Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
Redakcja powieści wymaga silnego charakteru, a zarazem – silny charakter wyrabia i wzmacnia. Praca nad Niemożliwością Piety zajęła mi piętnaście miesięcy, całość materiału redaguję już natomiast miesiąc trzeci – z ostatniego kryzysu korektorskiej pracy nad tekstem podnosiłem się ostatnie dwa, trzy tygodnie temu. Zależy mi na utrzymywaniu dotychczasowej strumieniowej kadencji składniowej, jednak zdaję sobie sprawę z tego, że będzie to możliwe tylko przy uczytelnieniu poszczególnych, rozbudowanych okresów zdaniowych. Klarowanie sensów zdania musi się tu odbywać bez zmniejszania napięć zdaniowych, to te napięcia są bowiem nośnikami właściwego, najgłębszego znaczenia. Ktoś, kto pragnąłby pozbawić Niemożliwość Piety wewnętrznej spójności narracyjnej, musiałby właściwie dokonać czynności całkowicie mechanicznej: wymienić dłuższe okresy składniowe na okresy minimalnie krótkie, zlikwidować charakterystyczne frazowanie, wielokrotne złożenia zdań uczynić pół- lub ćwierćfrazami, z jednej bazyliki konkatedralnej – mówiąc metaforycznie – wytopić trzy średniej wielkości kościoły: resztę przetopu wyrzucić.
Utrzymywanie napięcia semantycznego w ciele tekstu, pomimo natury języka, który żywo względem podobnego napięcia protestuje, wszczynając kolejne bunty z cichą nadzieją na ostateczne uzyskanie zwięzłości – to najtrudniejsza część warsztatu prozaika strumieniowego. Oczywiście – myślę na swe usprawiedliwienie o małych formach Andrzejewskiego: Bramach raju, Teraz na ciebie zagłada. Pociesza mnie myśl, że zdołał obronić przewlekłe, poetyckie kadencje swojej prozy, a co więcej, był do tego stopnia przekonujący, że jego utwory uznano z czasem za formy czystych, ponowoczesnych parabol. Jego przypadek uzmysławia, że podobna droga – choć niepopularna – musi być całkowicie możliwa: potencjalnie i praktycznie. Mówiąc nie w pełni jasnym wyobrażeniem: istnieje gdzieś rozległe pole praktyki – praktyki twórczej, praktyki pisarskiej – która odpowiada temu marzeniu w skali jeden do jednego, gdzie technika i alchemia łączą się ze sobą, krzyżują w spójnym, realistycznym rezultacie.