nowości 2024

Edward Balcerzan Domysły

Wojciech Ligęza Drugi nurt. O poetach polskiej dwudziestowiecznej emigracji

Zdzisław Lipiński Krople

Tomasz Majzel Części

Karol Samsel Autodafe 7

Andrzej Wojciechowski Zdychota. Wiersze wybrane

książki z 2023

Andrzej Ballo Niczyje

Maciej Bieszczad Pasaże

Maciej Bieszczad Ultradźwięki

Zbigniew Chojnowski Co to to

Tomasz Dalasiński Dzień na Ziemi i 29 nowych pieśni o rzeczach i ludziach

Kazimierz Fajfer Całokształt

Zenon Fajfer Pieśń słowronka

Piotr Fluks Nie z tego światła

Anna Frajlich Szymborska. Poeta poetów

Adrian Gleń Jest

Jarek Holden Gojtowski Urywki

Jarosław Jakubowski Baza

Jarosław Jakubowski Koń

Waldemar Jocher dzieńdzień

Jolanta Jonaszko Nietutejsi

Bogusław Kierc Dla tego

Andrzej Kopacki Życie codzienne podczas wojny opodal

Jarosław Księżyk Hydra

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito w podróży

Franciszek Lime Garderoba cieni

Artur Daniel Liskowacki Do żywego

Grażyna Obrąpalska Zanim pogubią się litery

Elżbieta Olak W deszczu

Gustaw Rajmus >>Dwie Historie<< i inne historie

Juan Manuel Roca Obywatel nocy

Karol Samsel Autodafe 6

Kenneth White Przymierze z Ziemią

Andrzej Wojciechowski Budzą mnie w nocy słowa do zapisania

Wojciech Zamysłowski Birdy peak experience

City 6. Antologia polskich opowiadań grozy

PLANETA, Virtual trip 5

2015-09-18 13:53

Z PERPEKTYWY MONA LISY
Wcielam sztukę w życie czy życie w sztukę?
Zacząć jak Pipilotti Rist w swoim filmie „I’m not the girl who misses so much”. Czas trwania: 5.28: obnażona i bezbronna kobiecość próbuje wmówić sobie i widowni, że jej bezsilność wobec zdeterminowania płcią, może zostać zagłuszona, zakrzyczana, zamaskowana. Ten film to nie manifestacja przegranej kobiecości, ale manifestacja artysty dzisiaj. Histeryczne przekształcanie bezradności w jakąś formę, w obraz, w pokaz, w przekaz, w ekshibicjonizm, w poezję. Instrukcja jak zachować autonomię naruszonego i zranionego terytorium? Pipilotti przekształca uśmiech Mona Lisy w histerię jak niepotrzebnie jest być kobietą, człowiekiem, artystą. Jak niepotrzebnie jesteśmy z ciała, jak to ciało nie nadąża za naszą wewnętrzną strukturą. W jaki sposób ciało poszukuje czegoś więcej, czegoś bardziej, czegoś co wysłowiłoby aktualne. Jest to niejako rejestracja swoistej transformacji, jakby z kokonu miał za chwilę wyłonić się motyl. Motyl bez płci, bez ciała, bez obciążeń rzeczywistości. Motyl – jakiś nowy androginiczny byt z ciałem ducha zamiast ciała cielesnego. Nie na darmo w starożytnej Grecji motyl był symbolem duszy.
A teraz uśmiech proszę!

© Ewa Sonnenberg