Książki z 2021

Andrzej Ballo Albowiem

Alina Biernacka Kiedyś, jednak. Wiersze wybrane (1977-2020)

Maria Bigoszewska Złodziejska kieszeń

Jarosław Błahy Zaklęty w szerszenim gnieździe

Nicolas Bouvier Na zewnątrz i wewnątrz

Roman Chojnacki Pasterz słoneczników

Roman Ciepliński Życie zastępcze

Wojciech Czaplewski Książeczka wyjścia

Marek Czuku Róbta, co chceta

Adrian Gleń M [małe prozy]

Małgorzata Gwiazda-Elmerych Zapojutrze

Tomasz Hrynacz Emotywny zip

Tomasz Hrynacz Pies gończy

Jarosław Jakubowski Bardzo długa zima

Jarosław Jakubowski Ciemna Dolina

Lech M. Jakób Ćwiczenia z nieobecności

Zbigniew Kosiorowski Zapodziani

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito

Bogusława Latawiec Nieoznakowany szlak

Ryszard Lenc W cieniu Golgoty

Artur Daniel Liskowacki Cukiernica pani Kirsch (wydanie 2)

Artur Daniel Liskowacki Eine kleine (wydanie 4)

Artur Daniel Liskowacki, Bogdan Twardochleb Przybysze i przestrzenie. Szkice o pisarzach szczecińskich

