Nowości 2019

Jarosław Błahy Rzeźnik z Niebuszewa

Kazimierz Brakoniecki Twarze świata

Tomasz Hrynacz Dobór dóbr

Piotr Kępiński Po Rzymie. Szkice włoskie

Andrzej Kopacki Inne kaprysy

Dariusz Muszer Człowiek z kowadłem

Paweł Przywara Riccochette

Karol Samsel Autodafe 2

Bartosz Suwiński Bura. Notatnik chorwacki


Paweł Tański Okolicznik północnych pól

Andrzej Wasilewski Jestem i

Sławomir Wernikowski Passacaglia

Jurij Zawadski Wolny człowiek jeszcze się nie urodził

 

Nowości 2018

Jacek Bielawa Kościelec

Zbigniew Chojnowski Zawsze gdzieś jest noc

Wojciech Czaplewski Książeczka rodzaju

Marek Czuku Stany zjednoczone

Janusz Drzewucki Obrona przypadku. Teksty o prozie 2

Anna Frajlich Laboratorium (wydanie 3, rozszerzone)

Jerzy Franczak Święto odległości

Małgorzata Gwiazda-Elmerych Czy Bóg tutaj

Lech M. Jakób Do góry nogami

Jolanta Jonaszko Bez dziadka. Pamiętnik żałoby

Péter Kántor Czego potrzeba do szczęścia

Bogusław Kierc Notesprospera

Wojciech Klęczar Flu Game

Zbigniew Kosiorowski Zapadnia

Sławomir Kuźnicki Kontury

Bogusława Latawiec Pierzchające ogrody

Artur Daniel Liskowacki Spowiadania i wypowieści

Piotr Michałowski Zaginiony w kreacji. Poemat z przypadku

Dariusz Muszer Baśnie norweskie

Uta Przyboś Tykanie

Karol Samsel Autodafe

Miłosz Waligórski Sztuka przekładu

City 4. Antologia polskich opowiadań grozy

 

