To, że jest siedem celsjuszy i wielkie słońce, i zostaliśmy uratowani, wszyscy ranni i chorzy, zagrzebani pod gruzami, muszę zanotować.
Wreszcie zostało usłyszane moje rzucanie żwirowymi kamykami przez szczelinę w pogiętych żelastwach, w miejscu zagłębionym, nie w jaskini, raczej w budynku, który runął, i nagle nas usłyszano, i ja usłyszałam głosy, i mieliśmy być uratowani przez ludzi, którzy potrafili obchodzić się z ranami i krwią, były rany i krew, Twarz Boga poznana za pośrednictwem Drzeżdżona, tak zaczęło się pisanie, przez które wchodzi się do Krainy, nic nie zapowiadało początku po tamtej stronie.
© Marta Zelwan