27 września 2016, 6
Patrzę na uciekającą Lubelszczyznę polami, górkami i sadami. Goła stopa jakoś mniej mnie koląca.
Gładka speakerka informuje o wszystkim, a zaraz po niej rześki cyborg angliczy. Szczęście i bezpieczeństwo sypią się na nas. Fachowa obsługa jeszcze świeża. Uśmiech i cykanie biletów zwykłych i elektrycznych.
Coraz bliżej Warszawy. Konopnicka taka trochę bezpłciowa i wygodna bardzo. Wytykam z jej dziurki wtyczkę do mojego kochanego iPada. Jestem pełen. Przesiadam się na Brdę. Zapchana tylko do Łowicza. Potem tylko luz i myślenie. Wciąż chodzący w Lublinie jestem.
© Maciej Wróblewski