Książki z 2021

Andrzej Ballo Albowiem

Alina Biernacka Kiedyś, jednak. Wiersze wybrane (1977-2020)

Maria Bigoszewska Złodziejska kieszeń

Jarosław Błahy Zaklęty w szerszenim gnieździe

Nicolas Bouvier Na zewnątrz i wewnątrz

Roman Chojnacki Pasterz słoneczników

Roman Ciepliński Życie zastępcze

Wojciech Czaplewski Książeczka wyjścia

Marek Czuku Róbta, co chceta

Adrian Gleń M [małe prozy]

Małgorzata Gwiazda-Elmerych Zapojutrze

Tomasz Hrynacz Emotywny zip

Tomasz Hrynacz Pies gończy

Jarosław Jakubowski Bardzo długa zima

Jarosław Jakubowski Ciemna Dolina

Lech M. Jakób Ćwiczenia z nieobecności

Zbigniew Kosiorowski Zapodziani

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito

Bogusława Latawiec Nieoznakowany szlak

Ryszard Lenc W cieniu Golgoty

Artur Daniel Liskowacki Cukiernica pani Kirsch (wydanie 2)

Artur Daniel Liskowacki Eine kleine (wydanie 4)

Artur Daniel Liskowacki, Bogdan Twardochleb Przybysze i przestrzenie. Szkice o pisarzach szczecińskich

Joanna Matlachowska-Pala Bezpowrotne

Piotr Michałowski Dzień jest wierszem, świat kolorem

Dariusz Muszer Dzieci krótszej nogi Syzyfa

Marek Pacukiewicz Wieki średnie

Małgorzata Południak Podróżowanie w przestrzeni

Karol Samsel Autodafe 4

Grzegorz Strumyk Wyjście

Michał Trusewicz Przednówki
 

PISMO SZYBKIE, Życie snów. Widząca niewidoma

2019-09-05 08:03

Można wskoczyć do strumienia snów w dowolnym  miejscu, ale zawróciłam o kilkanaście dni, kiedy mówi się o tym, co jest dopiero teraz, kiedy choruję na oczy:

Zwiedzam miasteczko, w którym jest za dużo ludzi albo wszyscy równocześnie wyszli na ulice. Szukam odosobnienia na blaszanym daszku budynku, ta blacha wygląda na szlachetny metal biało lśniący, daszek jest wąski, lekko spadzisty, widzę z góry tę letnią ulicę z tłumami ludzi wśród drzew. Wtem wyciąga się jakaś ręką i kładzie koło mnie cudownie piękny, jasny, opalizujący kolorami pled czy dywanik,  mam na nim usiąść, aby mi było wygodniej, trochę się zsuwam. Ktoś mówi, że te przechodzące w dole osoby spacerują po to, abym nie była tutaj sama, niektóre wdrapują się nawet na daszek, są ostrożne i życzliwe, ale uważają, że jestem niewidoma. Jestem niewidoma, chociaż widzę, jestem widzącą niewidomą, rozumiem, że to możliwe, że widzę jakoś inaczej i oni nie są w stanie tego zobaczyć, nie widzą, że widzę.  Może widzę co innego niż jest, ale widzę, mogę widzieć  nawet samą siebie w białej koszuli z grubego średniowiecznego płótna typu giezło. Widzę, że jest lato i zielone drzewa. Ale kiedy znów znajduję się na dole, na ulicy, widzę zimę. Miasteczko  w ciężkich czapach śniegu. Ciągle dużo ludzi na ulicach, z tym, że teraz wszystko wygląda baśniowo, odświętnie,  zamiast oświetleń choinkowych iskrzy się wielki śnieg. Tłumy ludzi próbuję po trochu gubić.Wchodzę w głąb zagmatwanych, ośnieżonych uliczek, idę przez środek baśni, coraz ciszej, chyba błądzę, zawracam, znowu błądzę, pada śnieg.

© Marta Zelwan