to nowe, czarne pismo na fotografii, które wyłazi z zimowej jeszcze ziemi, ze śnienia, z natchnienia, którym potem będą karmić się litery zielone, czerwone, niebieskie, złote, żółte - każda litera ma właściwy sobie kolor – pismo to przeznaczone jest do odczytania. piszę te słowa w ostatnich minutach marca, niedługo kwiecień, najokrutniejszy miesiąc, wyciągnie spod ziemi wszystko, co tam jest, będą śpiewały trawy, błądziły pająki, rozprostują się zdrętwiałe korzenie, a pismo czarne na białym połączy nic z niczym. może niechcący, ale czasem, pisząc takie nicościowe rzeczy, uderzam w sam środek klawiatury, jakby ta myśl zasługiwała na znalezienie się w centrum, a nie wrzucenie jej do ikony kosz. z tym, że kosz to miejsce najcenniejszego, najczarniejszego nigredo, najbardziej nieporadnych zdań, ściemnionych sensów, gdyż straszno by było je objaśniać. od tej czarności wszystko się zaczyna, jeśli w ogóle ma coś być.
© Marta Zelwan