nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

Krzysztof Wacławiec W Pasie Oriona

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

MACHNIĘCIA, Orgazm oraz Bałtycki 1

2018-03-28 11:48

9 lutego 2017, Toruń – Gronowo – Jastarnia

Dziś są ojca mojego urodziny. 75 lat. Jazda do Gronowa z naszym psem Tełu, który u moich rodziców będzie wakacjował. Mama dzielnie ojcu asystuje. Zajadamy tort pomarańczowy z belgijską czekoladą połyskującą strasznie. Wszystko odbywa się krótko po dziesiątej z rana. Kawa plus herbata. Wypijamy duszkiem szampana i nad morze. Kierunek jak dwa lata temu Jastarnia. Sam nie wiem dlaczego.

Suchość lutego i pył autostradowy. Ledwie że senni z Violą pchamy się ku morzu. Prawie bez słowa do Władysławowa. Kaszubskie jedzenie po drodze. Coś tam zamknęli w słojach i związali w wędzonkach. Jemy. Upajamy się z Violą ciszą i kaszubską kuchnią. Viola żur w chlebie, a ja rybną z koprem i czymś jeszcze. Tu kelnerki zasobne w ciało, serdeczne i z urodą do rany przyłóż. Patrzę na biodra nietrendy obsługującej nas kelnerki. Marzę, myślę. Odmieniam swoje imię we wszystkich wołaczach, miejscownikach, celownikach. Wypada na narzędnik, o którym z pewnym natręctwem teraz myślę. A przecież będąc chłopcem w gatkach do piątej klasy szczerze nie lubiłem nawet narzędnika. A teraz! Asocjacje narzędnikowe są o boże.

Przez okno zerkamy na skutą lodem zatokę. Szerokie i płaskie przestrzenie. Śnieg na drodze do Władysławowa robi się zakopiański. Ruch teraz nieduży. Kuźnica, Chałupy z wakacyjnymi szyldami zabitymi dechami. Słowa wyrwane z trzewi kanikuły zwisają soplami. Żywego ducha nie uświadczysz. Tylko dymy gęste, polskie, jak to wszystko u nas teraz wokoło gryzą oczy i drażnią nozdrza. W Chałupach żółty warkocz znad komina oplata pół mieściny. I dalej, dalej kręto i serpentynno. Jastarnia wymarła ze śniegiem głębszym, migają żółte światła na skrzyżowaniach jakby nagle coś się tu stało w biały dzień. Rzut oka na marinę. Piosenki sprośne przychodzą mi do głowy. I czemu.

© Maciej Wróblewski