z wypisków Henryka Berezy, 05.07.2007

Recenzje » Recenzje 2007 » z wypisków Henryka Berezy, 05.07.2007

copyright © Henryk Bereza 2007

W Wariancie do sprawdzenia patrzy się z góry na swoje życiowe i duchowe doświadczenia, górą nazywam perspektywę sumarycznej refleksji nad wszystkim, czego się doświadcza, chodzi o refleksję programowo wyrażaną nie bezpośrednio, lecz pośrednio, czyli z założenia artystycznie.
Od strony czysto intelektualnej i filozofocznej pięknie o tym pisze Artur Szlosarek w swoim efektownym posłowiu, ja czytam Wariant do sprawdzenia niejako od dołu, nie od sensów filozoficznych, które można u Krzysztofa Niewrzędy odkryć lub mu przypisać, ja czytam jego artystyczną robotę, w tej robocie widzę źródło sensu tytułu utworu, jego (utworu) wariantowość i sprawdzalność głównie artystyczną. Nazywanie Wariantu do sprawdzenia powieścią, nie zbiorem, powiedzmy, opowiadań jest moją uzurpacją, jedność powieściową widzę przecież nie poprzez tożsamość narracyjnych podmiotów w poszczególnych dziesięciu utworach czy dziesięciu rozdziałach (jak w spisie treści) powieściowej całości, podmioty narracyjne są przecież różne (je trzeba wydedukować ze struktur narracyjnych), ich różność – i przez wariantowość, i przez sprawdzalność – sugeruje jednak całościowość, której nie sposób nazwać inaczej niż właśnie powieścią.
Powieściowość (sama z domysłu) nasuwa domysł jej charakteru, może to być powieściowość ze sfery autobiografizmu czy o charakterze autobiograficznym, musi to być autobiografizm najdziwniejszy z dziwnych, bo nie tylko nie ma w nim żadnych śladów uległości wobec czegoś tak z góry danego jak własna biografia i nie ma śladów jakiejkolwiek konfesyjności podmiotu twórczego, czyli autora.
Podmiot twórczy ukrywa się w postaciach lub strukturach narracyjnych Wariantu do sprawdzenia, jawnie i bezspornie figuruje jedynie w nazwisku autora i w bibliografii innych dzieł autora na okładce książki.
Artur Szlosarek efektownie implikuje autorowi filozofię i ją eksplikuje, ja, podchodząc do Wariantu do sprawdzenia od dołu czy od środka, skazuję się na błądzenie po tropach autorskich działań literackich, na grzęźniecie w domysłach, na które autor z pewnością liczy.
Każdy z dziesięciu rozdziałów ma własny tytuł, o każdym z nich dałoby się niejedno powiedzieć, choć niektóre są tak jednoznaczne jak „Miejsce”, „Nauka chodzenia”, „Przedmioty”, niektóre, choć obcego pochodzenia, są absolutnie oswojone w polszczyźnie jak „Carpe diem” i „Alter ego”, jeszcze inne są, można powiedzieć, ujednoznacznione w ekskluzywnym użytku jak „Scratching” lub „Peep Show”.
Relacje między tymi tytułami a materią narracyjną mogą być nawet kontradykcyjne. Miejsce oznacza zwykle we wszystkich użytkach tej nazwy jakąś uchwytną szczególność, to przede wszystkim, czym dane miejsce różni się od innych, tytuł „Miejsce” w narracji Niewrzędy nie ma szczególności konkretnej, oznacza coś, czego konkretność i szczególność dotyczy konkretności i szczególności w perspektywie historii cywilizacji.
Takie umiejscowienie początku utworu Niewrzędy może dotyczyć wszystkich dużych miast na całym świecie, pojawiło się w nowożytności w wielkich metropoliach, upowszechniło się dziś w najrozmaitszych wersjach.
W narracji Wariantu do sprawdzenia tytuł „Miejsce” znaczy tyle co wszędzie, w którymkolwiek dużym mieście.
W drugim rozdziale utworu tytuł „Carpe diem” odnosi się do dzieciństwa i młodości, oznacza dzieciństwo tak dzisiejsze, że nie do pomyślenia kiedy indziej, bo opowieść „Carpe diem” jest opowiedziana w slangu o największej świeżości, z pewnością taki slang w dzieciństwie autora akurat w takiej postaci jeszcze nie mógł istnieć.
Coś takiego pod tytułem „Carpe diem” oznacza absolutnie niebywałą wizję dzieciństwa i burzy wszelkie stereotypy z tego zakresu.
Ósemka pozostałych tytułów pozostaje w zbliżonych do przedstawionych relacjach do tego, czego dotyczą.
Nie ma potrzeby tego dowodzić, mogłoby to prowadzić do szkolnych streszczeń rozdziału za rozdziałem.
Wspomnę jedynie o rozdziale piątym z tytułem „Przedmioty”, w którym najpospolitsze przedmioty, gdy uzyskują status pamiątek, stają się materialnym śladem życia własnego lub osób najbliższych, i o rozdziale „Peep Show”, w którym przez spojrzenie w lustro urządza się prawdziwe psychoanalityczne widowisko z własną najgłębszą osobowością w roli głównej.
Psychoanalityczność w wersjach najmniej konwencjonalnych dominuje w czterech rozdziałach końcowych, nadaje się w nich psychoanalizie zmysłową sprawdzalność, wkraczając w sferę empirycznej ryzykowności jak w rozdziale „Peep Show”, gdy taka realność odbicia lustrzanego mogłaby już podpadać pod działanie komisji śledczych polskiego parlamentu.
Empiryczna realność przestaje wystarczać we wszystkich trzech rozdziałach końcowych.
Całość Wariantu do sprawdzenia ze wszystkimi trangresjami w realną niemożliwość nie dałaby się zmieścić w żadnym z najważniejszych dziś utworze typu autobiograficznego, ani w Pięknych dwudziestoletnich ani w Z głowy Janusza Głowackiego.
Z autobiografizmu w wersji dosłownej pozostałby w Wariancie do sprawdzenia tylko i wyłącznie sam zasięg doświadczeń biograficznych i duchowych mieszczący się w tym, co dostępne u początkującego czterdziestolatka jak sam Krzysztof Niewrzęda.
O autobiografizmie ścisłym chciałoby się mówić, gdyby istniało coś takiego, jak autobiografia fenomenologiczna, nie zanosi się, żeby to mogło kiedykolwiek zaistnieć, nie chodzi bowiem o autobiografię, którą by napisał fenomenolog z przekonań filozoficznych.
Fenomenologiczne rozumienie istnienia ludzkiego, czyli fenomenologiczna antropologia nie daje się chyba zmieścić w czymś tak skonwencjonalizowanym jak forma faktografizmu autobiograficznego.
Możliwe jednak, że dla Krzysztofa Niewrzędy ważniejsze jest fenomenologiczne myślenie niż jakikolwiek faktografizm i weryzm, dlatego te moje przymiarki Wariantu do sprawdzenia do autobiograficzności mają ograniczony sens.
W Wariancie do sprawdzenia Krzysztof Niewrzęda opowiada własny wariant świata i siebie czy siebie i świata poważnie i odważnie, wartościowa weryfikacja tej opowieści u słuchacza nie może być jak wyrok gotowym werdyktem, jest tylko wezwaniem do własnej pracy nad swoimi innymi wariantami „do sprawdzenia”.
Henryk Bereza

Krzysztof Niewrzęda Wariant do sprawdzeniahttp://wforma.eu/35,wariant-do-sprawdzenia.html

  • Dodaj link do:
  • facebook.com