nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Tomasz Majzel Święty spokój

Karol Samsel Autodafe 9

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

"Spacery po Berlinie", www.papierowemysli.pl, 16.11.2011

copyright © www.papierowemysli.pl 2011

Pozornie ta książka trąci banałem – pewien człowiek przebywa przez 24 dni w stolicy Niemiec i prowadzi rodzaj pamiętnika, ot takie typowe tu byłem, to widziałem. Że jednak pozory mylą, wiemy od wieków. Nie inaczej jest w przypadku Dziennika berlińskiego Kazimierza Brakonieckiego. Mamy do czynienia z bardzo ciekawymi refleksjami na bardzo aktualne tematy (podróż miała miejsce w 2007 roku). Pisarz podążając tropem muzeów, zabytków, grobów, snuje rozważania na temat sztuki uwikłanej w historię, samej historii jako maszynerii splatającej losy sąsiednich narodów i niezmienności niektórych dylematów moralnych.

Poza wszystkim, Kazimierz Brakoniecki kreśli portret Berlina – miasta podzielonego i na nowo połączonego, miejsca o słowiańskiej prahistorii i zgoła współczesnym kolorycie multikulturalnym. Przy czym nie jest to dogłębna analiza stolicy Niemiec, bo w końcu, jak czytamy w Dzienniku berlińskim: obcy kraj można poznać (intuicyjnie) w jeden dzień albo (naukowo) w sto lat.

Czytając zapiski literackiego turysty możemy dojść do wniosku, że ludzkie losy wpisują się w architekturę miast, wnikają w krwiobieg uliczek i zapomnianych zaułków. Refleksja głębsza i niekoniecznie radosna – miejsca i czasy, w których przebywamy, naznaczają nas swoim niezmywalnym piętnem. Zwyciężyła estetyka rzeczywistości medialnej, wirtualnej, fałszywej, sztucznej, konsumeryzm spektaklu, wizerunku, fantazmatu, perswazji, reklamy. W sumie zwyciężyła iluzja. Jak zawsze. Bo naga rzeczywistość jest nie do wytrzymania. Dlatego lubimy wierzyć w bogów, bożków, byków, big brotherów. – zauważa Kazimierz Brakoniecki i nie sposób nie przyznać mu racji.

Niektóre poglądy autora mogą budzić sprzeciw osób poznających świat poprzez lekturę opiniotwórczej prasy. Mam na myśli chociażby stosunek Kazimierza Brakonieckiego do państwa Izrael. Przy czym nie mamy do czynienia z krytyką z pozycji antysemickiej, ale raczej antysyjonistycznej. Autor jawi się tu jednak jako przeciwnik politycznej poprawności, któremu zarazem obcy jest moralny indyferentyzm. Bać się ludzi jednej objawionej księgi, jednej objawionej religii, jednej najlepszej ojczyzny, partii, ideologii, jednej najlepszej rasy, kultury, państwa, którzy dzielą świat, jego elementy, ludzi na czyste-nieczyste, koszerne-niekoszerne, klasowe-nieklasowe, domowe-wrogie, narodowe-nienarodowe, swoje-obce, objawione-nieobjawione, warte życia i niewarte – czytamy w książce...

W najbardziej narzucającym się ciągu skojarzeń widzę Dziennik berliński gdzieś w niedalekim sąsiedztwie prozy podróżniczej Ryszarda Kapuścińskiego. Poprzez obcych nam ludzi, obce miasto, pokazywane są nam prawdy o nas, o tym, co nam bliskie – zupełnie jak u „cesarza reportażu”. Oddajmy więc na koniec głos twórcy Wojny futbolowej i Szachinszacha: Podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca... Te 24 dni zwiedzania Berlina mogą nam dać bardzo wiele...
Krzysztof Maciejewski


Kazimierz Brakoniecki Dziennik berlińskihttp://wforma.eu/190,dziennik-berlinski.html