Nowości 2019

Jarosław Błahy Rzeźnik z Niebuszewa

Piotr Kępiński Po Rzymie. Szkice włoskie

Andrzej Kopacki Inne kaprysy

Karol Samsel Autodafe 2

Bartosz Suwiński Bura. Notatnik chorwacki


Paweł Tański Okolicznik północnych pól

Andrzej Wasilewski Jestem i

Sławomir Wernikowski Passacaglia

Jurij Zawadski Wolny człowiek jeszcze się nie urodził

 

Nowości 2018

Jacek Bielawa Kościelec

Zbigniew Chojnowski Zawsze gdzieś jest noc

Wojciech Czaplewski Książeczka rodzaju

Marek Czuku Stany zjednoczone

Janusz Drzewucki Obrona przypadku. Teksty o prozie 2

Anna Frajlich Laboratorium (wydanie 3, rozszerzone)

Jerzy Franczak Święto odległości

Małgorzata Gwiazda-Elmerych Czy Bóg tutaj

Lech M. Jakób Do góry nogami

Jolanta Jonaszko Bez dziadka. Pamiętnik żałoby

Péter Kántor Czego potrzeba do szczęścia

Bogusław Kierc Notesprospera

Wojciech Klęczar Flu Game

Zbigniew Kosiorowski Zapadnia

Sławomir Kuźnicki Kontury

Bogusława Latawiec Pierzchające ogrody

Artur Daniel Liskowacki Spowiadania i wypowieści

Piotr Michałowski Zaginiony w kreacji. Poemat z przypadku

Dariusz Muszer Baśnie norweskie

Uta Przyboś Tykanie

Karol Samsel Autodafe

Miłosz Waligórski Sztuka przekładu

City 4. Antologia polskich opowiadań grozy

 

"Patchwork egzystencjalny", www.latarnia-morska.eu, 10.11.2016

Recenzje » Recenzje 2016 » "Patchwork egzystencjalny", www.latarnia-morska.eu, 10.11.2016

copyright © www.latarnia-morska.eu 2016

Z Bogusławem Kiercem zetknąłem się po raz pierwszy w roku 1965. Oczywiście w „Popiołach” Wajdy – bo tam Kierc grał rolę Krzysztofa Cedry. Wtedy nie wiedziałem, że ten młody aktor jest także poetą, który debiutował wcześniej – w roku 1961. Potem już coraz częściej, choć „z doskoku”, czytywałem jego wiersze. Był i jest autorem płodnym – niebawem dobije zapewne swojej trzydziestej książki.

Najnowsza książka Kierca nosi tytuł Karawadżje. Autor w podtytule dodaje: inklinacje i konfabulacje – trzecia część tryptyku „mniemania”. Na plecach okładki krótki komentarz Piotra Matywieckiego zaczynający się od takich słów: „Karawadżje” to cudowny, swobodny i kunsztowny splot gatunków: obok wierszy znajdujemy tu prozę eseistyczną, fragmenty autobiografii interpretacje własnych utworów. Tak – osobliwy to splot tekstów. Szkoda, że pośród gatunków literackich nie ma terminu „patchwork”, bo on chyba najlepiej oddawałby istotę tej książki. Radzę też przypisać pewną wagę do tytułu – to Karawadżje nawiązuje do Caravaggio, o którym nasza mateczka-wikipedia informuje: W swoich obrazach wyrzekł się piękna ludzkiego ciała, idealizowanego przez malarzy renesansowych. W celu ukazania realizmu wprowadził do swych dzieł ostry światłocień. Malowidła Caravaggia cechuje połączenie fizycznej formy i psychologicznej treści. Ja nie wiem jak recenzować tę książkę. Czyta się ją skacząc po górach, przeskakując pagórki.

I jeszcze jeden cytat, tym razem z poczciwego dziadka Marksa: Filozofowie rozmaicie tylko interpretowali świat; idzie jednak o to, aby go zmienić. Kierc jest absolutnym „filozofem egotycznym” – ani mu się chce zmieniać, ani interpretować. On żyje w chaosie, jaki akceptuje. On żyje w obłoku, który jest dla niego realem. Realem emocjonalnym i intelektualnym, co – przyznacie – w sztuce stanowi wiele. Fakty, owszem, istnieją – ale jakież one nieistotne w obliczu imaginacji, fatamorgany, libido i „interioru duszy”.

