copyright © https://ksiaznicastargardzka.pl 2025
„Agrestowe sny” to literacki debiut książkowy Jakuba Michała Pawłowskiego. Zebrane w nim opowiadania są tak gęste od znaczeń, kulturowych kontekstów, literackich odwołań i gier, że każde warte jest nie krótkiego omówienia, lecz co najmniej eseju, a może i rozbudowania w mini powieść. Charakteryzuje je poetyckość języka, a to znaczy wrażliwość na brzmienie i rytm słów i zdań, obrazowość, metaforyka, nadto odwołania do różnych mitów, Biblii, tradycji i współczesnej rzeczywistości. Czytelnika, który będzie lekturę tej książki zaczynał, może to zaskoczyć i sprawić niejaki kłopot interpretacyjny. Niech go to jednak nie zniechęci, lecz przeciwnie: zachęci do – powiedzmy – rozszyfrowywania tekstów. Lektura nie powinna więc to być szybka i nieuważna.
Jakub Michał Pawłowski, szczecinianin, jest twórcą scenariuszy i inscenizacji teatralnych, opowiadań, dysertacji o polskim romantyzmie, esejów o literaturze, sztuce, kulturze, drukowanych w ogólnopolskich periodykach i szczecińskim „ele-Watorze”. „Agrestowe sny” nie są jego debiutem książkowym – był nim przewodnik „Austria” (2020), wydany w serii „Travelbook”, nie są też jedyną książką literacką (weźmy tu również pod uwagę eseistykę), jaką napisał – kilka, a dotyczą m.in. ulic Berlina, szczecińskiego West-Ende, niemieckiego romantyzmu i jego wpływu na świadomość narodową, kulturę i politykę Niemiec XIX i XX wieku, od kilku lat czeka na druk. Są erudycyjne, a takie nielekko dziś w Polsce wydawać.
Można spotkać opinie, że jego opowiadania są jak senne wizje. W jakimś stopniu może tak, lecz są wyraźnie konstruowane, co senności przeczy. Przenikają się w nich obrazy z różnych kontekstów, bohaterowie różnych mitów i tzw. świata realnego. Mogą razem wędrować przez świat i tekst, zjawiać się w obcych sobie czasoprzestrzeniach, jak pewien Bosman, który szukając dziewczyny o imieniu Asiah, dociera do gór Baszanu – władztwa Czujnego Pasterza, a więc tam, gdzie – jak czytamy w Starym Testamencie (m.in. w Psalmach 22 i 68 oraz u Amosa, Ezechiela, Izajasza...) panował amorycki król Og. W opowiadaniu Pawłowskiego jest tam polana z drzewem Yggrasil boga Odyna, a to już nie Biblia, lecz mitologia nordycka.
Tom „Agrestowe sny” jest wielorako zagłębiony w kulturze i to nie na zasadzie prostych nawiązań i cytatów. Pawłowski rozbija w nim utrwalone, stereotypowe pojmowanie m.in. mitów i przypowieści. Dlatego chyba można powiedzieć, że neguje ich segregację między różne kręgi kulturowe, a przenosząc wątki i bohaterów ponad ich granicami, tworzy wspólnotę mitów. Czy można to odczytywać jako żal za pierwotną jednością kultury i postulat powrotu do niej? Jedność tę zniszczyła nieposkromioność ludzkich namiętności i charakterów, utrwalona w micie wieży Babel, który wciąż ostrzega. Zdaje się, że opowiadania Pawłowskiego są jak przypowieści o nich.
W tytułowym, gdzie są m.in. echa twórczości Tadeusza Micińskiego oraz nawiązane do obrazowania malarzy północy i mitologii walkirycznej, można np. dostrzec prześmiewcze przedstawienie mód współczesnego feminizmu. Jedną z głównych bohaterek jest tu „dostojna dama o pełnych piersiach, rumianych policzkach i walkirycznej posturze”, która w wiejskiej oberży dopija drugi kufel piwa, zagryzając bobem i agrestem, wypluwając „skórki na starannie wyczyszczony blat stołu”. A oberżysta? Grymasi i stół pracowicie sprząta.