Joanna Matlachowska-Pala Bezpowrotne

Piotr Michałowski Dzień jest wierszem, świat kolorem

Dariusz Muszer Dzieci krótszej nogi Syzyfa

Marek Pacukiewicz Wieki średnie

Małgorzata Południak Podróżowanie w przestrzeni

Karol Samsel Autodafe 4

Grzegorz Strumyk Wyjście

Michał Trusewicz Przednówki
 

"Wyraj", http://annasikorska.blogspot.com, 12.06.2019

copyright © http://annasikorska.blogspot.com 2019

Bartosz Suwiński słynie z tego, że sięga po słowa mało znane, używane przez erudytów albo znane badaczom języka lub kultury. Tak jest i tym razem. Poeta sięga po słowiańskie słowo „wyraj”, które przybrało znaczenie krainy odpoczynku, wczasów. Jednak w przypadku tomu poezji wypadałoby sięgnąć do etymologii, zajrzeć do wierzeń naszych przodków, których świat toczył się wokół religii, w której kontakt z naturą odgrywał dużą rolę. Przypisywanie boskich mocy zwykłym zjawiskom to jednak nie tylko nasz wymysł. W ten sposób świat tłumaczyły i tłumaczą wszystkie ludy pierwotne. Wszystko, co ważne musiało w ich języku mieć nazwę, której czasami nie używano, aby nie drażnić drzemiących w danych rzeczach złych mocy. Każdy miał swoją nazwę z całym magazynem niesionej przez znaczenia mocy.
Słowianie mieli w swoim języku coś w rodzaju piekła i nieba, czyli swoje nawie (od *navь oznaczającego nieboszczyka) i wyraj (prawdopodobnie od hipotetycznego prasłowiańskiego słowa *rajъ, które przy skojarzeniu z *rayí mogło być wyobrażeniem  szczęścia i bogactwa). Pierwszym zarządzał srogi Weles, będący panem podziemi pełnych węży, smoków. Wejścia do tej krainy strzegł Żmij – skrzydlaty wąż. Wyraj było przeciwieństwem tej ciemnej krainy. Swoistym rajem, do którego odlatują ptaki na zimę, skąd przychodziła do nas wiosna. Strzeżona przez Ragora (ognistego ptaka) lub Złotego Kura. Pierwotnie u Słowian istniał jeden wyraj. Podział na wężowy i ptasi mógł dokonać się w czasie kontaktów z chrześcijanami.
Jak widać znaczenie słowa „wyraj” może być tu bardzo szerokie. Tak samo, jak tego, co w swoich wierszach przekazuje nam Bartosz Suwiński. Jedno jest pewne: poeta kładzie duży nacisk na to, co u Prasłowian było bardzo ważne, czyli na deterministyczną moc natury, jej potęga, zachodzące w niej zmiany, zjawiska podpatrzone w czasie intymnego, niespiesznego kontaktu z przyrodą, co doskonale widać w wierszach poety bardzo dobrze oddającego rytm dziewiczych terenów, po których wydaje się spacerować, podglądać i utrwalać, dzięki czemu my także możemy stać się uczestnikami tej wędrówki i dostrzegać bielące się kości, opustoszałą siedzibę wilków, terenów zagarnianych przez rozrastające się rośliny, sarnę stojącą na chudych nóżkach, zająca strzygącego uszami, kępki chabrów i maków, samotnego trzmiela, pliszkę przysiadającą na gałęzi, kaczkę płynącą po rzece pod prąd, pochylające się pokrzywy, zamierania przyrody, ostatnich owoców wiszących już na pustych gałęziach. Z jednej strony puszcza/ las/ pole/ ogród, a z drugiej miejska przyroda i wrażliwe na nią dzieci, które doceniają kałuże, dostrzegają ranne ptaki, cieszące się latem i upałem oraz wyczekujące na wieczory dające wytchnienie. W tych sąsiadujących ze sobą światach dostrzeżemy też nawiązanie do dawnych wierzeń: „Nie módlmy się / za zmarłych, // lecz za ludzi, / którzy zbłądzili”. Zbłądzili, bo zgubili trop czy może zbłądzili, bo nie dostrzegają piękna przyrody, a może zbłądzili, bo nie dbają o otoczenie, nie potrafią pochylić się nad małymi istotami? Poeta niczym dziecko pochyla się nad przyrodą, dziwi się jej, dostrzega rzeczy, które nie są już widoczne tym, którzy żyją w pośpiechu. Spokojnie prowadzi nas po kolejnych scenkach pokazując ich trwanie, zawieszenie.
Bartosz Suwiński w niedługich tekstach przypominających haiku przemyca nam rozbudowane obrazy otoczenia. Kilka wersów wystarczy mu do nakreślenia pełnych życia i szczegółów scen, w których słychać gwary, śmiech, bzyczenie, skrzypienie, trzaskanie ognia i wiele innych. Lekkość i malowniczość to dwie cechy wybijające się na pierwszy plan w tym tomiku. Poeta wydaje się stawiać na doznania wzrokowe, ale też mniej lub bardziej świadomie porusza całą gamę wrażeń: od wspomnianych dźwięków po zapachy, które czasami zapierają dech w piersiach lub szczypią w oczy.
Suwiński zaznacza: „krajobraz jest sumą / wszystkich otwartych oczu”. Z jednej strony mamy tu do czynienia z idealizmem subiektywnym (istnieje to, co widzimy), a z drugiej ów podmiot patrzący jest mnogi, więc może dostrzec więcej, więcej rzeczy swoim spojrzeniem „powołać do istnienia”. Takie patrzenie z różnych stron sprawia, że podmiot liryczny jest nieuchwytny, nie narzuca się czytelnikowi ze swoimi przemyśleniami tylko podsuwa kolejne obrazy, których niezwykłość mogła by być zburzona przez nadmiar „paplaniny”: „trzeba się oddalić / żeby zobaczyć całość”. Im dalej wchodzimy w tomik tym szerzej obejmujemy swoim spojrzeniem uchwycony przez poetę świat, tym bardziej przechodzimy od szczegółów do ogółu, a z drugiej strony przyglądanie się szczegółom prowadzi do możliwości obejrzenia świata w myśl zasady: „Oczy zwierząt to lustra, / w których widać naszą bezsilność”, czyli widać wszystko to, co nas stanowi i ogranicza. Mimowolny antropocentryzm, świadomość tego, że człowiek nie może wyzwolić się od swoich myśli, skupienia na sobie przejawia się też w słowach: „Moje myśli jak woda / skupiają się na sobie”.
W mitologii prasłowiańskiej wyraj miało być bardzo realną krainą, bo do niej udawały się ptaki na zimę, więc nie mogło to być abstrakcyjne „niebo” znane nam z chrześcijaństwa. Ta „namacalność” baśniowej krainy obecna jest też u Bartosza Suwińskiego, ale jego wyraj to nie odległy, zamorski, ciepły świat tylko bliski, osadzony w środkowej Europie, gdzie możemy dostrzec zmiany pór roku, z brutalną przyrodą, namnażającymi się bytami, pęczniejący.
Kolejnym tematem zgodnym z tematyką jest „Bóg”. Poeta nie poddaje w wątpliwość istnienie wyraju, nie pyta o możliwość istnienia Boga tylko stwierdza: „Guślarze mówią, że z każdą śmiercią / Boga jest więcej”, a dalej zastanawia się „Czy dla Boga jesteśmy dłużej / martwi niż żywi?”. Jak widać nie są to problemy poruszane przez kulturę Zachodu tylko Wschodu, który minimalizując, skupiając się na ciszy i oczekiwaniu wyzwala się z pędu ku rzeczom nieistotnym, przemijającym, doczesnym. I taka jest też poezja Bartosza Suwińskiego: dużo tu milczenia, spokoju, prostych relacji i ćwiczenie w oszczędzaniu słów: „Na niczym więcej nie zależy Ci bardziej / niż na tym, aby wejść w milczenie, / zostawić za sobą słowa, być tak przez chwilę”. I trwać w błogości, raju, wyraju, odpoczynku od ludzkich słabości, gonitwa, w bliskości z naturą.
Anna Sikorska


Bartosz Suwiński Wyrajhttp://www.wforma.eu/wyraj.html