Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
7 września 2016, 4
Schodząc z Trzech Koron natykamy się na jedną z kilku tutejszych galerii prywatnych. Słowo to nie oddaje istoty rzeczy. Na płocie przybita deska GALERIA. WSTĘP WOLNY. Wchodzimy, bo Viola rozmiłowana w folklorze i sztuce ludowej. Okazuje się, że wita nas sam mistrz Stanisław Franciszek Czepiel z rodziny artystycznej, malarz, rzeźbiarz, poeta i lutnik w jednej osobie. Serdecznie zaprasza do swojej galerii rozmieszczonej w dwóch zagraconych pomieszczeniach. Wszędzie oleje, obrazy na szkle (te są żony jego, Marii Czepiel), tu i ówdzie rzeźby większe, ciężkie, ekspresyjne. Rozmowa idzie w stronę sztuki. Stanisław Czepiel swoje malowanie jak życie traktuje. Są, mówi, obrazy ładne i są obrazy brzydkie. Głównie widoki, krajobrazy, drzewa, rzeki, chaty, chmury i w ogóle jest w tych olejach Czepiela dużo powietrza, swobody, fantazji. Słoneczniki gdzieś rzucone w kąt sąsiadują z czerwoną wodą i jeszcze bardziej czerwonymi żaglami. Kapliczka. Zachód słońca i chata opatulona kożuchem ze śniegu. Między obrazami stoją jak malowane słoiki z marynowanymi rydzami. Może i bym zjadł?
Mistrz Czepiel niedowidzi, ale zna życie. Większość swoich rzeźb do muzeów pooddawał, bo inaczej ludzie pamiętać nie będę. Słusznie. Potem pokazuje swoje literackie produkcje, a to wiersze, a to opowieści niesamowite zasłyszane, a to pieśni. Pokazuje, zachęca i kiwa głową. Wychodzę na zewnątrz przyduszony sztuką jak życie, ni ładną, ni brzydką. Viola rozmawia z mistrzem, ja kontempluję ogrodowe malwy. Nieco z boku, tuż pod płotem sznur na pranie.
Na nim pożółkła pielucha i takiż ręcznik o nieokreślonej barwie. Pielucha jest tetrowa i ma ze 20 lat. Może więcej. Po kilku minutach Viola wychodzi, kłapiemy się do Krościenka. Trafiamy na bus, który za 4 złote zawiezie nas do Szczawnicy. Nie ma czasu na Krościenko, tylko łypię jednym okiem na ryneczek, który jest tłusty i pogodny.
© Maciej Wróblewski