „delikatnie”, „pomału”. Na uwagę zasługuje „Mała narracja po-ranna”, czyli przypominająca osiemnastowieczną, rewolucyjną opowieść o racjonalizatorze, którego pomysł na przyspieszenie dekapitacji zostaje zaakceptowany przez szanowne grono Komisji. Ta jednak wymaga od obywatela, aby odbył się nad nim proces, który zakończyć się może tylko jednym rodzajem wyroku – stąd niedaleko już kafkowskiego zagubienia i klaustrofobii, co powoduje, że to opowiadanie zaliczam do najlepszych ze zbioru.
W podobnym, neurotycznie przepełnionym nastroju wybrzmiewa „Telefon anonima”, w którym poprzez plecy wędrowca znad morza mgły z obrazu Caspara Davida Friedricha Piotr Michałowski zmyślnie wprowadza elementy surrealizmu. Do pierwszej trójki z powodzeniem zaliczyć można „Faits divers”, historię z dziennikarskim zadziorem, w której autor-prześmiewca, ze szczerze i z brutalną prawdą rozprawia się ze współczesnymi mediami, pisanymi na gorąco newsami i krzyczącymi tytułami, dając jednocześnie popis elokwencji i literackiego talentu (redaguje notatki z miesięcznika „Fak(t)”, opisujące to samo zdarzenie, ale każdej z nich nadając indywidualne cechy „sporządzających” je dziennikarek i dziennikarzy).
Na koniec warto wskazać na kapitalną „Operację KAMUS, czyli ambiwalencję zbrodni”, historię przeprowadzenia morderczej kampanii niemalże na miarę Raskolnikowa (i Adama Słodowego), toczącej się w takt „Despacito, despacito”, której celem jest rosnący pod blokiem sumak („co zdradliwy urok ma”) oraz „Scrabble con fabula”, w którym – na co wskazuje sam tytuł opowiadania – rozmieszczenie kafelków z literami jest pretekstem do rozpoczęcia boskiego aktu tworzenia (słowo-ciało).
Co zatem łączy opowiadania Piotra Michałowskiego? Człowiek i jego przeszłość, która wiąże go, spaja z określonym czasem i wspomnieniami, tytułowymi światami równoległymi, które przenikają „dzisiaj” i „wczoraj”. To cicha rozmowa ze Stwórcą, trochę w niej narzekania i pretensji do tak urządzonego życia, kapki melancholii przyprawionej szczyptą pikanterii, ale nie pozbawionej humoru i celności spostrzeżeń. Zbiór niekiedy przypominający zapiski z pamiętnika, jakąś formę rozliczenia z własnym życiem, przyjaźniami i dawno zwiędłymi miłostkami, a może i zapis walki z materią dnia, trochę śmieszną, groteskową nawet i być może skazaną na klęskę, ale jakże prawdziwą.
Dawno nie miałem przyjemności spotkana z tak szczególną i wyróżniająca się twórczością polskiego pisarza, za co serdecznie dziękuję Wydawnictwo FORMA.
Marcin Masłowski
Piotr Michałowski Światy równoległe — http://www.wforma.eu/swiaty-rownolegle.html