W opowiadaniach można widzieć groteskę na nas i naszą współczesność. Narrator, znajdując w naszych przedstawieniach naszego świata szczeliny, przerwy i wyrwy, wypełnia je swoimi obrazami i opowieściami. On, który mieszka „zawieszony” na piątym piętrze śródmiejskiego wieżowca, nad kilkoma i pod kilkoma piętrami mieszkańców, opisuje ludzi podobnie „zawieszonych” w przestrzeniach wielkich miast, nocnych klubów Berlina, na pograniczach zamazanych widnokręgów. Jest to w istocie rzeczywistość surrealistyczna, każdego dnia pogłębiana przez jej kreacje m.in. w codziennych gazetach, w których często ustawia się obok siebie informacje z odległych kontekstów, aby – jak w awangardowym wierszu – dziwiły się sobie (to podnosi tzw. czytelniczą atrakcyjność). Taki jest też codzienny mediów wizualnych. Wciąga nas ich wielokolorowa, jaskrawa patchworkowość na monitorach i w smartfonach, wsysa, realistyczne przemieniając niepostrzeżenie w surrealistyczne. Antidotum na to może być właśnie groteska. Pawłowski kreuje ją często, także – niczym w komedii dell’arte – poprzez groteskowość języka.
Dużo można by jeszcze pisać o „Agrestowych snach”. O roli w nich malarstwa romantycznego i ekspresjonistycznego, narratora-pisarza, traktującego z dystansem nawet własną twórczość, która – jak twierdzi raczej nieprzekornie – „nie musi przyoblec się w książkę”. Dla niego koniecznością jest samo pisanie – druk książki już nie, wszak nie vivere necesse est, lecz navigare. Mogą więc istnieć książki niewydane. A że istnieją, Jakub Michał Pawłowski dobrze wie.
Można by też pisać o obrazach bibliotek w jego opowiadaniach. Książki, które w nich są, nigdy nie milczą, nawet jeśli nikt po nie nie przychodzi. A że nie milczą – czytamy – „nie można nimi gardzić, ustawiwszy nabożnie” na wielopiętrowych regałach (jak ludzi w wieżowcach?). Jeśli więc zbuntują się i runą na podłogę (jak we śnie Klary, duchowej lunatyczki, bohaterki jednego z opowiadań), mogą – psia kość! – przydusić kota.
„Agrestowe sny” układają się w opowieść o sztuce, kulturze, naszym życiu. Książka jest jak dramat, w którym napięcie rośnie od ironicznego, początkowego „Siorbania Wergilego”, przez m.in. „Cukinie przy kaplicy” – rzecz o miłości i wierności mitycznych Baucis i Filemona, którzy pod swój dach przyjęli Zeusa i Merkurego, aż po finałowe opowiadanie „Akuszer”. Ono także jest o małżonkach: gdy jedno z nich umiera, drugie z troską opiekuje się nim. Jest to piękna opowieść, mądra i – trzeba powiedzieć nie bez wahania – literackie arcydzieło. Na koniec: miłość jest dyskretnym przewodnikiem przez całą książkę, łączy wszystkie opowiadania. W podzielonym świecie, jaki opisują, jest znakiem jego jedności. Coraz bardziej skrywanym?
Czytając „Agrestowe sny”, nie wolno się spieszyć. Jest to książka zbyt ważna, zbyt pięknie napisana, niełatwa, za wiele mówi o nas (pisze o tym Antoni Winch na okładce), by czytać ją tak, jak czyta się drukowane w wielkich nakładach powieści akcji, które proszą, by czytać je szybko.
Bogdan Twardochleb
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny — http://www.wforma.eu/agrestowe-sny.html