Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
copyright © https://www.facebook.com/maslowskimarcinn 2025
Poprzez tytuł, który sugeruje przenikanie i paralelne powiązania między czasem i przestrzenią, Piotr Michałowski zaprasza do literackiego świata wyobraźni równie pogmatwanego, jak widniejący na kwadratowej okładce labirynt. Bo jakże można spiąć opowiadania, z których każde jest odrębną jasnością, niezależnym bytem, osobną wyprawą w z pozoru tylko nieznane nam miejsca? Niektóre, spisywane i modyfikowane przez lata, inne prędkie jak współczesne czasy, przepełnione głębokim humanizmem, filozoficzną gawędą ale i skrzącym humorem, inne są zabawą formą i stylem, erudycyjnym mrugnięciem oka.
Narrator, który prowadzi nas poprzez poszczególne historie, to człowiek, który na życie patrzy z perspektywy przeżytych lat i nabytych doświadczeń. To nie yuppie, rozbestwiony czterdziestolatek wchodzący w ciemniejszą ulicę, na końcu której spodziewa się spotkać świetlisty tunel. To uważny obserwator, krytyk i prześmiewca, przewodnik po zawiłościach życia. Na ile w nim z autora, a ile literackiej samokreacji – to wie tylko Piotr Michałowski.
Obrazek gołębia na dworcowym budynku i oczekiwanie na najeżdżający pociąg jest początkiem opowieści o poszukiwaniu miłości, o drżeniu przed zbliżającym się spotkaniem, niepewności i złudzeniach, jak będzie ono przebiegać i jaka będzie też ona, jego współtowarzyszka. W „Projekcie mamy” prócz oczywistej zabawy słowem, zagłębiamy się w tajemniczy świat badań ankietowych. Za ścianą mieszkania czai się przeszłość i porzucone przyjaźnie, szkolne nazwiska, które zbyt prędko wyparowały z głowy, a myśli narratora wypełnia poczucie dojmującej straty, wypuszczenia czegoś ważnego z dłoni zaciśniętej w pięść. W tytułowym opowiadaniu Piotr Michałowski ponownie oddaje głos dźwiękom miłości – słowu „skompromitowanemu nadużyciem”, zresztą to historia o wiolonczelistce i domowych naprawach, które stają się cegiełkami budującymi to, co błyszczy między kobietą a mężczyzną. I ponownie spotykamy tu drobiazgowe, zmysłowe śledzenie znaczeń wyrazów – „w łóżku”, „delikatnie”, „pomału”. Na uwagę zasługuje „Mała narracja po-ranna”, czyli przypominająca osiemnastowieczną, rewolucyjną opowieść o racjonalizatorze, którego pomysł na przyspieszenie dekapitacji zostaje zaakceptowany przez szanowne grono Komisji. Ta jednak wymaga od obywatela, aby odbył się nad nim proces, który zakończyć się może tylko jednym rodzajem wyroku – stąd niedaleko już kafkowskiego zagubienia i klaustrofobii, co powoduje, że to opowiadanie zaliczam do najlepszych ze zbioru.
W podobnym, neurotycznie przepełnionym nastroju wybrzmiewa „Telefon anonima”, w którym poprzez plecy wędrowca znad morza mgły z obrazu Caspara Davida Friedricha Piotr Michałowski zmyślnie wprowadza elementy surrealizmu. Do pierwszej trójki z powodzeniem zaliczyć można „Faits divers”, historię z dziennikarskim zadziorem, w której autor-prześmiewca, ze szczerze i z brutalną prawdą rozprawia się ze współczesnymi mediami, pisanymi na gorąco newsami i krzyczącymi tytułami, dając jednocześnie popis elokwencji i literackiego talentu (redaguje notatki z miesięcznika „Fak(t)”, opisujące to samo zdarzenie, ale każdej z nich nadając indywidualne cechy „sporządzających” je dziennikarek i dziennikarzy).
Na koniec warto wskazać na kapitalną „Operację KAMUS, czyli ambiwalencję zbrodni”, historię przeprowadzenia morderczej kampanii niemalże na miarę Raskolnikowa (i Adama Słodowego), toczącej się w takt „Despacito, despacito”, której celem jest rosnący pod blokiem sumak („co zdradliwy urok ma”) oraz „Scrabble con fabula”, w którym – na co wskazuje sam tytuł opowiadania – rozmieszczenie kafelków z literami jest pretekstem do rozpoczęcia boskiego aktu tworzenia (słowo-ciało).
Co zatem łączy opowiadania Piotra Michałowskiego? Człowiek i jego przeszłość, która wiąże go, spaja z określonym czasem i wspomnieniami, tytułowymi światami równoległymi, które przenikają „dzisiaj” i „wczoraj”. To cicha rozmowa ze Stwórcą, trochę w niej narzekania i pretensji do tak urządzonego życia, kapki melancholii przyprawionej szczyptą pikanterii, ale nie pozbawionej humoru i celności spostrzeżeń. Zbiór niekiedy przypominający zapiski z pamiętnika, jakąś formę rozliczenia z własnym życiem, przyjaźniami i dawno zwiędłymi miłostkami, a może i zapis walki z materią dnia, trochę śmieszną, groteskową nawet i być może skazaną na klęskę, ale jakże prawdziwą.
Dawno nie miałem przyjemności spotkana z tak szczególną i wyróżniająca się twórczością polskiego pisarza, za co serdecznie dziękuję Wydawnictwo FORMA.
Marcin Masłowski
Piotr Michałowski Światy równoległe — http://www.wforma.eu/swiaty-rownolegle.html