Wspomniane na początku „inklinacje, konfabulacje, mniemania” to na pewno nie jest asekuracja autorska. To raczej manifest. Literackie „ego” tymi narzędziami potrafi wysłowić więcej niż jakikolwiek realizm i racjonalizm. W ten sposób nasza gwiazdka ma szansę przemienić się w indywidualną planetę. Kierc to osiągnął.

I jeszcze jeden cytat z Matywieckiego o tym, że ważny jest w tym tomie splot stałych, nieomal obsesyjnych tematów autora, przewijających się przez całą jego twórczość. Erotyka sąsiaduje z mistyką (to sąsiedztwo, o czym Kierc dobrze wie, zawsze było znamienne dla wielkich mistyków), cielesność i nagość są uwikłane w problemy trans-płciowości, narcyzmu i homoseksualizmu. Uwagi o malarstwie i uwagi o poezji przesycone są tu tymi tematami.

Tak, tych wątków tu sporo. Cymes jednak w tym, że „poezja erotyczna” i „twórczość erotyczna” Kierca to jakby dwie odmienne kwestie. U Kierca tętnią konteksty egzystencjalne i metafizyczne. Libido jest cząstką behavioru jako kreatywna élan vital. I jedną z najbardziej osobliwych tajemnic żywota.

Oto jeden z erotyków: Pierwszą nagością, prawie zwierciadlaną, / z którą się moja zetknęła i chciała / tak być przez całą noc i nawet rano / nie dać odróżnić się ciału od ciała, / była ta twoja, o której niewiele / zieleńsze mogłeś mieć pojecie / o swojej, ale przecież i ta zieleń / ledwie pachniała (trawą? Miętą?); mnę cię / wyciskałem, że mnąc, we mnie cię przemieniam / i miąłem ciebie i miąłem cię zamiast / siebie i jeszcze długo w tych wgnieceniach / nie schło. A chyba nie taki był zamiar.

Nieszablonowość tego typu doznań to w ekspresji Kierca rozpoznawalna cecha. Osobliwość jego asocjacji jest nieporównywalna do żadnych innych. Ten autor żyje w świecie wyrwanym ze sztampy. Pospolicie nazywamy to „indywidualizmem”; w tym przypadku jest on trudny do zdefiniowania – i może w tym cała świeżość i siła?

Zaraz po powyżej zacytowanym wierszu Kierc przeskakuje w język prozatorski. Oto kolejny fragment: Kiedy więc Tentamten wpatruje się w swój wizerunek wtopiony w tablice Dekalogu, zdumiewa go i (i gnębi) rozziew miedzy tym, jak został powołany (zapisany), a tym, jak przedstawia to swoje powołanie (czy: bycie powołanym, zapisanym) w codziennej praktyce (sztuce) życia.

Wiem, że z tych wyimków czytelnik tej recenzji niewiele zrozumie, jednak chodzi mi o pokazanie, jak „dzieje się” ta książka, będąca jednym wielkim poematem. Wielo-dykcyjnym, wielo-problemowym, chodzącym po ścieżkach naszej, w każdym przypadku osobnej, osobowości.

Żeby to wszystko zrozumieć, trzeba „nauczyć się” Kiercowego języka. Po znalezieniu klucza (kluczy?) zaczynamy pojmować, jak wielce „ontologiczna” jest to twórczość, jak bardzo rozedrgana (ale i spójna) w swoich przesłaniach.

Kilka dni przed napisaniem tej recenzji byłem w Kaliszu na VI Festiwalu Poetyckim im. Wandy Karczewskiej. Tak się złożyło, że spotkanie autorskie miał tam także Bogusław Kierc. Dla mnie był to gwóźdź programu. On mówił zupełnie innym językiem, a ścieżki jego rozumowania i argumentacji zaskakiwały nową dykcją. „Usłyszałem świat” jakiego nie znałem. I ta predyspozycja jest – wydaje mi się – głównym motorem i siłą kreatywną Bogusława Kierca.
Leszek Żuliński


Bogusław Kierc Karawadżjehttp://www.wforma.eu/karawadzje.html

  • Dodaj link do:
  • facebook.com