Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
copyright © www.latarnia-morska.eu 2014
Język jest strukturą niewyczerpywaną w swoich możliwościach. Mechanizmy, kompozycje i metody jego przekazu są nieograniczone. Mówiąc tym samym językiem, każdy z nas może mówić (lub pisać) innym językiem. Język zawdzięcza to mowie. Bo właśnie ona daje językowi to nieograniczenie.
O tym pomyślałem sobie już po lekturze kilku pierwszych stron nowej książki Bogusława Kierca pt. Cię-mność. Niewielkiej, ale tak „gęstej”, że śledząc jej treść, nie możemy nie myśleć o jej języku. Tym razem i w tej książce wyraża się ów język poprzez monolog wewnętrzny pobudzony traumą choroby. Kiedy uprzedmiotowieni jesteśmy przez szpitalną rzeczywistość, stajemy obok siebie i rozmawiamy ze sobą alter-egocentrycznym. Taka rozmowa musi być całkiem inna od tych, jakie wiedliśmy dotychczas, bowiem świadomość i ciało dziwią się sobie nawzajem w tym „rozwarstwieniu”.
Na okładce jest krótki komentarz Artura D. Liskowackiego, który m.in. pisze, że Cię-mność to docieranie do siebie poprzez ciemność. I dalej, że jest to próba ujrzenia ciebie jako innego przy mnie. Liskowacki stwierdza też: Cię-mność jest także obrachunkiem osobistym, będąc w narracji z Tym, Onym, kimś z zewnątrz i wewnątrz autora, i narratora zarazem. Dystans ów, to stylistyczna i gramatyczna samoobrona przed intensywnością tej wiwisekcji. A równocześnie gra z konwencjami spowiedzi, pamiętnika i opowieści podróżnej. Tak też czytałem tę książkę niemal od jej początku, tzn. zanim się połapałem, z jakimi „okolicznościami narracji” mam do czynienia.
Bogusława Kierca pamiętamy jako pięknego Krzysztofa Cedro z „Popiołów” Andrzeja Wajdy. Był to rok 1965. Mija od tamtego czasu niemal 50 lat. Wszystkie taśmy zachodzą sepią, a nasze życie chyba jeszcze bardziej. W przypadku Kierca mieszały mi się te dwie rzeczywistości. Stale widziałem go Tamtego rozmawiającego z dzisiejszym sobą, 71-latkiem. Sam, chociaż trochę młodszy, mam podobne doświadczenia i wiem, że rozmowom analizującym i podsumowującym siebie nie ma końca. U Kierca przewija się na dodatek „taśma aktorstwa”. Tego nigdy nie doznałem, ale wyobrażam sobie, że na tej taśmie zapisane jest „życie alternatywne” – różne wcielenia, które pozostawiają po sobie ślady. Szpitalna biel okazuje się ekranem jaskrawo wyświetlającym minioną drogę. Zapewne jasności tu mniej, a ciemności uciemiężonej więcej.
Kierc dokonuje swoistej wiwisekcji. Bywa do bólu szczery, śmiały w wyznaniach, zdzierający maski. Robi to bardzo inteligentnie. Nie naruszając własnej intymności, odsłania ją. Zdaje sobie sprawę, że narażeni jesteśmy w takich sytuacjach na swoistą logoreę subiektywności, którą sam nazywa bełkotem „pieszczotliwego”: Ujrzenie ciebie jako innego przy-mnie. Przy-mnie-mność widzenia ciebie. Przybycie ciebie mnie; mnie tobie. Wiedzących jednakowo, jak to, znających tę samą tajemnicę: taje-mnie-cię. Wtajemniczonych w siebie.
Cię, cię, cię – swoista alternatywa wobec Stachurowego Się. Ale im dalej w książkę, tym więcej pojawia się świata zewnętrznego. I jakieś obce kraje, jakieś obce miasta. Wieloletnie notatki z podroży, miejsc, spotkanych ludzi. Wspominki. Ale gdzieś pada stwierdzenie, że nie liczy się pars pro toto, tylko doznanie całości. Nizanie na sznurek lat tych paciorków, z których bierze się zrozumienie świata i siebie w tym świecie. Wyciąganie treści egzystencjalnej ze zderzenia biologizmu i kulturowości. Szukanie syndromu i sedna. Przetrawianie szczegółu w sedno, konwencji w sens.
Książka Bogusława Kierca jest dziwnym patchworkiem. To proza w zasadzie bez fabuły. Zaczyna się w scenerii szpitalnej, a kończy w różnych, nawet egzotycznych krajach. Wszystko ogranicza się do epizodów. Szumy, zlepy, ciągi – jak powiedział inny prozaik. Tak naprawdę jednak jest to podróż w głąb siebie. Jest to zadziwiające zdziwienie własną tożsamością, szukanie w niej spójności, związków, przyczyn i skutków. Szukanie językiem bardzo „wewnętrznym”, co dało narracji Kierca szczególną osobliwość.
Artur D. Liskowacki konkluduje: Cię-mność to docieranie do siebie poprzez ciemność. Ale podjęte w niej próby „ujarzmienia siebie jako innego przy-mnie”, bogate językowo i myślowo, rekompensują pięknie nawet wpisane w ten zamiar niespełnienie.
Podzielam to zdanie i na koniec jeszcze raz zwracam uwagę, że książka ta tworzy jakiś nowy model opowieści introwertycznej. Jej narracja, jej pomysł na „opowiadanie siebie” można w zasadzie uznać za precedensowy. I jedyny, bowiem tego chyba nie da się kalkować.
Leszek Żuliński
Bogusław Kierc Cię-mność – http://www.wforma.eu/cie-mnosc.html