Zmieniam kwietnie co rok. Pięć lat temu wciągam się w jakąś grę.
Jadą gniadosze i kobiety w strojach. Wzgórza pokryte są borami, lasami. Płaskie są kamienie, śnieżnobiałe stroje kobiet, czarnoszare błota. Szybka woda płynie pod zimnymi nadbrzeżnymi badylami. Wciąż nie wiem, co jest grane w tej grze, ale taki jest świat, nigdy nie wiadomo. Ktoś podnosi kołatkę i kołacze do drzwi. Jedni otwierają księgi, oglądają ilustracje, inni strzelają do bazyliszków, ktoś opiera się o marmurowy, zimny stół, kogoś innego oblatuje w tej samej chwili strach, a wtedy zimno zapanowuje w brzuchu jego ducha. Są głazy w rzece. Obiecanki nieśmiertelności. Szepty nad wodą, ogniem, zielem.
kwiecień 2011
© Marta Zelwan