nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Tomasz Majzel Święty spokój

Karol Samsel Autodafe 9

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

NOTES, W związku z Irydionem

2015-02-07 14:51

Nie mogę powiedzieć, że ją dostrzegam, jest bowiem dla moich oczu pod każdym względem zakryta. Raczej – intuicyjnie odnotowuję jej tętniącą obecność niczym obecność rzeki jeszcze podziemnej, rzeki nieujawnionej. Nie dlatego, że chcę odnotowywać i wywołuję w sobie to przekonanie. Dlatego, że notuję, notuję teraz wprost – ze świata, nie z siebie. Nie opisuję tu niczego innego: li sam proces rodzenia się przekonania z doświadczenia. Jego przedmiotem jest… patos. Jego narastająca deekspresywizacja w kulturze literackiej po 2000 roku. Nie, nie znajduję lepszego, prostszego określenia. Nie znajduję predykatu, który nie byłby w tym wypadku zaokrągleniem. Żyję w czasie „deekspresji patosu”, a także w dobie utraty tzw. racji dostatecznej: umierają bowiem „patetycy” tacy, jak Barańczak, Różewicz i Konwicki („apokaliptycy” – rzekłby Umberto Eco), pozostają zaś krewni, „istotni dalecy” – wśród nich Julia Hartwig, której dystans do Różewiczowskiego dictum dictandum (patetycznego) dawałby się chyba tylko zrównać z dalą pomiędzy Dziennikiem czasów wojny Zofii Nałkowskiej i Pamiętnikiem Andrzeja Trzebińskiego.

Mam zresztą poczucie straty podwójnej. Nie tylko straciłem rację dostateczną dla patosu (pretensję – określiliby zapewne niektórzy), lecz także – odebrano mi samo do tej racji prawo, zabrano mi podstawę ubiegania się o jego (patosu) zrozumienie, o jego (patosu) dekonstrukcję. W niczyich oczach nie znajdę powodu do apelacji? A więc nieważne jest to, że chciałbym patos dekonstruować – jest on wagnerowskim kostiumem i wagnerowskim kosturem, jest anachronizmem ogromu, który nigdy nie powinien powrócić na Ziemię, wejść między ludzi i między nimi przebywać. Ostatni warszawski Irydion – w Teatrze Polskim. Luty bodaj dwa lata temu, reżyserował Andrzej Seweryn. Czemu zdecydował się odczytać epilog tekstu z głośników? Najbardziej profetyzującą z części dramatu Krasińskiego – zredukować do odadaptowanego komunikatu, nawet nie recytatywu. I przenieść, tak, przenieść zwarty, zmaterializowany „kosmotekst” do abstrakcyjnego „sonorotekstu”? Zamierzchłymi słowy, dawną erystyką ujmując: przenieść operę do altany? Aby nie zarosło błoną podłości? Aby zarosło błoną podłości? Czy – jeszcze inaczej – by zarosło błoną jak ochronną warstwą, powłoką zanurzeniową, rodzajem nadnaskórka, rogowacizny – i podłości do siebie nie dopuściło/dopuścić nie mogło?

© Karol Samsel